
Przykładny ojciec i mąż, kibic piłki nożnej, miłośnik muzyki rockowej i książek historycznych. Człowiek, któremu po "wybuchu trotylu" po raz kolejny zaczęto odliczać dni do dymisji – tak o prokuratorze generalnym Andrzeju Seremecie pisze tygodnik "Polityka".
"Kiedy w 2010 r. zdecydował się wystartować w konkursie na funkcję prokuratora generalnego, miał świadomość, że wchodzi w politykę, ale dopiero katastrofa prezydenckiego samolotu spowodowała, że nagle znalazł się w samym środku partyjnej wojny" – pisze w najnowszym wydaniu tygodnika Piotr Pytlakowski.
Z tekstu wyłania się obraz prokuratura generalnego przytłoczonego polityką i ciągłymi kryzysami, z którymi musi sobie radzić. Ostatni przykład to afera z trotylem w roli głównej, po której znów wróży się Seremetowi szybką dymisję. "Tylko patrzeć, jak bukmacherzy zaczną przyjmować zakłady, kiedy miecz spadnie" – zwraca uwagę Pytlakowski.
Seremet sprawia wrażenie zagubionego w partyjnych i politycznych rozgrywkach.
"Polityka"
W "Polityce" czytamy także, że choć urzędowanie Seremeta na stanowisku prokuratora generalnego nie jest pasmem samych sukcesów, prokurator ma się czym pochwalić. "Pod jego kierownictwem wzrosła skuteczność działań prokuratorskich. Liczba uniewinnień z 2,5 proc. w 2008 r. zmniejszyła się do 1,9 proc. Prokuratorzy zmieniają też taktykę procesową, rzadziej występują o tymczasowe aresztowania, stosując częściej wolnościowe środki zapobiegawcze" – wylicza dziennikarz.
"Polityka"
Cały artykuł o Andrzeju Seremecie w najnowszej "Polityce"
