
Waluta traci na wartości 35 proc. i staje się bezwartościowa na świecie, banki nie wypłacają pieniędzy, a giełda traci na wartości o ponad 90 proc. Tak cztery lata temu wyglądała Islandia, która była pierwszą ofiarą kryzysu finansowego. Upadek skandynawskiego raju ma na wyspie twarz jednej osoby - ówczesnego premiera Geira Haarde, który właśnie stanął za to przed sądem w stolicy Islandii, Reykjaviku.
REKLAMA
Geir Haarde jest pierwszym światowym przywódcą, którego udało się postawić przed wymiarem sprawiedliwości w związku z doprowadzeniem do kryzysu finansowego, który dopadł świat na początku 2008 roku. Być może w ogóle pierwszym przywódcą, któremu oficjalnie takie zarzuty postawiono. Dla liczącego niewiele ponad 300 tys. osób narodu jego winy były jednak tak wyraźne, iż za punkt honoru postawiono sobie wyraźne przedstawienie winowajcy bankructwa.
Tragedia narodowa
Do jesieni 2008 roku Islandczycy mogli się bowiem pochwalić, iż mieszkają w najlepszym miejscu do życia na świecie. Przez lata przewodzili w rankingu wskaźnika rozwoju społecznego HDI, w 2005 roku Islandia została okrzyknięta najbardziej konkurencyjną gospodarką w Europie i czwartą na świecie. Dziś w rankingu rozwoju są gdzieś pod koniec drugiej dziesiątki, a ich kraj odwiedzają tylko inwestorzy naprawdę lubiący ryzyko.
O tym, że upadek gospodarki oznacza narodową tragedię Islandczycy wiedzieli już dobrze, gdy wszystkie kłopoty dopiero się zaczynały. Zima 2008/2009 była pod kołem podbiegunowym wyjątkowo gorąca. Już wtedy, protestujący na ulicach, mieli jednego adresata swoich zarzutów. Pod koniec stycznia 2009 roku Haarde zdecydował więc, że lepiej będzie opuścić urząd. Na stanowisku zastąpiła go socjalistka Jóhanna Sigurðardóttir. I zaczęły się rozliczenia.
Dziś ocenia się, że przez bierność rządu Haardego kraj poniósł straty w wysokości 75 proc. produktu krajowego brutto. Wielu Islandczyków i zagranicznych klientów islandzkich banków do tej pory nie uzyskało dostępu do środków złożonych na swoich rachunkach bankowych. Mimo, iż największe banki w Islandii już od 2008 roku trafił pod zarząd komisaryczny tamtejszego nadzoru bankowego.
Prześladowania polityczne
Zasiadając na ławie oskarżonych Geir Haarde całkowicie odrzucił jednak oskarżenia, by miał jakikolwiek wpływ na te wszystkie sprawy. Były premier oczywiście nie przyznał się więc do zarzutów. A te przede wszystkim dotyczą dopuszczenia się przez niego zaniedbań w kierowaniu państwem. Przed pierwszą rozprawą, która odbyła się dzisiaj w Reykjaviku, Haarde powiedział, iż czuje się "politycznie prześladowany" przez nowe władze. Dodał, że ma pewność, iż proces pozwoli mu na odzyskanie dobrego imienia.
Zasiadając na ławie oskarżonych Geir Haarde całkowicie odrzucił jednak oskarżenia, by miał jakikolwiek wpływ na te wszystkie sprawy. Były premier oczywiście nie przyznał się więc do zarzutów. A te przede wszystkim dotyczą dopuszczenia się przez niego zaniedbań w kierowaniu państwem. Przed pierwszą rozprawą, która odbyła się dzisiaj w Reykjaviku, Haarde powiedział, iż czuje się "politycznie prześladowany" przez nowe władze. Dodał, że ma pewność, iż proces pozwoli mu na odzyskanie dobrego imienia.
Tego, jak długo i w jaki sposób postępowanie będzie przebiegało nikt w Islandii właściwie nie jest w stanie ocenić. Nigdy nie zdarzyło się bowiem, by zaistniała konieczność postawienia kogoś przed Landsdómur - odpowiednikiem polskiego Trybunału Stanu. Od ustanowienia go w 1905 roku, islandzki parlament Althing po raz pierwszy zdecydował postawić przed nim byłego przywódcę.
