
Wiktor Marcinowicz to białoruski pisarz, który - jak sam mówi - w swoim kraju jest na "czarnej liście". Twórca udzielił wywiadu "Die Welt", w którym ocenił politykę Władimira Putina. Jego zdaniem gospodarz Kremla "od zawsze marzył o użyciu broni atomowej".
REKLAMA
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
Wiktor Marcinowicz w 2004 roku uciekł ze swojej ojczyzny. Z Mińska wyjechał do Wilna, gdzie mieszka i od 2005 roku wykłada historię i nauki polityczne na Europejskim Uniwersytecie Humanistycznym. Jego powieść "Rewolucja" jest jedną z najchętniej czytanych książek na Białorusi.
Teraz na jej podstawie powstał spektakl w reżyserii Dušana Davida Pařízka w Deutsches Schauspielhaus w Hamburgu. Przy tej okazji pisarz udzielił wywiadu, w którym nie zabrakło wątków politycznych. Marcinowicz stwierdził, że Putin jest bardziej irracjonalny niż Łukaszenka.
Na pytanie, dlaczego prezydent Rosji rozpoczął wojnę i czy może to wynikać z potrzeby umocnienia pozycji w kraju, pisarz odpowiedział, że "takie rozważania pozwalają przypisać Putinowi racjonalną postawę".
"Proszę tego nie robić. Postępuje całkowicie nieracjonalnie, inaczej nigdy nie rozpocząłby tej wojny, nie ma żadnego powodu. To zresztą jest największa różnica w porównaniu z Łukaszenką, który zawsze zachowuje racjonalność. Putin to irracjonalność. Prezydent Rosji uważa się za mieszankę Józefa Stalina i Maxa Ottona von Stirlitza" – ocenił Wiktor Marcinowicz w rozmowie z "Die Welt" [cytaty za: Onet.pl].
Dodał, że Władimir Putin "żyje w świecie szpiegostwa" i nieustannie ukrywa prawdę, dlatego posługuje się dezinformacją. "Putin przypomina mi bardziej Iwana Groźnego, XVI-wiecznego cara Rosji, który miał władzę absolutną i nie miał żadnych skrupułów. Ta wojna była nieunikniona, ponieważ Putin chciał jej za wszelką cenę i przygotowywał się do niej od pięciu czy sześciu lat" – tłumaczył białoruski pisarz.
Doprecyzował, że prezydent Rosji nie prowadzi wojny przeciwko Ukrainie, a przeciwko całemu Zachodowi. "I o ile mi wiadomo, jest to pierwsza wojna, która rozpoczęła się od wykładu, nie od incydentu, prowokacji, ale od wykładu Putina na temat jego spojrzenia na sytuację w Europie. Podczas tego wykładu tak mało mówił o Ukrainie, że widać, iż walczy z całym Zachodem" – mówił.
Ostrzegł również przed użyciem bomby atomowej: "Jestem przekonany, że Putin zawsze marzył o użyciu broni atomowej. Od rosyjskich pisarzy słyszę jedynie, że oczekują pierwszego uderzenia jądrowego. Są na to gotowi. Opinia publiczna w Rosji jest na to przygotowana. Jeśli więc wojna potoczy się źle dla Rosji, spodziewam się bomby. A jeśli Putin nakaże ich użycie, reakcja, jak wiemy, może zdewastować planetę".
"Rewolucja" premierę sceniczną będzie mieć już 13 maja. Pisarz podkreśla, że to dla niego bardzo ważne, ponieważ na Białorusi jest "niewidzialny, wpisany na czarną listę". Widzi jednak cień nadziei na zmiany i wskazuje, że "nawet wśród patriotów i zwolenników wojny w Rosji pojawiają się wątpliwości".
"A ponieważ ta wojna nie skończy się w ciągu roku, może być jeszcze jakiś ruch. Wszystkie imperia rosyjskie w historii kończyły się wielką wojną na obcej ziemi. I wojna światowa doprowadziła do rewolucji październikowej, a wojna w Afganistanie do upadku Związku Radzieckiego. Nie wiem, jak zakończy się ta wojna, jeśli Putin sięgnie po ostateczne środki. Nie sądzę jednak, aby na dłuższą metę był w stanie zrobić z Rosjan głupców. Jeszcze to zrozumieją. Nie należy rezygnować z Rosjan, to dobrzy ludzie" – podsumował Marcinowicz.
Czytaj także: