Zakazana przez zaborców, przez lata zapomniana, dziś wraca na polskie stoły. Oto "fasola niepodległości"

Fasola niepodległości z charakterystycznym znamieniem przypominającym orła w koronie.
Fasola niepodległości z charakterystycznym znamieniem przypominającym orła w koronie. Fot. Leszek Horwath, portal potrawyregionalne.pl
Smakowita, delikatna i łatwa do wyhodowania. Prawie jak zwykła fasolka. Jednak z powodu charakterystycznego rytu, przypominającego orła w koronie, roślina ta w czasach zaborów stała się czymś więcej, niż zwykłym warzywem. Odkryta po latach, dziś ma szansę odzyskać swoje znaczenie.


O niezwykłej historii zwykłej fasolki, która w XIX wieku stała się niespodziewanie “narzędziem” walki z zaborcami o narodową tożsamość i jednym ze sposobów manifestowania polskości, rozmawiam z Leszkiem Horwathem, redaktorem naczelnym portalu potrawyregionalne.pl.

Panie redaktorze, jak to możliwe, że zwykła, niewinna fasolka stała się w XIX wieku symbolicznym orężem w walce Polaków z caratem? Jak trafił pan na trop tej historii?


Leszek Horwath: Mój przyjaciel, Zenon Szewczyk, mieszkaniec Podegrodzia na Nowosądecczyźnie, przygotowywał jakieś 10 lat temu pracę na temat regionalnej kuchni. Dotarł wtedy do pewnej rodziny, która pokazała mu garść ziaren niezwykłej fasoli – białej, pokrytej charakterystycznym rytem przypominającym polskiego orła. Jak się okazało, ziarnka fasoli znalazły się pod Nowym Sączem w czasach przesiedleń trwających po II wojnie światowej, a przybyły tam z Kresów, z okolic Stanisławowa.

Zobacz też:
Antyfaszyści zapowiadają blokadę Marszu Niepodległości. "Bądźmy zdecydowani i bądźmy stanowczy"


I co dalej?

Zenon Szewczyk zainteresował się tą niezwykłą odmianą tym bardziej, że dowiedział się o ciekawej historii wiążącej się z fasolką. Okazało się, że w zaborze rosyjskim w XIX wieku jej uprawa była zabroniona, właśnie ze względu na znamię przypominające orzełka. Z przymrużeniem oka można powiedzieć, że ówcześni Polacy traktowali ją jako formę “kulinarnej biżuterii patriotycznej”.



Obyczaj jedzenia fasolki z barszczem na Wigilię był ponoć popularny tak w szlacheckich dworkach, jak i chłopskich chałupach. Zwyczaj ten był wciąż żywy nawet w dwudziestoleciu międzywojennym, później jednak zanikł wraz z przesiedleniami z Kresów. Dziś jednak chcemy do niego wrócić, co stało się możliwe dzięki temu, że Zenon Szewczyk odkrył tych kilka ziaren.

Co z nimi zrobił?

Korzystając z przekazanej mu garści ziaren i spełniając prośbę ofiarodawców, mój przyjaciel zasiał 50-letnie ziarna w przydomowym poletku. Ku jego zdumieniu fasola wzeszła, choć w pierwszym roku skromnie, jednak po kilku latach z jednej garści udało się wyhodować kilkaset kilogramów fasoli. Dzięki temu udało się ją uratować od zapomnienia.

Rozumiem, że redakcja państwa portalu również bierze udział w tej akcji na rzecz “ratowania fasolki” ?

Tak jest. Z naszym gorącym wsparciem Zenon Szewczyk w 2010 roku zarejestrował tę odmianę na "Liście Produktów Tradycyjnych" prowadzonej przez Ministerstwo Rolnictwa. Nadał jej dwie nazwy – “polska fasola z orzełkiem” oraz “fasola niepodległości”. Chcielibyśmy, aby zawędrowała pod strzechy i wzorem amerykańskiego indyka jedzonego na Święto Dziękczynienia stała się tradycyjną potrawą spożywaną 11 listopada.


Co jeszcze robicie, aby to osiągnąć?


Działamy trochę na zasadzie łańcuszka św. Antoniego, to znaczy jeżdżąc po targach kuchni regionalnej w całej Polsce przekazujemy różnym ludziom po garści fasolki, prosząc o to, by spróbowali, zasiali i przekazali ją dalej. W ten sposób fasola dotarła już na Pomorze, Śląsk, Podlasie, do Wielkopolski.

A co może pan powiedzieć o samej fasolce?


To dziwna fasola. Jest niezwykle odporna, wytrzymała. Raz podlana wyrośnie nawet w niezbyt dobrej glebie, o czym świadczy tegoroczny plon z naszego przyredakcyjnego ogródka. A pamiętajmy, że opady latem i wiosną były wyjątkowo niewielkie. Jeśli chodzi o walory kulinarne, “fasola niepodległości” jest bardzo delikatna. Świetnie nadaje się np. do sałatek. W gotowaniu fasola nieco blaknie, skórka robi się słomkowo-żółta, a ryt orzełka zachowuje się różnie - najczęściej staje się jasno lub bardzo jasno bordowy. Co ciekawe, woda po jej ugotowaniu barwi się na piękny, głęboko czerwony kolor.


Czy mieszając kulinaria i symbole narodowe nie obawiacie się państwo zarzutów o brak szacunku dla godła?

Uważam, że powinniśmy do tego tematu podchodzi z luzem i pewnym dystansem. Naszą intencją jest stworzenie sympatycznego zwyczaju, a nie mieszanie się do polityki. Jeśli już mam używać wielkich słów, to powiem, że propagujemy “nacjonalizm kulinarny” (śmiech).

Czytaj: Jedzmy sezonowe owoce i warzywa. Internet doradzi ci jak i kiedy

A skąd wziął się na niej ten niezwykły ryt? Czy został sztucznie wyhodowany w trakcie uprawy?

Według podań, ktoś po prostu kiedyś dostrzegł na jakimś ziarnie zwykłej fasoli wzór podobny do polskiego godła i drogą hodowli pracował nad wyodrębnieniem całego gatunku, charakteryzującego się takim specyficznym rytem. Ja jednak, kompletując materiały do pracy o fasoli niepodległości, natrafiłem na ślady świadczące o tym, że już w dokładnie takiej formie dotarła ona do Europy wraz z powracającym zza Oceanu Kolumbem.

Czy fasola niepodległości jest jedyna w swoim rodzaju, czy istnieją gatunki podobne?

We Francji i Włoszech występowała kiedyś zbliżona odmiana, nazywana “fasolą Św. Sakramentu”, ponieważ ryt znajdujący się na niej przypominał właśnie monstrancję. Na tych samych terenach znano też “fasolę żołnierską”, w Watykanie nazywaną “fasolą Św. Ducha”. Z tego co wiem, tam także te gatunki zostały nieco zapomniane. Ale z całą pewnością nasza fasola jest jedyna w swoim rodzaju.