
Skandal w lidze rumuńskiej. W sobotnim meczu FCSC Bukareszt (dawna Steaua) będzie zmuszony wystawić juniorów i tymczasowego trenera. A wszystko za sprawą zakażenia sporej części drużyny koronawirusem. Epidemii COVID–19 nie przyjmuje do wiadomości właściciel klubu, Gigi Becali, który otwarcie odradza zawodnikom szczepienie.
REKLAMA
Ta historia może być nauczką dla antyszczepionkowców, ale nie wydaje się, żeby w przypadku właściciela FCSB Bukareszt podejście do pandemii COVID-19 miało się zmienić.
Znany ze swoich antynaukowych poglądów Gigi Becali głośno opowiadał się przeciwko szczepionkom. Publicznie sugerował, że mając do wyboru pistolet lub strzykawkę za szczepionką, wybrałby postrzelenie pistoletem.
– Trzymam dystans na co najmniej dwa metry od zaszczepionych. Zobaczycie, co wydarzy się za rok lub dwa – przekonywał właściciel rumuńskiej legendy piłkarskiej.
Becali z dumą głosił również, że większość zespołu z Bukaresztu jest niezaszczepiona.
Efekt jest taki, że przed sobotnim meczem ligowym pojawił się spory problem ze znalezieniem... zdrowych zawodników, mogących wystąpić w pojedynku ligowym. Pozytywne wyniki testów na COVID-19 otrzymało aż czternastu piłkarzy i praktycznie cały sztab szkoleniowy.
W takiej sytuacji klub był zmuszony uzupełnić kadrę meczową o zawodników, którzy na co dzień występują w zespołach juniorskich. Dodatkowo trzeba było zatrudnić byłego trenera bramkarzy, który miał uprawienia do poprowadzenia drużyny w roli szkoleniowca.
Sytuacja wywołała spore zamieszanie. Co na to kontrowersyjny właściciel?
– Nikomu nie zabraniam zaszczepienia się. Nie uważam jednak tego rozwiązania za dobre, a oni kochają szefa i dlatego go słuchają – skwitował w swoim stylu Becali.
Właściciel FCSB Bukareszt to jeden z najbogatszych ludzi w Rumunii. Znany jest jednak ze swoim skrajnych poglądów. W 2006 roku został uznany za największego homofoba w kraju, gdy powiedział, że "wykończyłby wszystkich gejów w Rumunii".
Czytaj także: