Władysław Frasyniuk: Polacy nie chodzą na marsze, bo "zapier...". O wulgaryzmach mówi: To wyraz mojej bezradności

Władysław Frasyniuk
Władysław Frasyniuk Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Władysław Frasyniuk nie jest "pokornym" komentatorem życia publicznego. W Święto Niepodległości po raz kolejny pokazał, że nie zamierza używać poprawnego politycznie języka, który jest "zakłamaniem, zaciemniającym ostrość sformułowań". – Prof. Miodek powiedział, że słowa są przeze mnie używane poprawnie – usprawiedliwia się działacz opozycji w PRL.


Na YouTubie nie brakuje filmików z kontrowersyjnymi wypowiedziami legendarnego działacza "Solidarności". 11 Listopada dołączył do nich kolejny, który już drugi dzień udostępniany jest przez wiele osób na Facebooku.


Wszystko za sprawą zaledwie kilku sekund rozmowy na antenie telewizji Polsat News, podczas której padły słowa:

Władysław Frasyniuk
Wypowiedź na antenie Polsat News 11.11.2012

Znacząca część Polaków, ta część, która jest w Unii Europejskiej, ta część, która jest na europejskim rynku pracy, ta część, która tworzy nowe miejsca pracy, nie wychodzi na ulicę, bo ZAPIERDALA!


W tym momencie zareagowała prowadząca program Wioletta Madej.

Wioletta Madej
Prezenterka Polsat News

Panie przewodniczący, bardzo bym prosiła jednak, nie tylko dlatego że jest dzień taki, jaki jest. Może pan nie świętuje niepodległości, to ja bym jednak prosiła by cedzić odrobinę chociaż słowa.


Władysław Frasyniuk odparł zaś:

Władysław Frasyniuk
Wypowiedź na antenie Polsat News 11.11.2012

Niech się pani nie przejmuje. To jest zakłamanie i tak zwana poprawność polityczna, która właściwie zaciemnia obraz.



Poprosiliśmy Władysława Frasyniuka o komentarz do tych ostrych słów. Ten twierdzi, że czasem jest to jedyny sposób, aby przeciąć jak brzytwa niepotrzebną dyskusję.

Wczoraj na antenie Polsat News nie przebierał pan w słowach. To nie pierwszy raz, gdy używa pan wulgaryzmów podczas telewizyjnej debaty. Dlaczego pan to robi?

Władysław Frasyniuk: Uważam, że obowiązuje fałszywy dogmat o poprawności języka, który jest zakłamaniem zacierającym ostrość sformułowań. Wszyscy używają takich słów. Również ludzie którzy kreują się na kulturalnych ludzi, używają języka jeszcze ostrzejszego.

Czy wczorajsza rozmowa w Święto Niepodległości naprawdę wymagała, aby użyć na antenie słowa "zapierdalają"?

Władysław Frasyniuk

Ta część narodu, która nie jest reprezentowana, powinna czasem przecinać jak brzytwa te debaty i nie brnąć w nie.

Polska jest podzielona na dwie części. Na tę, która jest w Unii Europejskiej, odgrywa rolę w gospodarce oraz tę, która nie radzi sobie w gospodarce rynkowej. Gdy usłyszałem to, co mówił drugi gość w programie, Marek Jurek, to zastanawiam się w jakim świecie żyję. Nie uważam, że należy powszechnie używać takich słów, ale strasznie męczyłem się w tym studio. Był piękny dzień, godzina 14.00, a ja siedzę w studiu i polemizuję z facetem, który jest z innej planety. Ogarnęła mnie wściekłość. Marek Jurek opowiadał takie dyrdymały, że musiałem to jakoś przerwać.


Czyli to Marek Jurek tak pana zdenerwował?

Tak, czasem strasznie mnie wpienia takie gadanie. Ale przyznaję, że używanie takich słów jest objawem mojej bezradności. Moje pokolenie odchodzi w niepamięć, a naród zawdzięcza mu niepodległość. Dość z tym zakłamaniem. Ci młodzi chłopcy, którzy szli wczoraj ulicami Warszawy, nazywają się uczniami Dmowskiego. Dość z tym wariactwem. Fundamentem Polski na pewno nie jest Dmowski i Piłsudski. Wolności na pewno nie zawdzięczamy także tym których wczoraj odznaczył prezydent. Mówię np. o Jerzym Buzku. To nie ma nic wspólnego z okresem międzywojennym. W Polsce udajemy, że ścierają się tradycje Piłsudskiego i Dmowskiego, a tak naprawdę zmagamy się z tradycją PRL-u.

Czytaj także: "Wypier… nas Urząd Skarbowy". Co możemy wywieszać na swoich domach i samochodach zanim nas wsadzą?

Powiedział pan wczoraj, aby dziennikarka się nie przejmowała pańskimi słowami. Czy jej reakcja była według pana niepotrzebna?

Nie zdziwiło mnie jej zachowanie. Jestem jednak przekonany, że we wszystkich redakcjach newsowych używa się wulgarnego języka na co dzień.

Po wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego w Gdyni w 2010 r. również użył pan bardzo mocnego słowa podczas wywiadu. Wówczas też ktoś wpienił?

Można dyskutować, czy zasadnie użyłem słowa "zapierdalają" 11 listopada 2012 r. Zdenerwowałem się, że siedzę w studiu jak palant. Jednak w 2010 roku moje przekleństwo było absolutnie zasadne. Jarosław Kaczyński posługuje się kłamstwami i półprawdami. Moje słowa pokazały wówczas miejsce tego gościa. Ta część narodu, która nie jest reprezentowana, powinna czasem przecinać jak brzytwa te debaty i nie brnąć w nie.


Czy obserwując polską debatę publiczną, często ma pan ochotę przecinać ją "jak brzytwa"?

Po expose premiera Donalda Tuska, marzyłem, aby ktoś mnie poprosił o komentarz. Wówczas opowiedziałbym dowcip, który znam jeszcze z lat siedemdziesiątych. Mamy bowiem w Parlamencie samych państwa tworzącego miejsca pracy, Tuska, Palikota. Dowcip brzmiał mniej więcej tak:

Przyjeżdża pierwszy sekretarz z wizytacją do pewnej miejscowości z wizytacją i zaczyna obiecywać. Zbudujemy wam drogi, szkoły, nawet most wam zbudujemy. Na to odpowiada miejscowy. Panie sekretarzu, ale u nas nie ma rzeki! K..., rzekę też wam postawimy.

Przy czym ta k... dotyczy dziś całego parlamentu, który mówi, że rzekę też nam postawią.

Jednak podstawowym zarzutem do pana jest to, że wulgaryzmy nie powinny być wypowiadane publicznie, zwłaszcza w ciągu dnia.

Słowa których używam są powszechnie zrozumiałe. Rozmawiałem o nich z profesorem Miodkiem. Gdy opowiadam młodym ludziom o komunizmie i stanie wojennym, to nie da się używać innych słów. Miodek powiedział, że są przeze mnie używane poprawnie. Podkreślają wagę i sytuację środowiska, o którym się mówi.

Czytaj także: Tede kończy z przeklinaniem, posłanka "rzuca mięsem" w Sejmie. Da się żyć bez wulgaryzmów?