
Sprawa, jaką wytoczył Michał Tusk tabloidowi "Fakt" skończy się przed sądem. Reprezentujący go Roman Giertych nie przystał wczoraj na ugodę i sąd będzie musiał zbadać sprawę. Chodzi o publikację "Faktu", który w jednym z artykułów pytał "Tuskowi grozi 10 lat odsiadki?!". Według Giertycha naruszył tym dobra osobiste jego klienta i teraz powinien przeprosić.
Gdy w lipcu wybuchła afera Amber Gold na jaw wyszły powiązania Michała Tuska, syna premiera, z Marcinem P. - właścicielem Amber Gold i linii lotniczych OLT Express. To właśnie tam pracował Michał Tusk, który jednocześnie zajmował się analizami marketingowymi na gdańskim lotnisku. Wiele osób dostrzega tu konflikt interesów a "Fakt" informował o tym nad wyraz dobitnie.
Według Romana Giertycha twierdzenia przedstawione w "Fakcie są nieuprawnione i gazeta powinna za nie przeprosić. Mecenas Tobiasz Szychowski, pełnomocnik tabloidu przekonuje, że informacje gazety są prawdziwe, a poza tym zdanie, którego dotyczy pozew to pytanie podkreślone wykrzyknikiem. Ważnym elementem w sprawie będzie też stwierdzenie, czy Michał Tusk to osoba publiczna. Według "Faktu" tak, bo pracowała jako dziennikarz (w "Gazecie Wyborczej Trójmiasto"), a podczas kampanii wspierał ojca.
Zobacz też: Rafał Grupiński: Wybór kancelarii Giertycha przez Michała Tuska nie jest najszczęśliwszy
Wczoraj (14 listopada) Giertych nie zgodził się na ugodę i podtrzymał żądanie przeprosin. Pełnomocnicy "Faktu" nie mają zamiaru do tego dopuścić i żądają przesłuchania Marcina P. oraz Tomasza Kwiatka, rzekomo autora wypowiedzi o którą toczy się proces. Sprawie dodaje kolorytu fakt, że jeszcze kilka lat temu Giertych był wicepremierem w rządzie Jarosława Kaczyńskiego i ostro krytykował Platformę. Dziś jest z nią coraz częściej łączony.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
