
Jest taki rozkoszny wierszyk Jana Brzechwy „Na straganie”. Zaczyna się od frazy: „Na straganie w dzień targowy takie słyszy się rozmowy…”, po czym następuje opis kłócących się ze sobą warzyw. Burak stroni od cebuli, a fasola, marchew i brukselka chwacko na siebie pokrzykują.
REKLAMA
Rzecz kończy się prognozą, zacytujmy:
A kapusta rzecze smutnie:
„Moi drodzy, po co kłótnie,
Po co wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!”
„Moi drodzy, po co kłótnie,
Po co wasze swary głupie,
Wnet i tak zginiemy w zupie!”
„A to feler” -
Westchnął seler.
Westchnął seler.
Dlaczego zaczęłam felieton o polityce od wierszyka z czasów dzieciństwa? Może dlatego, że tłucze mi się on po głowie za każdym razem, gdy słucham słownych utarczek po opozycyjnej stronie.
Tego wbijania sobie szpileczek, wojen podjazdowych w mediach społecznościowych, pohukiwań liderów, wzajemnego przywoływania się do porządku (lub do szeregu), tych dąsów, fochów, grymasów. Ot, przedszkole całą gębą, wierszyk Brzechwy wspaniałą jego ilustracją. A gar z gorącą wodą już stoi na piecu, jeszcze do niego wrócimy.
Czytaj także: Lewicka: Co to za rząd, który niszczy własnych obywateli? To rząd Prawa i Sprawiedliwości
Ale najpierw wyjaśnijmy sobie pewną rzecz i myślę, że będziemy tu - ja i Państwo - dość zgodni. Trzecia kadencja PiS-u oznacza katastrofę dla Polski. Nie, wróć. Już druga kadencja PiS-u jest dla Polski katastrofą. Stan państwa w okolicach 2023 roku będzie dramatyczny, pod każdym względem.
Wszelkie ku temu przesłanki widzimy tu i teraz. Polska w runie, to już się dzieje. Polska osamotniona, mamy to. Polska, która sama podkłada sobie nogi i skacze na główkę do pustego basenu. Polska, która co dnia dopisuje kolejne rozdziały do „Dziejów głupoty w Polsce”, niszcząc demokrację, wikłając się w zdradzieckie sojusze nacjonalistami francuskimi czy hiszpańskimi, odrzucając unijne pieniądze, co jako żywo przypomina rezygnację z Planu Marshalla.
Tyle tylko, że tym razem rezygnujemy z potężnego zastrzyku gotówki sami, a wtedy, latem 1947 roku, zmusił nas do tego Stalin, bo ówczesny rząd w Warszawie był - jak przekazał władzom rosyjskim polski ambasador w Moskwie - „ogromnie zainteresowany aktualną dyskusją o planie pomocy”.
Widać Kaczyński w tej swojej rekonstrukcji Polski Ludowej czyni pewne poprawki, nie kopiując jeden do jednego.
A zatem: już jest źle. Proces zbierania się z tego - tak, nie bójmy się tego słowa - syfu, potrwa latami, dekadami. Pewne stracone szanse zostały stracone bezpowrotnie, nie wszystko da się odrobić, odbudować.
I teraz wyobraźmy sobie trzecią kadencję tego obozu. Załóżmy, że nadal na czele z Kaczyńskim, który już przecież teraz niezbyt trafnie rozpoznaje, co się wokół niego dzieje, a ten proces będzie postępować niczym u Leonida Breżniewa w jego końcowych latach panowania.
Rządy trzeciej kadencji z coraz bardziej zaciekłą walką diadochów. Rządy, które będą skoncentrowane albo na tym, by jak najwięcej (czyli jeszcze więcej) nakraść lub na tym, by swoje władztwo na kolejne lata utrwalić. Mam wątpliwości, ile będzie można pozbierać z tego kraju po roku 2023, za to mam pewność, że po kolejnej czterolatce to już kamień na kamieniu nam nie zostanie.
Czy opozycja to wie i rozumie? Wydaje się, że nie ustając w krytyce tego rządu, wie i rozumie. Tylko dlaczego zachowuje się tak, jakby nie wiedziała i/lub nie rozumiała? Przecież garnek z wodą już czeka. Już wiemy, co robili przed wyborami w 2019 roku. Już wiemy, że są zdolni niemal do wszystkiego.
