
Z czym zagranicą kojarzy się Polska? Z wódką "Wyborową"? Muzyką Chopina? Lechem Wałęsą? Nie tylko. Znakiem rozpoznawczym Polaków na całym świecie jest też nasze ulubione, pięcioliterowe słowo na literę "K".
– Są ludzie, którzy przy pomocy czterech słów, wulgaryzmów potrafią wyrazić wszystko – powiedział “Gazecie Lubuskiej” prof. Michael Fleischer z Uniwersytetu Wrocławskiego. Fleischer jest współautorem “Słownika Polszczyzny Rzeczywistej”. Książka ta zawiera tylko cztery hasła. To cały zasób słów, za pomocą których wielu naszych rodaków opisuje otaczający ich świat: "k***a", "c**j", "p*******ć" i "j***ć".
Norbert
studiował w USA
Jacek Antczak z “Gazety Wrocławskiej” w swoim tekście o “Słowniku Polszczyzny Rzeczywistej” przytacza kilka spośród 47 funkcji, jakie według badaczy spełnia słowo “k***a”.
Poza klasycznym “przecinkiem”, “k***a” może być choćby słowem otwierającym dyskusję lub zastępującym wyraz, którego nie możemy sobie przypomnieć. Za jego pomocą Polacy wyrażają dezaprobatę, zdziwienie, zachwyt, stwierdzają fakt, potwierdzają.
"K***a" naszym znakiem rozpoznawczym Obecność słowa na “k” w naszym codziennym słowniku jest na tyle powszechna, że dla wielu obcokrajowców to właśnie ono stało się znakiem rozpoznawczym narodu znad Wisły i Odry.
– 30 lat temu byłem w Paryżu i wraz z grupą rodaków spacerowaliśmy po znanym ze “Stawki większej niż życie” pl. Pigalle – wspomina prof. Jan Miodek. – Były tam oczywiście słynne pieczone kasztany, które głośno zachwalał czarnoskóry sprzedawca. Gdy tylko usłyszał polską mowę, zaczął krzyczeć: “Pologne, Pologne, Pologne, k***a, k***a, k***a, za darmo, za darmo, za darmo!” – wspomina językoznawca.
Julia
pracowała w Irlandii
Takich opowieści są setki. Prof. Miodek przywołuje chociażby artykuł Krzysztofa Teodora Toeplitza, w którym dziennikarz opisywał swoją zagraniczną wizytę na jednym z polskich wojskowych cmentarzy: – Było to chyba w Afryce. Na którymś z nagrobków obok imienia i nazwiska ktoś wydrapał właśnie słowo “k***a” – mówi Miodek.
Sebastian Kustra, redaktor naczelny “Monitor Magazine” w artykule opisującym lotnisko we Frankfurcie, pisał ostatnio:
Sebastian Kustra
“Monitor Magazine”
– To jest i śmieszne, i smutne – mówi Kustra w rozmowie z naTemat.pl o polskim przeklinaniu. Przyznaje, że wielokrotnie będąc za granicą właśnie po słowie “k***a” rozpoznawał rodaków. – Najczęściej byli to właśnie zatrudnieni tam robotnicy, kelnerzy, czy ludzie sprzątający pokoje hotelowe – wspomina.
Przeklinamy wszyscy Językoznawcy twierdzą jednak, że dziś przeklinają wszyscy, a nie tylko przysłowiowi szewcy czy robotnicy. – Przekleństwa są wszechobecne. Przypominam sobie ostatnie wakacje, gdy z pobliskiego boiska do moich uszu codziennie dobiegały gromkie “k***a ja p****le!”, wywrzaskiwane dziecięcymi głosami – mówi prof. Jan Miodek. – Gdy wracam pamięcią do czasów młodości, mam wrażenie, że tak nie było. Rodzice nie przeklinali przy dzieciach, znacznie rzadziej przeklinały też kobiety – wspomina językoznawca.
krystyna janda
dla magazynu "Pani"
– Trudno powiedzieć, czy kiedyś w życiu prywatnym przeklinało się mniej, niż teraz. Natomiast niewątpliwie zaobserwować można wzrost akceptacji dla przekleństw w naszym życiu publicznym – mówi z kolei dr Ewa Rudnicka z wydziału „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego. Jej zdaniem to z jednej strony efekt demokratyzacji i wolności słowa, ale i przemian naszego stylu życia. – Przekleństwami rozładowujemy stres i napięcie związane z naszym życiem zawodowym – ocenia.
CBOS
za Wirtualnymi Mediami
– Mnie również zdarza się przeklinać, przyznam nawet, że trochę to lubię – śmieje się Sebastian Kustra. Twierdzi, że w wielu przypadkach obcokrajowcy, których spotyka, po polsku znają tylko dwa słowa: “pierogi” i “k***a”. – Moi znajomi z Wielkiej Brytanii wprost uwielbiają brzmienie słowa “k***a”, często sami go używają. Coś musi w nim być. Może chodzi o to soczyste brzmienie “r” i “w”? – zastanawia się Kustra.
Nie tylko Polacy Dr Ewa Rudnicka twierdzi jednak, że choć polskie przeklinanie rzeczywiście może zwracać uwagę, nie jest raczej wyjątkowe. – Takie tendencje, jak wzrost słownej agresji w filmach i programach telewizyjnych, w zglobalizowanym świecie są powszechne. W hollywoodzkich filmach również przeklina się na potęgę – mówi Rudnicka.
Janek
studiował w Niemczech
Dodaje też, że nie powinniśmy bardzo przejmować się tym, iż obcokrajowcy po polsku potrafią powiedzieć tylko kilka wulgaryzmów: – Tak jest we wszystkich językach. Słowa mocno nacechowane łatwo przyswoić, a przekleństwa zawsze mają ogromny ładunek emocjalny. Dlatego zawsze, gdy uczymy się obcego języka, tak szybko je zapamiętujemy – ocenia dr Rudnicka.
