
Rzeczniczka prasowa Joe Bidena, która trzyma w ryzach nieco zbyt swobodnego w przemówieniach publicznych prezydenta. Królowa ciętych ripost, które doczekały się już własnej nazwy – "Psaki Bomb". Pogromczyni dziennikarzy stacji Fox News. Oto Jen Psaki, powiew świeżego powietrza po średnio kompetentnych rzecznikach prasowych Donalda Trumpa, którzy doczekali się niezliczonej liczby parodii w satyrycznym amerykańskich show "Saturday Night Love". Psaki jeszcze nie sparodiowano, za to została… królową TikToka i królową internautów-demokratów. Na czym polega jej fenomen?
REKLAMA
– Cóż, wiem, że twierdzi tak światowej sławy ekspert ds. biznesu, podróży i zdrowia, senator Ted Cruz, ale nie powiedziałabym, że przedsiębiorcy, którzy wdrożyli tę zasadę, są powszechnie tego zdania – odpowiedziała z uśmiechem Jen Psaki, bezlitośnie docinając republikańskiemu politykowi, który ogłosił, że winę za ostatnie opóźnienia i odwołania lotów Southwest Airlines ponosi zbyt mała liczba pracowników spowodowana nakazem szczepień przeciw COVID-19. Zdementowała to sama linia lotnicza.
Wideo, na którym Jen Psaki z gracją rozjeżdża regularnego krytyka administracji Joe Bidena jak walcem – to ten sam Ted Cruz, który podczas lutowej śnieżycy, która odcięła miliony Teksańczyków od prądu, uciekł z rodzinnego Teksasu do upalnego Meksyku, za co stał się chwilowo największym amerykańskim czarnym bohaterem – błyskawicznie obiegło internet i stało się viralem.
"Nowa Psaki Bomb!" – pisali uradowani internauci – ci, którzy już ogłosili rzeczniczkę prasową prezydenta USA królową. "Jak zwykle nie odpowiada na pytanie i ukrywa prawdę” – krytykowali z kolei drudzy, którzy stoją po przeciwnej stronie politycznej barykady. Poznajcie Jen Psaki, kobietę, której briefingi prasowe są niczym najbardziej zajmujący film.
Polskie korzenie
Znaki rozpoznawcze: ciemnorude włosy ułożone w nienagannego loba i gruby folder z posegregowanymi tematycznie, zaznaczonymi kolorowymi naklejkami kwestiami poruszanymi na briefingach. Podobno Psaki bez niego nigdzie się nie rusza.Gdy wchodzi do sali, w której regularnie odbywają się briefingi prasowe, szeroko się uśmiecha i wita z dziennikarzami. Raz namówiła wszystkich do odśpiewania "Happy Brithday" jednemu z korespondentów w dniu jego urodzin, innym razem pogratulowała dziennikarzowi Fox News z okazji ślubu. Kiedyś przyniosła też ciasteczka upieczone przez swoją teściową, bo "obiecała wszystkim przekąski".
Jennifer Rene Psaki (czyt: Saki) czuje się na briefingach jak ryba w wodzie, ale zanim stała się medialną prawą ręką Joe Bidena i idolką amerykańskich demokratów, przeszła długą drogę. 42-latka, która wychowała się w Greenwich w stanie Connecticut w domu psychoterapeutki i agenta nieruchomości, w 2008 roku zaangażowała się w kampanię prezydencką Baracka Obamy i dołączyła do Partii Demokratycznej. To wtedy jej ojciec, który wcześniej głosował na republikanów: Ronalda Reagana i George'a W. Busha, zmienił polityczny obóz.
Ambitna anglistka i socjolożka o greckich, irlandzkich oraz polskich korzeniach, niegdyś wyczynowa pływaczka, szybko pięła się po szczeblach kariery. Towarzyszyła Obamie podczas kampanijnych podróży jako rzeczniczka prasowa, a po jego wygranej reprezentowała w mediach ówczesnego sekretarza stanu Johna Kerry'ego. W końcu wróciła do Białego Domu, w którym została dyrektorką ds. komunikacji.