I nie, nie chcę teraz napisać, że musi być jedna, wspólna lista, albo dwie listy, i kto ma być z kim na której. Nie chcę też napisać, że oni wszyscy - Tusk, Hołownia, Czarzasty, Kosiniak-Kamysz i cała reszta - mają sobie paść w ramiona i ślubować sobie wieczną miłość. Chcę napisać, że opozycja musi być poważna, bo tego wymaga sytuacja.
Panowie, Panie, już dość! Te żenujące dialogi na Twitterze. Te wycieczki osobiste, te anse, te wasze ambicje. To przeciąganie kołdry, byle kawałek więcej w swoją stronę. Wreszcie, te wasze pretensje do wielkości, z których nic nie wychodzi. To infantylne robienie polityki, jakby od niechcenia, po amatorsku, bez taktyki, bez strategii, bez serc, bez ducha.
Czytaj także: Lewicka: "Kłamaliśmy rano, nocą i wieczorem". To motto rządów Kaczyńskiego
Czytaj także: Lewicka: "Kłamaliśmy rano, nocą i wieczorem". To motto rządów Kaczyńskiego
Tusk jest przekonany, że PO jest w stanie sama wygrać z PiS-em, a wobec braku chętnych na wspólną listę, nawet musi zrobić to sama. Niech nam to pokaże, niech programy i ludzie Platformy będą takie i tacy, że - jak były premier obiecuje - PO najpierw dogoni, a potem przegoni PiS. Cała naprzód, a nie para w gwizdek.
Hołownia uważa, że jego Polska 2050 ma jako jedyna siła polityczna potencjał, by przyciągnąć byłych wyborców PiS-u, którzy z pewnością swego głosu nie oddadzą na PO. No to ich przejmujcie, ludzie kochani! Kto Wam broni?
Przecież faktycznie: odpływają od Kaczyńskiego, odwracają się do niego plecami, a PiS obsuwa się w sondażach. Skoro macie „ten potencjał”, to dlaczego do tej pory nie pożywiliście się słabnącym PiS-em? Dlaczego ci wyborcy wpadają do zbioru „niezdecydowani/wyalienowani”, a nie na kolanka do Hołowni?
Kosiniak-Kamysz uważa, że tylko nowoczesna chadecja może pokonać PiS. Szkoda, że do tej pory wciąż jej nie zbudował, choć buduje i buduje, i buduje od lat. Nawet nazwa już była, ale za to nazwanego bytu jak nie było, tak nie ma. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?
Czarzasty uważa, że gdyby nie PO, to Lewica potęgą byłaby, i basta! To jest tak rozpaczliwe, że nie wiadomo nawet, jak to skomentować. Ja się poddaję. Lewa noga jest w parlamencie niezbędna, bez lewej nogi Sejm podskakuje na jednej nodze, a to niezdrowa sytuacja.
Ale lewa noga sobie nie radzi i szuka winy w Tusku. Bo do tej pory pewnie nie zadała sobie fundamentalnego pytania, dlaczego wyborcy mający lewicowe sympatie nie w Nowej Lewicy upatrują swoich szans życiowych? To proste pytanie, ale odpowiedź trudna, stąd pytanie nie pada, a przywódcy Nowej Lewicy mają syndrom oblężonej twierdzy.
Jarosław Kaczyński lubi to. Jeśli jest silny, to teraz głównie słabością opozycji. A na tym też można kawałek ujechać. W idealnej sytuacji, wobec takiego zagrożenia dla państwa, ale też i dla samych ugrupowań opozycyjnych, powinny one zacząć ściśle współpracować. Nie od przypadku do przypadku, by później ogłaszać to jako wielki sukces i czekać na oklaski od wyborców. W sposób ciągły, metodyczny, zaplanowany.
Sytuacja jest taka, że trzeba być lisem i lwem. A przeciwnik jest jeden.
PiS trzeba pokonać i opozycja musi to zrobić - mówi Czarzasty.
Tylko współpracująca ze sobą opozycja może pokonać PiS - mówi Hołownia.
Wiemy, jak pokonać PiS - mówi Kosiniak-Kamysz.
Obalimy złe filary tej władzy - mówi Tusk.
A potem żrą się między sobą. Jeśli nic się nie zmieni, skończą w zupie.
Co się stanie z nami, społeczeństwem, lepiej nie mówić.
Czytaj także:Co się stanie z nami, społeczeństwem, lepiej nie mówić.