Święto Niepodległości, czyli msze i duchowni obok prezydenta. Za dużo Kościoła w państwie?

Prezydent Bronisław Komorowski Święto Niepodległości zaczął od mszy za ojczyznę. Czy głowa państwa powinna obnosić się ze swoim wyznaniem?
Prezydent Bronisław Komorowski Święto Niepodległości zaczął od mszy za ojczyznę. Czy głowa państwa powinna obnosić się ze swoim wyznaniem? Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Czy w Święto Niepodległości prezydent Bronisław Komorowski potwierdził, że w rzeczywistości Polska od zawsze jest państwem wyznaniowym? W czasie oficjalnych uroczystości z okazji 11 listopada głowa państwa niejednokrotnie nie tylko podkreślała zasługi Kościoła dla naszego państwa, ale i swoje przywiązanie do religii katolickiej. Jak zwykle, u boku prezydenta nie zabrakło także kościelnych hierarchów.

"Biskup na uroczystościach państwowych to postępowanie niezgodne z Konstytucją! Podobnie prezydent publicznie manifestujący uczucia religijne!" – komentował na Twitterze Janusz Palikot. W rozmowie z naTemat wzburzenia takim mieszaniem miejsca Kościoła i państwa nie kryje również rzecznik prasowy Ruchu Palikota, poseł Andrzej Rozenek. – Widzieliśmy wszyscy, jak prezydent z liczną świtą, wśród której byli też działacze SLD, śpiewali na oficjalnych uroczystościach "Boże coś Polskę" i inne tego typu pieśni kościelne. Albo to jest Święto Niepodległości, albo jakieś święto kościelne! – mówi wzburzony polityk.

Kościoła nie sposób pominąć?

Łączenia Kościoła i państwa w Święto Niepodległości broni jednak prezydencki doradca ds. historii prof. Tomasz Nałęcz. – Te tysiące warszawiaków idących dziś w marszu z prezydentem czciło pamięć tych, którzy przyczynili się do niepodległości Polski. I rola polskiego Kościoła i duchowieństwa w przetrwaniu narodu polskiego była ogromna. Zatem byłoby błędem, gdyby idąc szlakiem tych wszystkich pomników, prezydent pominął ten upamiętniający kard. Stefana Wyszyńskiego i nie wspomniał o zasługach Kościoła – ocenia minister.

Wielu przeciwników flirtu religii z polityką marzy się jednak chwila, gdy na uroczystościach państwowych zabraknie wreszcie duchownych zajmujących miejsce obok najwyższych władz. Zdaniem Ruchu Palikota, inaczej trudno zaprzeczyć, że nie jesteśmy państwem wyznaniowym. Poza tym, Bronisław Komorowski chciał dziś wszystkich Polaków łączyć, a tymczasem wielu podzieli. Zupełnie zapominając, że nad Wisłą żyją także niewierzący. Ludzie, którzy są takimi samymi obywatelami, jak katolicy.


Prezydent katolik

Prof. Tomasz Nałęcz
doradca prezydenta ds. historii

Kancelaria Prezydenta zaprosiła na uroczystości kilkaset osób, w tym także przedstawicieli duchowieństwa. To zaproszenie przyjmują również kapłani wszystkich wyznań. Prezydent nie ukrywa swojego wyznania, ale stosunek do Pana Boga uważa za kwestię prywatną każdego obywatela.

– To dzień, w którym trudno dziwić się prezydentowi katolikowi, że zaczyna go od mszy za ojczyznę. Nikogo jednak nie zmusza do udziału w niej. Do kościoła z prezydentem idą tylko ci, którzy mają taką potrzebę serca. Warto zwrócić też uwagę, że Kancelaria Prezydenta zaprosiła na uroczystości kilkaset osób, w tym także przedstawicieli duchowieństwa. To zaproszenie przyjmują również kapłani wszystkich wyznań. Prezydent nie ukrywa swojego wyznania, ale stosunek do Pana Boga uważa za kwestię prywatną każdego obywatela – mówi prof. Nałęcz.

Inaczej widzi to jednak Andrzej Rozenek. – Zdaje się, że prezydent jest prezydentem wszystkich Polaków. A zapraszając na uroczystości duchownych i nawiązując do kwestii religijnych odmawia prawa do świętowania niepodległości osobom niewierzącym – twierdzi rzecznik Ruchu Palikota. Jego zdaniem, nie ma mowy również o tym, że w takich realiach równie dobrze, co katolicy mogą się czuć Polacy wyznający religię inną niż katolicka.

"Walka z Bogiem to błąd lewicy"

Tymczasem zdaniem prezydenckiego doradcy i zarazem historyka socjalizmu, walka z Bogiem, która od zawsze towarzyszy lewicy, jest jednym z jej największych błędów. – Kłopot każdej polskiej lewicy polegał na tym, że jej liderzy zdecydowanie rozmijali się z religijnością zwolenników ich ruchu. I to rodziło ogromne problemy. Tak dla przywódców lewicy, którzy non-stop wadzili się z Bogiem, jak i dla robotników, którzy zaakceptować socjalizm mogli tylko w związku ze swoją religijnością -–tłumaczy prof. Tomasz Nałęcz.

Andrzej Rozenek
poseł, rzecznik Ruchu Palokota

Albo to jest Święto Niepodległości, albo jakieś święto kościelne!

Jego zdaniem, polska lewica nigdy jeszcze na walce z religią nic nie wygrała. Punktuje natomiast wówczas, gdy walczy z biedą i nierównością. – To brnięcie w ślepą uliczkę. Lewica adresuje swój program do ludzi gorzej sytuowanych, pokrzywdzonych przez los, tych którym się nie udało. A to są najczęściej wciąż są ludzie głęboko wierzący, dla których Pan Bóg jest ostatnią deską ratunku. I jak długo lewica nie będzie ruchem sytych i zadowolonych z życia kilkunastu procent społeczeństwa, tak długo walka z religią będzie jej wychodziła bokiem – podsumowuje doradca prezydenta.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...