Coraz większa część środowiska akademickiego opowiada się z zastąpieniem egzaminami obowiązku pisania prac naukowych.
Coraz większa część środowiska akademickiego opowiada się z zastąpieniem egzaminami obowiązku pisania prac naukowych. Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Jak oszukać system antyplagiatowy, jak znaleźć odpowiednie synonimy, by zrobić to jak najlepiej, albo skąd wziąć pieniądze na zlecenie komuś napisania pracy dyplomowej? To niestety coraz częściej główne bolączki osób chcących posiadać tytuł magistra lub licencjata. Może najlepszym sposobem na ukrócenie metody "kopiuj-wklej" byłoby ostateczne zniesienie obowiązku pisania pracy? Może lepszym rozwiązaniem byłby egzamin z określonych przedmiotów lub dziedziny.

REKLAMA
Oczywistym jest, że egzamin kończący studia jakoś radykalnie nie poprawi jakości kształcenia, ale na pewno będzie stanowił skuteczne panaceum w walce z plagiatami. Przyczyna jest równie oczywista – nie będzie takiej potrzeby. Ale z drugiej strony, czy rozwiązanie problemu musi się koniecznie wiązać ze zniesieniem przymusu pisania pracy? Czy nie ma innych sposobów na walkę z metodą "kopiuj-wklej"?
Brak pracy, brakiem elitaryzmu?
W czasie wprowadzania w życie nowelizacji rozporządzenia, które klarownie określiło wymogi wydania dyplomu ukończenia studiów środowisko naukowe było podzielone.

Prawne zawiłości
W myśl Rozporządzenia MNiSW, warunkiem wydania dyplomu ukończenia studiów wyższych jest m. in. złożenie egzaminu dyplomowego oraz pracy dyplomowej. Taki zapis obowiązuje od 1 października 2011 r. Ministerstwo odpowiednio skorygowało przepis, która właściwie, przynajmniej według literalnego brzmienia przepisu, daje uczelniom swobodę w sprawie wyboru egzaminu lub pracy.

W "Dzienniku Gazecie Prawnej" prof. Aldona Skudrzyk, pełnomocnik rektora Uniwersytetu Śląskiego, wskazała, że to na seminarium prowadzący powinien poznać swoich studentów, aby móc określić, czy praca jest ich dziełem. Jednak o takiej sposobności można było mówić minimum 10 – 15 lat temu, a nie teraz przy ogromnej liczbie studentów.
Poza tym wyeliminowanie prac magisterskich spowoduje zbyt radykalne zerwanie z tradycją, kształcenie wyższe utraci ostatecznie swój elitaryzm. Bo przecież skoro narzekamy, że reforma wprowadzająca gimnazja, egzamin dla szóstoklasistów, gimnazjalistów, czy nową maturę doprowadziła do tego, że polscy uczniowie są zdolni jedynie do rozwiązywania wszelkiej maści testów, to swoistą kontynuacją tego niechlubnego procederu byłoby wprowadzenie egzaminu zamiast pracy naukowej.

Egzamin, ale wieloczęściowy
Z takim stanowiskiem wypadałoby się zgodzić, gdyby ów egzamin końcowy miał być testem składającym się np. ze 100 pytań, z czterema wariantami odpowiedzi. Sytuacja jednak wygląda zgoła odmiennie, jeśli przybrałby on inną formę, lub był „wieloskładnikowy”.
Wyższa Szkoła Administracji i Biznesu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Gdyni, na studiach prawniczych, proponuje by egzamin składał się z trzech części. Jak podaje "Dziennik Gazeta Prawna", pierwszą byłoby sprawdzenie wiedzy, z dziedziny wybranej przez studenta, w drugiej zadaniem studentów byłoby przygotowanie ustnego wystąpienia przed sądem. Natomiast następna polegałaby na przygotowaniu określonego pisma procesowego.
Zobacz też: Studia elitarne i egalitarne - blog minister Barbary Kudryckiej
Pomysł wydaje się co najmniej dobry, czy jednak możliwy do zrealizowania i wprowadzenia na innych kierunkach studiów? Poza tym, czy z drugiej strony należycie obiektywny? Pismo procesowe czy wystąpienie sądowe komuś może się podobać bardziej lub mniej. To samo jednak dotyczy pracy magisterskiej. Dlatego też, również w tym aspekcie koło się zamyka i logika wskazuje, że najbardziej obiektywne są testy. Na pewno jednak propozycja wprowadzenia egzaminów, na bazie konkretnej propozycji gdyńskiej uczelni jest warta dyskusji i rozważenia.