
Minister sportu Kamil Bortniczuk wezwał swoich odpowiedników w Unii Europejskiej do wprowadzenia sportowych sankcji wobec Rosji, która najechała Ukrainę i rozpętała nową wojnę w Donbasie. Nasz polityk ostro wypowiada się na temat Rosjan, chce odebrania im największych sportowych imprez, a także przeniesienia barażowego meczu Rosja - Polska w eliminacjach MŚ. Jego zdaniem takie decyzje zabolą Władimira Putina i jego świtę.
REKLAMA
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
"My, ministrowie odpowiedzialni za sport, powinniśmy jak najszybciej zdecydować o wspólnych działaniach ograniczających jakąkolwiek współpracę z rządem Federacji Rosyjskiej w obszarze naszych kompetencji" – napisał Kamil Bortniczuk do swoich odpowiedników w całej Unii Europejskiej. Polski minister sportu przeszedł do ofensywy i proponuje, by ukarać Rosjan poprzez sankcje sportowe.
Zdaniem polskiego ministra, to będzie bardzo odczuwalne dla rosyjskiego społeczeństwa i nie przejdzie bez echa w kraju, który najechał właśnie Ukrainę. Unia Europejska i USA szykują sankcje gospodarcze wobec Rosjan, ale zdaniem Kamila Bortniczuka to za mało. Władimir Putin i jego ludzie mocno stawiają na sport, nie szczędzą grosza i być może to ich czuły punkt. Czy faktycznie?
– Odebranie mistrzostw świata w siatkówce, odebranie prawa do finału Ligi Mistrzów czy organizacji meczu barażowego z pewnością zostanie dostrzeżone przez Rosjan i skojarzone z tym, że polityka realizowana przez ich władze nie spotyka się z akceptacją międzynarodową – powiedział Kamil Bortniczuk portalowi wPolityce.
Federacje sportowe, które mają z Rosjanami wspólne interesy i które planują duże wydarzenia w tym kraju, na razie nie podjęły zdecydowanych kroków wobec agresora. UEFA ponoć może przenieść finał Ligi Mistrzów z Sankt Petersburga, FIVB nie chce się mieszać do polityki i odbierać MŚ w siatkówce, a inne związki wypowiadają się bardzo ostrożnie. Rosjanie mają środki i hojnie łożą na sport, to brutalne fakty.
"Jako ministrowie sportu powinniśmy również nawiązać bliski dialog z federacjami sportowymi, aby uczestnictwo reprezentantów naszych krajów w rywalizacji sportowej na terenie Rosji nie mogło być wykorzystane przez władze Federacji Rosyjskiej do legitymizacji działań na Ukrainie w społeczności międzynarodowej oraz społeczności rosyjskiej" – przekonuje nasz minister w liście do swoich kolegów w całej Europie.
Kamil Bortniczuk już we wtorek przyznał, że wolałby aby reprezentacja Polski nie jechała do Moskwy na mecz eliminacji piłkarskich MŚ. Jego zdaniem spotkanie powinno się odbywać na terenie neutralnym. Z kolei Zbigniew Boniek, były szef PZPN, napisał jasno, że widzi Biało-Czerwonych grających w Rosji. Sami gospodarze są oburzeni słowami Polaków i oświadczeniem PZPN, który w FIFA sprawdził możliwość przeniesienia meczu.
Rosjanie odpowiedzieli nam bardzo mocno, poruszeni pomysłami polskiej strony. "PZPN szuka szans na złamanie zasad" – uważa członek rosyjskiego związku piłkarskiego, Michaił Gerszkowicz. "Polska zawsze była krajem podłym w stosunku do Rosji, więc nie ma się czemu dziwić" – grzmi były menedżer Spartaka Moskwa, Andriej Czerwiczenko. Jest też odpowiedź polityczna.
– Polski minister obawia się o bezpieczeństwo? Co może się wydarzyć w Moskwie? To najbezpieczniejsze miasto. Chyba że zamierzają zbombardować Moskwę i on o tym wie, a my nie. Więc niech ostrzeże (śmiech) – wyśmiała propozycje polskiego ministra sportu Swietłana Żurowa, przed laty wybitna panczenistka, a dziś deputowana do Dumy.
Minister Bortniczuk w ciągu doby zdołał już zaproponować rozegranie meczu Rosja - Polska poza Moskwą i w ogóle Federacją Rosyjską. Przyznał, że chętnie przejmiemy od Rosjan MŚ siatkarzy, teraz nawołuje, by pozbawić agresorów wielkich wydarzeń sportowych. Mamy tylko nadzieję, że nie jest to typowe bicie piany, które obliczono na budowanie kapitału politycznego. Inne kraje na razie wspierają nas dość nieśmiało, mocno wypowiadał się tylko premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson.
Co na to Władimir Putin? Kto widział minę rosyjskiego prezydenta podczas otwarcia igrzysk olimpijskich w Pekinie, ten wiem, że takie harce go nie ruszają. Dyktator traktuje sport instrumentalnie i z pewnością sankcje sportowe go nie interesują. My tylko przypomnimy, że na trybunach pekińskiego stadionu nie było kilka tygodni temu polityków z USA czy Wielkiej Brytanii. Andrzej Duda był.
Czytaj także: