Poseł PiS Bolesław Piecha na antenie Radiowej Trójki powiedział więcej na temat ustawy, która miałaby zastąpić "lex hoc".
Poseł PiS Bolesław Piecha na antenie Radiowej Trójki powiedział więcej na temat ustawy, która miałaby zastąpić "lex hoc". Fot. MAREK BEREZOWSKI / REPORTER

Do Sejmu trafił już projekt ustawy która miałaby zastąpić "lex Hoc". W czwartek więcej na ten temat na antenie radiowej Trójki powiedział poseł PiS Bolesław Piecha. – Raz na tydzień, czyli w każdy poniedziałek, przychodzimy z negatywnym wynikiem – oznajmił wiceprzewodniczący sejmowej komisji zdrowia. Przyznał, że choć testy nie będą obowiązkowe, to w niektórych wypadkach, ci którzy ich nie wykonają, będą musieli liczyć się z zapłatą wysokich odszkodowań.

REKLAMA
  • Złożono już w Sejmie projekt ustawy, który miałby na celu zastąpić "lex Hoc".
  • Jak twierdził w rozmowie z radiową Trójką poseł PiS Bolesław Piecha, chodzi o ustawę "epizodyczną", która miałaby być odpowiedzią na "klincz", który wystąpił w sprawie "lex Hoc".
  • Piecha przyznał, że nowa ustawa zakładałaby, że w niektórych sytuacjach osobom nieprzetestowanym mogłaby grozić zapłata wysokiego odszkodowania.

  • "Lex Hoc", czyli ustawa, która zakłada nałożenie na pracowników obowiązku przedstawiania certyfikatów zaszczepienia się przeciwko COVID-19, a na pracodawców – weryfikowania ich, budzi mieszane uczucia w samym Prawie i Sprawiedliwości. Dotąd nie głosowano w jej sprawie.
    W środę trafił jednak do Sejmu projekt ustawy, która miałby zastąpić "lex Hoc". Więcej szczegółów w tej sprawie w czwartek podczas rozmowy na antenie Programu 3. Polskiego Radia wyjawił poseł PiS Bolesław Piecha, który jest również wiceprzewodniczącym sejmowej komisji zdrowia.

    Piecha na temat ustawy, która miałaby zastąpić "lex Hoc"

    – Ten projekt jest w formie tzw. ustawy epizodycznej, ponieważ dotyczy nie tych ustaw covidowych, które już mamy, ale jest szczególnym rozwiązaniem dotyczącym próby wyjścia z klinczu ws. paszportów szczepionkowych i ich właściwościach dopuszczających nas do udziału w życiu publicznym – stwierdził Piecha.
    – To jest pewnego rodzaju lekki "przymus", po to abyśmy testowali się na obecność koronawirusa przed przystąpieniem do pracy – podkreślał w radiowej Trójce. Jak więc miałoby to działać?
    – Raz na tydzień, czyli w każdy poniedziałek, przychodzimy z negatywnym wynikiem – zaczął poseł PiS, zaznaczając jednocześnie, że musiałby to być ważny przez 7 dni test potwierdzony certyfikatem. – Ten test będzie musiał wykonywać pracownik, nieobowiązkowo oczywiście, a pracodawca sprawdzić – dodał.
    Jest przy tym pewien haczyk dotyczący osób, które zrezygnują z przetestowania się. – Jeżeli tego testu pracownik nie wykona, a w zakładzie pracy ktoś ma ujemny wynik testu i zarazi się, to niestety pracodawca i jego pracownicy będą ponosić konsekwencje tego, że inny pracownik się zaraził. Pracownik będzie po prostu musiał zapłacić odszkodowanie – przyznał. Dodał, że takie odszkodowanie miałoby wynosić od 12 do 15 tys. zł.
    – Jeśli pracownik, który przeszedł test i ma ujemny wynik, wystąpi z wnioskiem (…), a w zakładzie pracy są osoby niezaszczepione, to składa on wniosek, żeby pracodawca ukarał osoby niezaszczepione – tłumaczył Piecha. Przyznał jednocześnie, że "oczywiście jest od tego droga odwoławcza".

    Posłuchaj "naTemat codziennie". Skrót dnia w mniej niż 5 minut