
"Jestem obrażany publicznie nawet wtedy, kiedy ujmuję się za pokrzywdzonymi w wypadkach drogowych. Musimy trzeźwieć z tej nienawiści, próbować podać sobie dłoń" – mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" prokurator generalny Andrzej Seremet.
Andrzej Seremet w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" narzeka na to, w jakich warunkach prowadzone jest śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. "Nie sposób też prowadzić śledztwa pod dyktando rozmaitych teorii, przypuszczeń, poglądów publikowanych w mediach. Chociaż na temat katastrofy smoleńskiej wypowiadają się osoby z tytułami naukowymi, to jednak ze specjalnościami tak różnymi, jak np. technologia betonu" – zwraca uwagę prokurator generalny.
Andrzej Seremet
prokurator generalny
Po raz kolejny podkreśla także, że nie ma dowodów na zamach, a on sam jest ofiarą mowy nienawiści, która wylewa się przy okazji dyskusji o katastrofie smoleńskiej. Zdaniem Seremeta katastrofa pogłębiła istniejące w społeczeństwie podziały. Czytaj także: "Polityka" o Andrzeju Seremecie: Polityczny outsider, samotnik, który nie bywa na salonach
"Te głosy, że 'ruscy zabili prezydenta', coś ukrywają, polska prokuratura coś zataja. Czytałem niedawno, że Seremet poświęca czas na zaprzeczanie tezie o zamachu, bo służy określonej idei. Ludzie, bójcie się Boga, jak można pisać takie bzdury?" – mówi rozmówca "GW".
Seremet narzeka również, że jest "rozgrywany politycznie". Część polityków traktuje go bowiem jako nominata Lecha Kaczyńskiego.
Andrzej Seremet
prokurator generalny
Ostatnio prokurator generalny bez przerwy znajduje się w ogniu krytyki. Zaszkodziła mu m.in. awantura o "trotyl na wraku tupolewa", a do końca nie był też przekonany, czy premier przyjmie jego sprawozdanie z działalności w 2011 roku. Ostatecznie Tusk nie podjął decyzji o zdymisjonowaniu Seremeta. Źródło: "Gazeta Wyborcza"
