
Zdarzenie uwiecznił na fotografiach "Super Express". Okazało się bowiem, że auto Roberta Lewandowskiego stanęło w Warszawie na miejscu... niekoniecznie do tego przeznaczonym. Czyżby złamanie zakazu zatrzymywania się miało skończyć się mandatem dla kapitana reprezentacji Polski?
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
Robert Lewandowski zakończył sezon ligowy, zdobywając mistrzowski tytuł w Niemczech razem z Bayernem Monachium. Teraz polski piłkarz ma trochę czasu na odpoczynek przez rozpoczynającym się okresem występów w reprezentacji - chociażby podczas rywalizacji
Biało-Czerwonych w ramach rozgrywek Ligi Narodów. Polacy swój pierwszy mecz rozegrają już 1 czerwca we Wrocławiu, a ich rywalem będzie we Wrocławiu Walia.
Napastnik, który wkrótce może zostać bohaterem głośnego transferu do stolicy Katalonii, obecnie przebywa w polskiej stolicy, załatwiając różne sprawy związane z życiem biznesowym.
Dziennikarze "Super Expressu" przyłapali jednak "Lewego" na lekkim naciągnięciu przepisów. Auto zaparkowane przez kierowcę słynnego piłkarza stało w miejscu, w którym stać po prostu nie można.
Zdjęcia można znaleźć na stronie internetowej "SE". Widać na nich, że auto, którym poruszał się polski zawodnik - stoi tuż za znakiem zakazu zatrzymywania się.
Wygląda zatem na to, że doszło do złamania przepisów. Według taryfikatora za takie wykroczenie trzeba się liczyć z kosztami 100 złotych. Z pewnością dla Lewandowskiego nie będzie to problem, ale na przyszłość - warto uważnie przyglądać się działaniom kierowcy.