
"Ranni i bez sił, leżeli objęci na kanapie. Mama przytulała syna, dopóki biło jej serce. Natalia umarła w objęciach syna” – tak historię 10-letniego chłopca z Mariupola opisuje kijowski szpital na swoim Facebooku.
Matka umarła w objęciach 10-latka
Trwa 81 dzień wojny w Ukrainie. Rosjanie każdego dnia posuwają się do zbrodni przeciwko cywilom, zabijając, gwałcąc i torturując bezbronnych. Po masakrze w Buczy jednym z miast, w których sytuacja jest szczególnie dramatyczna jest Mariupol.
Miasto jest wciąż bombardowane przez Rosjan, a mieszkańcy są zmuszeni do ukrywania się w schronach. Jednymi z mieszkańców Mariupola byli także mama Natalia i jej 10-letni syn Illia. Rodzina starała się ukryć przed rosyjskim ostrzałem, lecz nie zdążyli. Obydwoje zostali ranni, kobietę odłamki pocisku trafiły w głowę, chłopcu rozerwały nogę. Natalia zdołała donieść synka do mieszkania znajomych.
Szpital dziecięcy Ohmatdyt w Kijowie opisał historię mamy i chłopca na swoim Facebooku. Ranna matka i syn leżeli objęci na kanapie, kobieta wykrwawiła się, zmarła w ramionach 10-latka. Chłopiec został zraniony w nogę, ale udało mu się przeżyć rosyjski ostrzał.
Illia został jednak zabrany przez rosyjskich wojskowych. Najpierw wywieźli go do okupowanego Nowoazowska, a potem do Doniecka, gdzie omal nie zapadła decyzja o amputacji nogi chłopca. Z Doniecka wywiozła go babcia, która w tym celu „przekroczyła granice czterech krajów”. W dniu swoich urodzin chłopiec trafił do szpitala Ohmatdyt, gdzie specjaliści dali mu nadzieję na to, że wkrótce będzie chodzić. Lekarze podkreślają, że chłopiec rozpromienia się, gdy odwiedza go dużo ludzi, "ale smutek nie znika z jego oczu”.
W historii opisanej przez szpital podkreślono, że w sprowadzeniu chłopca z powrotem na terytorium kontrolowane przez władze Ukrainy pomogli współpracownicy prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Prezydent odwiedził chłopca osobiście, co można zobaczyć na zdjęciach ze szpitala.