I wtedy czekały ją dwa ciosy. Kolejnymi sekretarzami prasowymi prezydenta Obamy zostali Jay Carney w 2011 roku i Josh Earnest w 2014. Psaki była podobno załamana. Miała nadzieję na awans, bo doświadczenie w tej roli miała przecież duże. Nieoficjalnie mówi się, że uważano ja wówczas za zbyt młodą i sądzono, że zwyczajnie nie podoła.
Po zwycięstwie Joe Bidena w końcu się udało – została rzeczniczką prasową Białego Domu. – Zawsze byłam druhną, w końcu jestem panną młodą – mówiła wiosną tego roku w podcaście CNN Davida Axelroda. W dniu mianowania Jen Psaki Rahm Emanuel, były szef sztabu Baracka Obamy, który pracował z nią w jego administracji, wysłał do szefa sztabu Joe Bidena, Ronalda Klaina, SMS o treści: "Już nigdy więcej nie będziesz musiał martwić się o to, co dzieje się w tym pokoju".
Jen Psaki wśród kociąt
Główny cel Jen Psaki był jeden: przywrócić normalność briefingów prasowych.Za prezydentury Donalda Trumpa rzeczników było czworo (kolejno: Sean Spicer, Sarah Sanders, Stephanie Grisham i Kayleigh McEnany), z czego Grisham nie zwołała żadnego briefingu, a Spicer i Sanders stali się regularnymi (anty)bohaterami satyrycznego show "Saturday Night Live". Dziennikarze innych stacji niż popierający Trumpa Fox News byli regularnie krytykowani, atakowani lub ignorowani, a Partia Demokratyczna grzmiała, że ograniczana jest wolność mediów.
Rzeczniczka prasowa Joe Bidena na swoim pierwszym briefingu zapowiedziała, że "będzie mówić prawdę, nawet jeśli ta będzie bolesna". Atmosfera również jest zgoła inna niż przez ostatnie cztery lata: śmiechy, żarty, wspomniane piosenki urodzinowe i ciasteczka. – To powiew świeżego powietrza, nie być regularnie atakowanym – powiedziała "New York Timesowi" April Ryan, korespondentka stacji telewizyjnej The Grio w Białym Domu od lat 90.
Jednak zdaniem Spicera, Psaki ma łatwiej, bo pracuje w demokratycznej administracji. – Codziennie wchodziłem do jaskini lwów. Ona wchodzi do stadka kociąt – stwierdził pierwszy rzecznik prasowy Trumpa, a teraz prezenter prawicowego kanału Newsmax.
Jednak i Psaki musi odpierać niewygodne pytania oraz ataki republikańskich dziennikarzy. To właśnie starcia z nimi stają się hitami na TikToku. Jednym z "przebojów" z jej briefingów była odpowiedź na pytanie: "Czy prezydent uważa, że 15. tygodniowe, nienarodzone dziecko jest człowiekiem?". – Pytasz mnie, czy prezydent uważa, że kobieta ma wybór? Uważa – odpowiedziała Psaki bez mrugnięcia okiem, po czym zwróciła się do kolejnego dziennikarza.
Aborcji (a szczególnie jej zakazu w Teksasie) dotyczyło też pytanie dziennikarza katolickiego serwisu informacyjnego, dlaczego Biden, jako katolik, popiera prawo do przerwania ciąży. – Prezydent uważa, że to od kobiety zależy podjęcie tej decyzji po konsultacji ze swoim lekarzem. Zdaję sobie sprawę, że nigdy nie stałeś przed takim wyborem ani nie byłeś w ciąży, ale dla kobiet, które musiały tę decyzję podjąć, to bardzo trudna sprawa – odparła.
Odpowie? Nie odpowie?
