
- W Polsce brakuje specjalnych tras na nartorolki - napisała na swoim blogu Justyna Kowalczyk. A opinię koleżanki potwierdziła w rozmowie z nami inna reprezentantka, Sylwia Jaśkowiec. A co na to działacze? Czują się winni? Zamierzają z tym wszystkim coś zrobić? Redakcja naTemat postanowiła zadzwonić do Apoloniusza Tajnera.
Ja wiem, że dla narciarzy biegowych to jest latem podstawowy element treningu. Nasze kluby korzystają w tej chwili z asfaltowanych ścieżek leśnych albo lokalnych dróg z niewielkim natężeniem ruchu. Ale jakieś pojazdy zawsze tam się znajdą.
Nie mamy w kraju ani jednego miejsca, gdzie można by latem trenować (proszę tylko nie mówić, że na płaskich i krótkich nitkach w Dusznikach i Zakopanem można się przygotować do jakichkolwiek mistrzostw, chyba ze myślimy o Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży). TRASY NARTOROLKOWE, bo o nich mowa, mają Czesi, Słowacy, Ukraińcy, Białorusini, Litwini, Łotysze, Estończycy.. W Skandynawii, Austrii, Niemczech, Kanadzie, Rosji czy USA są standardem w każdej bazie przygotowań sportów zimowych.
Gdyby specjalne trasy istniały, Sylwia Jaśkowiec nie musiałaby ratować się wjazdem do rowu.
Nie da się ukryć. Żaden autobus by jej nie przeszkodził.
Nie da się ukryć.
Taka specjalna jest tylko w Dusznikach, ale powiem szczerze, że ona jest dosyć monotonna i trzeba z niej szybko uciekać, bo tam nie da się wytrenować kluczowych elementów.
Jedna trasa była na terenie Centralnego Ośrodka Sportu, ale w ciągu kilku ostatnich lat regularnie ją maltretowano. Jeździł tam ciężki sprzęt i efekt był tragiczny. Ale pocieszę Justynę Kowalczyk, ten odcinek jest teraz przygotowywany ponownie i na wiosnę będzie można tam potrenować.
Oprócz wspomnianego Zakopanego dążymy też do tego, by na Kubalonce (koło Wisły - red.) można było pojeździć na nartorolkach. Tam są zimowe trasy biegowe i chcemy by ich część służyła narciarzom też latem.
Nie, skądże. Rozmawiamy też z ministerstwem o projekcie tzw "białych orlików". Chodzi tu o trasy nartorolkowe ale nie tylko. Myślimy o rozwiązaniach typu: powstaje 1 km trasy a tuż obok budowana jest mała skocznia narciarska. Taka na 20, 30 metrów. Tyle że to nie jest takie proste.
Jakaś polska narciarka biegowa zajmuje 70. miejsce w Pucharze Świata i wszyscy ją krytykują, jaka ona słaba. Jak się kompromituje. A gdzie ona ma się właściwie przygotować? Przecież odpowiednie trasy narciarskie, te - jak ja to mówię - Białe Orliki - nie kosztowałyby wielkich pieniędzy. Zrobienie śladu plus przejechanie armatką, ratrakiem.I nie musiałoby ich być tak wiele. Starczy koło dziesięciu.
Nie chcą współpracować?
Tu w ogóle potrzebne są rozwiązania systemowe. Taką inwestycję musi finansować kilka podmiotów. Część ministerstwo, część urząd marszałkowski, część gmina. Gdyby udało się tak to wszystko podzielić, wszystko ruszyłoby z miejsca. Poza tym ciężko kogoś przekonać do tego, że to jest bezwzględnie konieczne, że takie trasy mogłyby służyć też np. rowerzystom.
W roku ubiegłym rozmawialiśmy z wiceministrem Ryszardem Stachurskim. I wtedy całą sprawę odłożono na później. Ale już niedługo wspólnie z AWF-em Kraków wystąpimy z kolejnym wnioskiem.
Iwonicz, Tomaszów Lubelski, Siedlce. Ale to tylko kilka przykładów. Niemniej widzi pan, nie chodzi tu tylko o rejony górskie.
Dokładnie.
Akurat Justyna niewiele z takiej trasy wyniesie, przyznaję . Ona, będąc na swoim poziomie, potrzebuje innych odcinków i dlatego wyjeżdża między innymi do Estonii.

