
Zaogniająca się sytuacja przy polsko-białoruskiej granicy sprawia, że coraz więcej żołnierzy powoływanych jest na służbę. Porozmawialiśmy z trzema kobietami, których bliscy są mundurowymi, którzy już są na granicy lub czekają na wezwanie, które najpewniej nastąpi. "Niestety, jeśli już nastąpi ta sytuacja, że zostanie wezwany na granicę, to będę musiała się z tym pogodzić i do tego się przyzwyczaić" – mówi jedna z nich.
REKLAMA
"Nie wiem, kiedy to wszystko się skończy, kiedy wróci i czy w ogóle wróci"
Pani Ania* ma bliską osobę, która znajduje się obecnie przy granicy polsko-białoruskiej. – Ciągle towarzyszy mi strach i niepewność – mówi w rozmowie z naTemat. Podkreśliła, że stara się nie oglądać telewizji, nie słuchać wiadomości, żeby się nie nakręcać w związku z coraz bardziej zaogniającą się sytuacją przy granicy.I zaznacza, że ma ze swoją bliską osobą kontakt, kiedy tylko się da, jak tylko jest to możliwe, więc ma informacje z pierwszej linii, bez fake newsów i jakichkolwiek przekłamań.
– Najgorsze jest poczucie, że nie wiem, kiedy to wszystko się skończy, kiedy wróci i czy w ogóle wróci – dodaje z wyraźną obawą o to, jak potoczy się sytuacja. – Ale wiem, że jest tam po to, żeby nas chronić – podkreśla.
I zaznacza, że broni nas wszystkich i na tym pani Ania się skupia. – Wiem, że na początku czuł duży stres i nerwy, w końcu zostawiał tutaj rodzinę... Ale teraz jest tam dla kraju, dla nas, żebyśmy mogli czuć się bezpiecznie – dodaje.
"Po takim stażu związku z mundurowym po prostu przywykłam"
Pani Hania* jest bardzo zaniepokojona tym, jak rozwija się sytuacja przygraniczna. – Obawiam się, że w każdej chwili dostanie wezwanie na służbę na granicy – mówi o swoim partnerze. I podkreśla, że po sytuacji, gdy jeden z mundurowych dostał kamieniem w głowę, boi się jeszcze bardziej.– Niestety, jeśli już nastąpi ta sytuacja, że zostanie wezwany na granicę, to będę musiała się z tym pogodzić i przyzwyczaić się do tego – dodaje. I zaznacza: "niestety, taki ma zawód, który wiąże się z ryzykiem". – Jestem tego świadoma. Przy każdym wyjeździe boję się, ale wierzę w niego i wspieram go w każdej sytuacji – zaznacza.
– Na co dzień nie myślę jednak o tym, że go w danej chwili nie ma, bo na przykład przebywa na poligonie. Pracuję, przebywam z rówieśnikami, staram sobie zaplanować dzień tak, że jak wrócę do domu, to zaraz zbieram się do spania – wylicza.
Ale dodaje, że wcześniej jeździła do rodziców, żeby nie siedzieć samotnie w mieszkaniu i nie rozmyślać. – Wcześniej płakałam i strasznie to przeżywałam, ale w tej chwili, po takim stażu związku z mundurowym po prostu przywykłam. Rozmawiamy lub piszemy w każdej możliwej chwili – mówi.
"To męczy. Praca po 12h, partnera w domu nie ma"
Partner pani Joli* jeszcze nie został wezwany na granicę, ale – jak mówi kobieta – istnieje takie ryzyko. – Przychodzisz do pracy i nie wiesz, co przełożony planuje. Jakie dyspozycje dostanie – mówi. – Wsiadasz i jedziesz wedle rozkazu - dodaje.Czytaj więcej: Kowal o migrantach na granicy: Wiedzą, na jakie warunki umówili się ze swoimi "dealerami szczęścia"
– Mnie to męczy. Praca po 12 h, partnera w domu nie ma. Urlop? Nie pamiętam. Zawsze ktoś zadzwoni albo zmieni plany, bo nagle jest potrzebny – wylicza wady. I dodaje, że od 4 lat urlopy spędzają oddzielnie. – Na co dzień też nie można liczyć na kogoś, kogo nie ma nawet w mieście, chociaż obiecywał, że "wróci o 16". Oprzytomniałam w momencie, jak zaczęłam liczyć na obcych ludzi, a nie własnego partnera – dodaje rozgoryczona.
I dodaje, że "nie bez przyczyny mówi się, że mundurowi mają problem z emocjami i ustalaniem priorytetów". – Jeśli dojdzie do tego pracoholizm, nie ma mowy o życiu rodzinnym – zaznacza.
– Na początku wspierałam, starałam się rozumieć i byłam cierpliwa. Wiele bym oddała za "normalną" pracę 8-16 z wolnymi weekendami. To przede wszystkim jego życie, więc musi wybrać, co w danym momencie jest dla niego ważne – dodaje.
Przed tygodniem informowano, że na granicy polsko-białoruskiej jest około 15 tysięcy funkcjonariuszy. Straży Granicznej pomagają żołnierze między innymi z 16. dywizji zmechanizowanej i 18. tak zwanej Żelaznej Dywizji. Są też Wojska Obrony Terytorialnej w ramach operacji Silne Wsparcie. Sytuacja jest monitorowana na bieżąco i – w razie potrzeby – zwoływane są kolejne siły.
* Imiona do wiadomości redakcji
