
Spieszcie się wziąć rozwód, póki Ziobro nie zamiesza - tak można podsumować plan Ministerstwa Sprawiedliwości, który ma sprawić, że w Polsce będzie trudniej o rozwiązanie małżeństwa. Chcą to robić stróże moralności ze Zjednoczonej Prawicy. Tej samej, w której znajdziemy bez problemów łamaczy przysięgi małżeńskiej czy rozwodników.
REKLAMA
Teoretycznie można byłoby przywyknąć. Przywyknąć do tego, że rządzący albo sami wyciągają, jak z rękawa coraz to bardziej absurdalne pomysły ustaw, albo słuchają podszeptów skrajnych podpowiadaczy, jak Ordo Iuris czy Kaja Godek (choćby Stop LGBT). Ale przywyknięcie to najgorsze, co można w takiej sytuacji zrobić.
Dlatego należy jak najgłośniej mówić o tych absurdach, które mogą realnie wpłynąć na życie Polek i Polaków. Otóż w najnowszym pomyśle prawicy, który zakłada sytuację, że o rozwody będzie zdecydowanie trudniej, jest zalążek pomysłu Ordo Iuris.
Na stronie organizacji możemy przeczytać, że – jak ocenia apl. adw. Nikodem Bernaciak, analityk Ordo Iuris – "Dla małoletniego dziecka rozwód rodziców jest katastrofą. Rodzinne postępowanie informacyjne może przynajmniej częściowo zmniejszyć skalę rozwodów, dając rodzicom szansę na pojednanie i chroniąc dzieci przed tą tragedią”.
Czytaj więcej: "I że Cię nie opuszczę, dopóki Ziobro mi nie pozwoli”. Utrudnienie rozwodów u(nie)szczęśliwi rodziny
I dalej: "Instytut (Ordo Iuris - red.) już w 2019 r. proponował przywrócenie obowiązkowych i nieodpłatnych posiedzeń pojednawczych, funkcjonujących od 1945 r., a niesłusznie zlikwidowanych w 2005 r. przez Sejm, w którym większość miała lewica. W porównaniu z posiedzeniami, rodzinne postępowanie informacyjne tylko częściowo realizuje naczelną zasadę ochrony dobra dziecka".
I właśnie, jako pokłosie założeń Ordo Iuris, powstał projekt, przygotowany w Ministerstwie Sprawiedliwości, który już lada moment trafi do Sejmu. Resort Zbigniewa Ziobry twierdzi, że zmiany mają pomóc małżeństwom, które mają pod opieką nieletnie dzieci.
Jak informował "Super Express", "zupełną nowością ma być postępowanie informacyjne, które trzeba będzie obowiązkowo odbyć przed złożeniem pozwu o rozwód. Ma ono trwać co najmniej miesiąc, a po jego zakończeniu, już w trakcie postępowania o rozwód, sędzia będzie mógł je zawiesić, jeśli uzna, że są szanse na utrzymanie małżeństwa".
Pomysłodawcy projektu zdają się wypierać fakt, że w Polsce na wyznaczenie terminu sprawy o rozwód czeka się wiele miesięcy. Trudno tu mówić o podejmowaniu pochopnej decyzji. Ludzie zazwyczaj decydują się na rozwód po miesiącach (jeśli nie latach) rozmyślań nad plusami i minusami decyzji, a oczekując na rozprawę, mają mnóstwo czasu na porozumienie się i rezygnację z rozstania.
Jeżeli małżonkowie, którzy decydują się na rozwód, nie dogadają się przez miesiące oczekiwania na rozprawę, nie dogadają się również podczas przymusowego spotkania z sędzią i mediatorem. Po raz kolejny dochodzi więc do sytuacji, w której sprowadzamy Polki i Polaków do bezmyślnych stworzeń, którym wujek Ziobro i ekipa pokażą, jak myśleć tak, żeby było dobrze.
"Czyste" sumienie stróży moralności
Zaskakujące jest to, że na strażników rodziny mianują się osoby ze środowiska, w którym z łatwością można znaleźć tych, którzy łamali przysięgę małżeńską. Jacek Kurski, były poseł PiS i Solidarnej Polski, obecnie prezes TVP, bardzo mocno związany z obozem rządzącym, jest po rozwodzie (i unieważnieniu ślubu kościelnego), ma nową żonę i kolejne dziecko. Wcześniej rozwód wziął Mariusz Antoni Kamiński, dwie żony miał Przemysław Gosiewski, a kochankę poseł Stanisław Pięta. Że nie wspomnę już o Marcie Kaczyńskiej...Czytaj więcej: Rozwodzący się rodzice wykorzystują do walki swoje dzieci. A te cierpią potem na Syndrom Gardnera
Środowisko, w którym można znaleźć grzeszników, chce pouczać polskie rodziny o tym, jaką wartość ma małżeństwo i jak żyć zgodnie z przykazaniami. Najłatwiej jest pouczać innych i ingerować w ich życie, mówiąc im, co jest dobre, a co złe. Zapominając o tym, że bardzo często najlepszym rozwiązaniem dla pary jest... rozstanie. I to wielokrotnie z korzyścią dla dzieci, które mają szansę wychowywać się bez toksycznych wzorów.
I żaden Ziobro czy inny przedstawiciel szkodliwych organizacji jak Ordo Iuris nie ma prawa mówić komukolwiek, jak jego życie ma wyglądać. Nawet jeśli czuje się świętszy od papieża.
