
Radosław Kałużny na łamach "Przeglądu Sportowego" bez litości odniósł się do polskich piłkarzy, którzy zarabiają pieniądze w lidze rosyjskiej. Do tego samego worka były reprezentant wrzucił Macieja Rybusa, Grzegorza Krychowiaka i Sebastiana Szymańskiego. Kałużny dziwi się decyzjom trenera Michniewicza.
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
Nie milkną echa wokół zamieszania, które w ostatnich tygodniach wywołała sprawa Macieja Rybusa. Przypomnijmy, że były reprezentant Polski pomimo trwającej wojny w Ukrainie zdecydował się kontynuować swoją zawodową karierę w lidze rosyjskiej. Polak podpisał kontrakt ze Spartakiem Moskwa, wpisując się w narrację dotyczącą "normalności" na terenie kraju, który jest agresorem wojennym za naszą wschodnią granicą.
Zobacz również: Rybus z rosyjskim obywatelstwem? Bulwersująca reakcja na skreślenie z polskiej kadry
Reakcja ze strony Polskiego Związku Piłki Nożnej była jednoznaczna, choć o kilka dni spóźniona, spoglądając na medialną burzę po decyzjach Rybusa.
"Czesław Michniewicz po zakończonym w ubiegłym tygodniu zgrupowaniu reprezentacji Polski rozmawiał z przebywającym aktualnie w Polsce Maciejem Rybusem. Selekcjoner poinformował zawodnika, że w związku z jego aktualną sytuacją klubową nie powoła go na wrześniowe zgrupowanie reprezentacji oraz nie będzie brał pod uwagę przy ustalaniu składu kadry, która pojedzie na mistrzostwa świata w Katarze." - napisano w poniedziałek na stronie PZPN.
Czym różni się Krychowiak od Rybusa?
Decyzji ze strony polskiej federacji, a konkretniej trenera Czesława Michniewicza dziwi się na łamach "Przeglądu Sportowego" jeden z byłych kadrowiczów Biało-Czerwonych. Mowa o Radosławie Kałużnym, który w narodowych barwach wystąpił w 44 meczach, zdobywając w nich 11 goli. Zawodnik występujący w swojej karierze jako obrońca i defensywny pomocnik, ma na koncie m.in. wyjazd na mistrzostwa świata w Korei i Japonii (2002).
- Ruble, euro czy dolary, które zarabiają ci dwaj ostatni nie są chyba mniej „krwawe” od tych, wpływających, co miesiąc na konto Rybusa? To jakieś kompletne nieporozumienie, że trener kasuje jednego, a dwóch nadal może w pełni czuć się reprezentantami. Totalna niekonsekwencja, ale chyba wiem z czego wynika - przyznał w rozmowie z Piotrem Wołosikiem Kałużny. Odniesienie do "tych dwóch" to słowa skierowane do Grzegorza Krychowiaka oraz Sebastiana Szymańskiego.
Warto przeczytać: Krychowiak wyjedzie z Rosji dzięki decyzji FIFA? Mocny cios w stronę rosyjskich klubów
- Założę się, że jeśli byliby w hierarchii reprezentacji numerami piętnaście czy siedemnaście, zostaliby odstrzeleni razem z Rybusem. Co do umierania za Krychowiaka, dziwię się. Na jego pozycji akurat ma kto grać, a on od dłuższego czasu nie błyszczy formą - dodał Kałużny.
Zarówno Krychowiak jak i Szymański są formalnie zawodnikami ligi rosyjskiej. "Krycha" wrócił z wypożyczenia do AEK Ateny, meldując się w FK Krasnodar. W przypadku Szymańskiego mowa za to o Dynamie Moskwa, choć filigranowy skrzydłowy po ostatnim spotkaniu sezonu ligi rosyjskiej pożegnał się z kolegami i klubem, sugerując transfer latem tego roku.
Selekcjoner Michniewicz obu powołał na czerwcowe zgrupowanie i mecze Ligi Narodów UEFA. Krychowiak i Szymański to też ludzie, którzy jeśli tylko zdrowie pozwoli, powinni być pewni wyjazdu na tegoroczny mundial w Katarze. Otwartym pytaniem pozostaje kwestia ich przynależności klubowej. Póki co nadal są zawodnikami z ligi kraju, który niemal w samym sercu Europy, w XXI wieku, dokonuje ludobójstwa na ukraińskich ziemiach.