Hasztag #jenpsaki na TikToku ma już 180 milionow wyświetleń, a #psakibomb – 14,4 miliona. Pod wideo z 42-latką sypią się komentarze jej fanów (oczywiście obok tych negatywnych od przeciwników Bidena): "Ona jest nieustraszona, kocham ją", "Królowa", "Żadnego człowieka nie kocham tak jak jej", "Jak dorosnę, chcę być jak Jen Psaki", "Takiej kobiety potrzebujemy w tych czasach, chrońcie ją".42-latka pozowała już dla Annie Leibovitz dla "Vogue'a", a zdjęcie z nią zrobiła sobie młoda gwiazda pop Olivia Rodrigo podczas wizyty w Białym Domu. Jej nieoczekiwana kariera się rozkręca, zwłaszcza że media coraz częściej donoszą o tym, kogo "zmasakrowała" rzeczniczka.
Psaki, owszem, masakruje, ale inteligentnie i elegancko. Jest powściągliwa, ale stanowcza; ostra jak brzytwa, ale wyrafinowana; precyzyjna i konkretna, ale zabawna i uprzejma. Nie patyczkuje się i potrafi wyznaczyć granice, jest profesjonalna do bólu, a riposty formułuje w głowie błyskawicznie.
Nie oznacza to, że zawsze odpowiada na pytania. Często unika jednoznacznej odpowiedzi albo kluczy wokół tematu, co zarzucają jej republikanie. Ale, mimo że nie na każde pytanie udzieli odpowiedzi, demokraci nie dadzą powiedzieć o niej złego słowa (zwłaszcza że Joe Biden nie należy do najlepszych mówców i Psaki mówi często ratować sytuację).
Zresztą nawet jej największy "przeciwnik" na briefingach, regularnie przez Psaki "rozjeżdżany" dziennikarz Fox News Peter Doocy, mówi o niej w samych superlatywach. – Nigdy nie czuję się tak, jakbym dostał lanie lub odwrotnie – wyznał w rozmowie z "New York Timesem" i wyraził również szacunek dla profesjonalizmu i dobrego humoru 42-latki. To właśnie jemu Jen Psaki złożyła na briefingu życzenia z okazji jego ślubu. – Mogę wydrukować ten transkrypt i pokazać go pewnego dnia moim dzieciom – mówił z dumą Doocy.
Psaki zaliczyła na razie niewiele wpadek. Skrytykowano ją gdy lekko wyśmiała siły kosmiczne (Space Force), które utworzył Donald Trump i od tej pory trzyma na biurku przypinkę z ich logo, aby drugi raz nie powtórzyć podobnego błędu. Rzeczniczka bardzo się pilnuje, bo przeżyła już upokorzenie – lata temu, gdy była rzeczniczką prasową Johna Kerry'ego, rosyjska telewizja państwowa obrała ją jako twarz swojej antyamerykańskiej kampanii.
Rosyjscy dziennikarze wytykali jej błędy, śmiali się z jej wystąpień oraz drwili z jej nazwiska. Prowadzący jeden z popularnych programów ukuł nawet słowo "Psaki-ing" oznaczającego Amerykanina, który jest zdezorientowany i niezdolny do zrozumienia podstawowych informacji o tym, co dzieje się na świecie. Oglądanie swojej twarzy w propagandowych, antyamerykańskich materiałach nie było dla Psaki łatwe.
Czytaj także: Gdy demokratka została wybrana na rzeczniczkę Joe Bidena, popularny tytuł oglosił: "A oto powraca Psaki. Przygotujcie popcorn". O wypowiedź o Amerykance pokusił się nawet Władimir Putin. W czerwcu, po spotkaniu z Bidenem w Genewie, prezydent Rosji nazwał ja "młodą, wykształconą i piękną kobietą, która cały czas wszystko myli".
Sekretarz prasowa w Białym Domu robi jednak swoje. Stara się żyć nie tylko pracą. Wraz z mężem Gregorym Mecherem, również członkiem Partii Demokratycznej, i dwójką dzieci mieszka na przedmieściach Waszyngtonu. W piątki stara się wyjść z pracy przed 17:15, aby zjeść pizzę z rodziną (niedaleko mieszka również jej siostra), a na ścianie swojego gabinetu ma słynne zdjęcie Baracka Obamy, gdy prezydent chodzi na czworakach po podłodze Białego Domu wraz z jej małą córeczką. Bo praca pracą, ale przecież nie tylko nią (i "miażdżeniem" konserwatywnych dziennikarzy) człowiek żyje.
