Narodziny dziecka to ważny krok w życiu młodych ludzi. Przez wielu bardzo niecierpliwie wyczekiwany.
Narodziny dziecka to ważny krok w życiu młodych ludzi. Przez wielu bardzo niecierpliwie wyczekiwany. Fot. Igumnova Irina / Shutterstock

Gdyby komuś udało się napisać uniwersalny scenariusz idealnego życia, pewnie dostałby nagrodę Nobla. Choć takiego przepisu nie ma, to istnieją tradycyjne punkty obowiązkowe. Wszyscy znamy powiedzenie o dziecku, drzewie i domu. Dla wielu osób to rówieśnicy są punktem odniesienia. Czy idąc przez życie należy patrzeć na innych, czy szukać własnej, najlepszej dla nas drogi?

REKLAMA
Święta to czas spotkań ze znajomymi z liceum, studiów czy dalekimi kuzynami z drugiego końca Polski. Podstawowym pytaniem, które pada zarówno przy świątecznym stole, jak i przy piwie w gronie znajomych, jest: "No i co tam u ciebie?". Ktoś od ostatniego spotkania dostał pracę, koledze urodziło się dziecko, koleżanka wiosną wychodzi za mąż. Zaczynamy się zastanawiać, co robimy źle, że nadal nie mamy ustabilizowanego życia.
Czy jednak powinniśmy kierować się tym, jak postępują inni? Czy jest gotowy scenariusz życia, który powie nam, że w wieku 28 lat powinniśmy mieć żonę, 4 tysiące złotych na etacie i drugi fakultet? A jeśli tak, to czy powinniśmy robić sobie wyrzuty, że tym scenariuszem nie podążamy? – Granice cykli życiowych różnią się w zależności od kultury czy warunków życia – wyjaśnia prof. Janusz Czapiński, autor badania "Diagnoza Społeczna". – W ciągu ostatnich 20 lat bardzo się one poprzesuwały. W okresie transformacji statystyczna Polka rodziła pierwsze dziecko w wieku 23 lat. Dziś to 27 lat – zauważa psycholog społeczny.
Wraz ze zmianą charakteru Polaków, zmienia się też waga, jaką przywiązujemy do opinii innych. – Siła presji, jaką wywiera na nas otoczenie, gdy nie podporządkowujemy się wzorcowi zależy od kultury, w jakiej funkcjonujemy. Choć w Polsce nadal małżeństwo jest bardzo szanowane i większość zamierza sformalizować swój związek, to jednak rosnąca grupa par nie ma takich planów. Dlatego też widzimy, że w naszym kraju nie przywiązuje się tak wielkiej wagi do cykli życiowych w sprawie ślubu, dziecka czy mieszkania – ocenia socjolog.
Zdaniem prof. Czapińskiego duże rozbieżności w tej kwestii widać między dużymi miastami a niewielkimi społecznościami. – Choć na wsi czy w małym mieście presja wciąż jest silna, to jesteśmy przecież znacznie bardziej mobilni niż jeszcze 20 lat temu. Jeśli odczuwamy spory stres, bo we wsi, w której mieszkamy nie możemy znaleźć żony, bo wszystkie kandydatki wyjechały na studia czy do pracy, to też możemy się przeprowadzić. Nie jesteśmy już tak zamrożonym społeczeństwem jak jeszcze w czasach PRL-u – zauważa.
Wciąż jednak bardziej od opinii znajomych wysłuchujemy tego, co mówią rodzice. To jednak będzie się zmieniać. – Znajomi nie są dla nas zbyt ważnym punktem odniesienia. Rola kontrolera, jaką sprawowali sąsiedzi i rodzina, została przejęta nie przez nich, ale przez internet. To tam szukamy dla siebie wzorców i jeśli nie możemy znaleźć odpowiednich, to szukamy w innych częściach kraju, ale i świata – mówi prof. Janusz Czapiński.
Niektórym za wskazówkę może posłużyć zbiorowa mądrość rówieśników. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego nico ponad połowa z absolwentów wyższych uczelni zaraz po studiach podejmuje pracę. Około jedna czwarta zajęła się jej szukaniem. Niewielu jest wiecznych studentów – dalszą edukacją zajęło się zaledwie 29 tysięcy spośród ponad 2 milionów ludzi po studiach. Spośród wszystkich osób, które skończyły naukę najwięcej musi szukać pracy ponad rok. Jednak spora część pracuje już przed końcem szkoły lub szuka jej mniej niż dwa miesiące.
Rynek pracy jest sferą, w której powinniśmy zwracać uwagę na poczynania rówieśników, bo są konkurentami w walce o uwagę pracodawców. Jeśli prześpimy nasz czas, może zabraknąć dla nas miejsc pracy. Jednak są sprawy, gdzie nie powinniśmy patrzeć na innych. – Kiedy pierwsi znajomi zaczęli brać śluby podchodziliśmy do tego nieco dziwnie. Później jednak ślubów było coraz więcej, aż w końcu to single byli w mniejszości i zaczęli być nieco stygmatyzowani – mówi Tomek, który kilka lat temu skończył studia.
Dziś mieszka w Warszawie, pracuje, ma żonę, ale nie doczekał się jeszcze dziecka. – Odnoszę wrażenie, że mi i mojej żonie spotkanie z singlami sprawia więcej przyjemności niż im spotkanie z nami. Większość z nich próbuje kogoś poznać, a na spotkania przychodzą praktycznie same pary – tłumaczy. Tomek zamieszkał ze swoją żona jeszcze przed ślubem i przyznaje, że ceremonia nie zmieniła praktycznie nic w ich życiu. – Nie było żadnej presji ze strony znajomych, rówieśników, którzy są już po ślubie, żeby też to zrobić. Zdecydowaliśmy się raczej z powodu presji rodziców – relacjonuje.
Gdy większość towarzystwa ma już ten sam status matrymonialny, przestaje to być tematem dyskusji. – Oczywiście podczas spotkań rozmawia się o pieniądzach i pracy, ale nie jest to jakiś główny temat. Fakt, że ktoś jest już dyrektorem nie wywołuje u innych żadnej presji czy poczucia niespełniania. Za to jeśli ktoś mocno odbiega in minus, to jest nieco odsuwany od towarzystwa – ocenia nasz rozmówca. – Mam kolegę, który od pięciu lat nie ma stałej pracy, tylko dorywcze zajęcia i mieszka z rodzicami. Ludzie zaczynają go traktować jak lenia, nie chcą się już z nim spotykać, mówią, że czas się już wziąć za siebie. Wydaje mi się, że to właśnie praca jest najważniejszym tematem porównań wśród moich rówieśników – stwierdza Tomek.
Zdaniem psycholog dr Joanny Heidtman zmniejszyła się presja otoczenia na osoby odstające od grupy rówieśników. Nie znaczy to jednak, że tej presji wcale nie ma. – Jeśli ktoś czeka na związek z powodu własnego wyboru, to nie ma na nim dużej presji. Natomiast jeśli nie ma partnera, bo nie może znaleźć odpowiedniej osoby, to zaczyna się pojawiać napięcie. Ale nie w otoczeniu, ale w takiej osobie. Zaczyna się zastanawiać dlaczego, czy jest z nią coś nie tak, czy pasują – wyjaśnia.