
Dobry przykład, czy populistyczne szaleństwo? Takie pytania wzbudza decyzja członków rady powiatu tucholskiego (woj. kujawsko-pomorskie), którzy zdecydowali się na zmniejszenie swoich diet o połowę.
REKLAMA
Gdy media donoszą o zmianie stawek diet naszych rządzących, zazwyczaj chodzi o dość spore podwyżki. Inaczej jest jednak w powiecie tucholskim na Pomorzu, gdzie samorządowcy doszli do wniosku, że ich diety są zbyt duże i postanowili zmniejszyć je aż o połowę. Wszystko dlatego, by ratować mocno nadwątlony budżet powiatu. W Tucholi muszą długi spłacać zaciągając kolejne pożyczki. Teraz powiat czeka na 8 mln zł pomocy z Ministerstwa Finansów.
Czytaj również: Jak zarobić na diecie poselskiej? Zapytaj europosła
Choć gest samorządowców jest nie bez znaczenia, powiatowi w ciągu roku w ten sposób uda się jednak zaoszczędzić jedynie nieco ponad 130 tys. zł. Wynagrodzenie członków rady powiatu nie było bowiem zbyt wysokie. Dotąd dostawali oni 927 zł miesięcznie, a od teraz będą odbierali jedynie 463 zł.
Podobnie zadłużonych gmin i powiatów w naszym kraju nie brakuje. Nie wszędzie samorządowcy byliby jednak skłonni pójść w ślady swoich kolegów z Tucholi i zacząć oszczędności od swojej diety. – Gdybym zgłosił pomysł obniżenia diet, od razu zostałbym posądzony o populizm – komentuje w "Gazecie Pomorskiej" grudziądzki radny Łukasz Mizera.
Zobacz też: Rewolucja w systemie płac dla urzędników. Znikną trzynastki, dodatki jubileuszowe i nagrody jubileuszowe
– Dieta to nie pieniądze, które radni dostają na życie. Każdy ma pracę i dzięki niej się utrzymuje. Dlatego wszystko jest możliwe. Pytanie tylko, przy jakich kwotach taki gest ma sens? – zastanawia się Zbigniew Sobociński, radny z Bydgoszczy.
Źródło: "Gazeta Pomorska"
