
Nie tak wyobrażano sobie początek sezonu Pucharu Świata w skokach narciarskich przez Biało-Czerwonych. Polacy, póki co najlepsze miejsce, które zajęli, to piąte za sprawą Kamila Stocha. Mało punktów i mało skoczków w drugich seriach, to problem, który powtórzył się w sobotę w fińskiej Ruce.
REKLAMA
Dawid Kubacki na 33. miejscu, na 37. pozycji Aleksander Zniszczoł, 38. Andrzej Stękała i 47. Jakub Wolny. Do tego w drugiej serii obecność duetu Kamil Stoch-Piotr Żyła, ale też bez większych rewelacji. Trzykrotny mistrz olimpijski na ósmym miejscu, za to mistrz świata z tego roku, ostatecznie na 23. pozycji.
Nie są to z pewnością wyniki, które napawają optymizmem po sobotnim konkursie w Finlandii. Biało-Czerwoni nie potrafili w warunkach - nad wyraz sprzyjających w pierwszej serii - udowodnić, że tydzień wcześniej, w Niżnym Tagile, kiepski występ był wypadkiem przy pracy.
O formę Biało-Czerwonych wprost został zapytany przed kamerami Eurosportu trener Polaków, Michal Doleżal. Pierwsza kwestia to występ Stocha, który przed konkursem potrafił wygrać serię próbną z rewelacyjnym wynikiem 141 metrów. Ale kiedy przyszło do konkursu, skończyło się na niezadowoleniu, którego lider polskiej drużyny nie krył przed kamerami, tuż po wylądowaniu.
– W próbnej serii Kamil trafił w próg i była lepsza rotacja. A już w konkursowych niestety spóźnił to odbicie – wyjaśnił Doleżal, kontynuując: – Niestety tak się zdarza. Nie jest to przyjemne. Może drugi skok Piotra możemy zaliczyć na plus. Już po pierwszym mówił, że jest nienajgorzej. Szkoda, że nie wylądował dwa razy tak jak trzeba, przez co stracił trochę punktów – skwitował.
Czeski szkoleniowiec Biało-Czerwonych liczy, że w niedzielnym konkursie jego podopieczni zaprezentują się lepiej. Z jednej strony odsuwając od siebie trudny moment przytrafiający się już na starcie sezonu. W skupieniu próbując zrobić coś więcej.
– Jutro zrobimy co możemy. Na pewno chcemy przetrwać, ale też powalczyć. Później chcemy wrócić do domu i poskakać na spokojnie – zakończył.
Z pewnością szczególnie niepocieszony może być Kubacki. Polak po raz drugi nie zdołał dostać się do drugiej serii, powtarzając rozczarowanie z drugich zawodów w Rosji.
– Jest jeszcze niedziela. To jedyny optymistyczny akcent w tym wypadku. Nie poszło tak, jakbym chciał. Skok w pierwszej serii lepszy od próbnej, ale niestety, nie wystarczająco. Wskakiwanie "o włos" do trzydziestki też nie jest tym, na co pracowaliśmy i liczymy. Trzeba to przegryźć. Nie jest to łatwa sytuacja – przyznał skoczek dla Eurosportu.
Jutro o 14:30 kwalifikacje do drugiej konkursu w Ruce. Za to początek zawodów planuje się na godzinę 16:15.
Czytaj także: