Krzysztof Radzki/East News

Dziś Dzień Dziecka Utraconego i Dzień Solidarności z Uchodźcami. Wyjątkowo mocno to wybrzmiewa, kiedy przy polsko-białoruskiej granicy krążą migranci z małymi dziećmi, a przedstawiciele partii rządzącej mówią, że przecież sami są sobie winni.

REKLAMA
"Nie pojadą na Białoruś odnaleźć i pomóc, bo nie chcą znaleźć, tylko gonić. Propagandyści powtarzają hasło 'dzieci z Michałowa', mimo że na zdjęciach, którymi epatują, nie ma dzieci z Michałowa, tylko z Iraku. Te maleństwa mają odpowiadających za nie rodziców, którzy zamiast się o nie zadbać, łamią prawo, ryzykując życie swoich pociech" – napisał przed dwoma dniami dziennikarz TVP Samuel Pereira.
Europoseł Ryszard Czarnecki w podobnym czasie, zapytany o pomocy dzieciom migrantów, miał do powiedzenia jedynie: "współczuję, że mają takich rodziców”.
Przedstawiciele prawej strony zdają się mówić w swoich komunikatach: wszystkie dzieci nasze są, chyba że... I tutaj pada mnóstwo wyjątków. Jak ten, że jeśli dziecko jest migrantem, którego rodzice, w poszukiwaniu schronienia, przemierzają trudną drogę w kierunku Europy – dziecku nie należy się ochrona, bo jest samo sobie winne, że ma takich rodziców.
Czytaj więcej: Polska na okładce "New York Times". Dziennik obnaża politykę PiS ws. migrantów

Kiedy myślę o sytuacji na polsko-białoruskiej granicy, rzuca mi się na myśl coś, co nie będzie zbyt odkrywcze dla tych, którzy śledzą sytuację w naszym kraju. Mianowicie – w Polsce pielęgnowana jest ochrona dziecka nienarodzonego. Kiedy się jednak ono urodzi, szczególnie w nie do końca dobrym stanie zdrowia, ta pamięć o ich ochronie już nie jest tak mocna. I nie jest to mój krytyczny osąd. To zdanie oparte na opiniach tych, którzy zmagają się z trudami wychowania takich dzieci.
I tak jest też z tymi biednymi dziećmi na granicy. Ochrona życia? Przecież one są same sobie winne. Poza tym mają nieodpowiedzialnych rodziców i to na nich spada odpowiedzialność. A my? My przecież mamy czyste sumienia, a na ich los patrzymy jak na reality show, obśmiewając akcje tych, którym dobro dzieci leży na sercu.
Czytaj więcej: Mocna kampania Fundacji Ocalenie na rzecz pomocy uchodźcom. Ten filmik otwiera oczy

Dziś Dzień Dziecka Utraconego. To dzień pamięci dla tych, których dzieci nie narodziły się i tych, które zmarły tuż po porodzie. Moim zdaniem, ze względu na stan wyjątkowy przy polskiej granicy, spokojnie moglibyśmy rozszerzyć definicję tego dnia. Bo osoby, które ze swoimi dziećmi drżą z zimna w przygranicznych lasach, również boją się je stracić. I będą one tak samo cierpieć, gdy ta tragedia się wydarzy. A prędzej czy później wydarzy się na pewno, bo wszyscy wiemy, jak nieprzychylna jest jesienna aura w Polsce, szczególnie przy wschodnich rubieżach. I jak nieprzychylne jest nastawienie polskich rządzących, którym "stan wyjątkowy" myli się ze "stanem wojennym" i coraz częściej można pomyśleć, że to nie jest przypadek.
Dziś też dzień Solidarności z Uchodźcami, czyli moment, kiedy wybitnie mocno łączymy się z tymi, którzy na skutek wojen, prześladowań i tortur zmuszeni zostali opuścić swój dom i ruszyć w niepewną i niebezpieczną drogę.
I tu znowu, a piszę to ze smutkiem, przychodzi wyjątek "chyba że...". Bo jeśli byliby to Polacy, to trzeba podnieść larum, bo naszych źle traktują, bo nasi się tułają bez pomocy, bo naszym dzieje się krzywda. A jeśli to jakieś tam obce nacje, to przecież sami są sobie winni.