
Niedługo zacznie się ostatnia prosta w wyścigu o unijny budżet. Politycy są podzieleni. Jedni twierdzą, że potrzebny jest kompromis, inni, że pieniądze "bez żadnej łaski się nam należą". Jacek Rostowski tłumaczył, dlaczego nie możemy pozwolić sobie na veto. Stwierdził też, że strefa euro już jest bezpieczna i nie grozi jej rozpad.
REKLAMA
W programie Tomasza Lisa Jacek Rostowski tłumaczył, dlaczego polskie veto w uzgadnianiu budżetu UE nie wchodzi w grę. Przypomniał, że wciąż nie dostaliśmy wszystkich pieniędzy za obecny rok. Wynika to z tego, że, zdaniem ministra, Parlament Europejski postawił dość twarde warunki, które okazały się nie do spełnienia. – Myślę jednak, że budżet na 2013 rok stworzymy. Czasem radykalizm naszych przyjaciół z PE nie jest korzystny – mówił minister finansów.
Zobacz też; Jan Vincent-Rostowski: Dla ludzi, którzy pracują na umowach o dzieło, nie ma nowych propozycji
Jacek Rostowski stwierdził, że póki co nie można podać określonej sumy, jaką dostanie Polska, a premier Donald Tusk podczas swoich wystąpień operował "okrągłymi liczbami". – Nie możemy jeszcze wyłożyć kart na stół – mówił. Stwierdził też, że sytuacja Europy przez lata znacznie się pogorszyła. – Wzrosły egoizmy narodowe, a szczególnie niechęć płatników netto, którzy są obciążeni innymi wydatkami, niespodziewanymi. To jest zrozumiałe – mówił minister finansów. Dodał też, że zbliżające się negocjacje budżetowe są o wiele trudniejsze niż te sprzed 7 lat.
Minister przypomniał, że list Jarosława Kaczyńskiego do premiera Wielkiej Brytanii niczego nie załatwił. Przyznał, że istnieje duże prawdopodobieństwo fiaska zbliżających się negocjacji. – W najnowszej historii Unii żadne negocjacje nie zakończyły się powodzeniem na pierwszym szczycie – mówił Jacek Rostowski. Dodał, że veto ze strony polski byłoby prezentem dla Davida Camerona. – Jeśli padnie jakiekolwiek veto, czy to polskie, włoskie lub brytyjskie sytuacja się skomplikuje. Aby były jakiekolwiek budżety roczne, trzeba będzie stworzyć w Radzie Europejskiej większość kwalifikowaną - powyżej 70 proc. Będzie ciężko znaleźć się w tej większości komuś, kto rozwalił ramy budżetowe – tłumaczył. Stwierdził, że Jarosław Kaczyński tego nie rozumie.
Jacek Rostowski dodał też, że strefa euro jest w recesji i to się nie zmieni w następnym kwartale. Orzekł, że co do tego nie ma wątpliwości. Stwierdził jednak, że nie grozi jej już niebezpieczna polityka poszczególnych podmiotów. – Jeżeli stoimy na przeciw kataklizmu, mało który przedsiębiorca będzie inwestował. A to inwestycje są motorem wzrostu. Lecz niebezpieczeństwo rozpadu strefy euro zostało zażegnane. Jak przedsiębiorcy zdadzą sobie z tego sprawę, sytuacja zacznie się poprawiać. Jesteśmy w zasadzie bezpieczni – mówił Jacek Rostowski.
Przeczytaj też: Palikot ma bibliotekę za pół miliona, Rostowski pamiątki rodzinne, a 400 posłów...nic. "Martwy nakaz ujawniania mienia"
Minister stwierdził też, że Janusz Piechociński powinien zająć miejsce Waldemara Pawlaka w rządzie. – W dojrzałej demokracji jaką jest Polska lider partii powinien być w rządzie. W czasach rosnącej skrajności prawej części opozycji, rosnącego ekstremizmu, poglądów antydemokratycznych, budowanie stabilnego centrum jest najważniejszym zadaniem politycznym. Dlatego Janusz Piechociński jest sojusznikiem – mówił. Dodał, że w czasach kryzysu nie można pozwolić sobie na polityczną piromanię.