
"W serialu 'Prawo Agaty' TVN promuje brak zapiętych pasów i rozmawianie przez komórkę w czasie jazdy. Czy naprawdę nie ma mądrego człowieka w telewizji, który puknął by się w czoło, zanim coś takiego puści?” pyta nasz czytelnik, Paweł Krusiński pod jednym z tekstów, a my zastanawiamy się nad odpowiedzialnością scenarzysty. Czy w fabule wszystkie chwyty są dozwolone?
REKLAMA
Serialowa Majka zaszła w ciąże podczas badań cytologicznych, Tomek z „Kasi i Tomka” wpadł w euforię, kiedy przejechał samochodem znienawidzonego psa, a Agata z „Prawa Agaty” regularnie nie zapina pasów. Seriale kipią od „moralnych” pomyłek. Bohaterowie jeżdżą po alkoholu, przechodzą na czerwonym świetle i wykorzystują kruczki prawne. Jedzą też mięso, noszą futra i palą papierosy. Jednych to oburza, inni potrafią złapać dystans do fikcji i po prostu się nią bawić. Czy scenarzysta rzeczywiście odpowiada moralnie za swoje dzieło?
– Zapięte pasy czy przechodzenie na czerwonym to kwestie, które najczęściej nie podlegają scenarzyście – odpowiada Wojciech Szarski, scenarzysta i bloger naTemat. – Zajmujemy się intencjami, motywacjami bohatera, a nie takimi szczegółami inscenizacyjnymi. Pisząc scenariusz bierze się odpowiedzialność moralną, ale za dużo ważniejsze sprawy. Liczy się to, żeby nie opisać problemu schematycznie, nie zamknąć go w uproszczeniu. Oczywiści zdarzają się wątpliwości, ale zwykle są to spory światopoglądowe. W końcu każdy scenariusz nacechowany jest osobą scenarzysty. Tego nie da się uniknąć – puentuje Szarski.
Wczuwając się w serial warto wziąć pod uwagę jego konwencję. „Majka” była typową operą mydlaną, którą trudno wziąć na poważnie. Co prawda spadek wykonywania badań cytologicznych, który nastąpił po wyemitowaniu serialu, może wskazywać na to, że nie wszyscy odczytują konwencję w ten sam sposób, ale czy można za to winić scenarzystę?
– Pamiętam, że byłem kiedyś na spotkaniu z Ministrem Zdrowia, który namawiał scenarzystów, żeby nie pokazywali w swoich filmach palenia papierosów i nadmiernego picia alkoholu – mówi Doman Nowakowski, scenarzysta chociażby „Kasi i Tomka” czy „39 i pół”. - Trudno się nie zgodzić z Ministrem, że używki nie są dobre, ale trudno uniknąć ich w filmie. Zajmuje się pisaniem komedii, a alkohol jest częstym źródłem zabawnych sytuacji. Nie można się oszukiwać, że tak nie jest. Oczywiście mogę zwrócić uwagę w jakich sytuacjach go pokazuję, ale wyeliminować się go nie da. Niestety zasada jest taka, że zło jest bardziej ponętne od dobra i to ono w gruncie rzeczy rządzi serialowym światem – przyznaje scenarzysta.
Tworzenie serialu to balansowanie między tą świadomością a minimalną odpowiedzialnością. Skutki są różne i nie zawsze wina leży po stronie scenarzysty. Wystarczy przypomnieć scenę z „Kasi i Tomka” kiedy to główny bohater cieszy się po tym, jak potrącił znienawidzonego psa. Scena miała być komiczna. Została jednak tak nakręcona, że wzbudziła wiele kontrowersji. Szczególnie wśród obrońców zwierząt, którym być może zabrakło dystansu.
- Zawsze kiedy stwarzamy bohatera, który należy do powszechnie dyskryminowanej grupy społecznej jesteśmy ostrożniejsi – mówi mi Ilona Łesyk-Moczulska, która zajmuje się nadzorem scenariuszowym. – Unikamy przedstawiania takich osób w negatywnym świetle, żeby nie pogłębić stereotypów. Z drugiej strony warto pamiętać, że serial to tylko rozrywka, która ma być odskocznią od prozy życia. Bohater musi być krwisty, po to żebyśmy w niego uwierzyli. Nikt nie jest kryształowy, dlaczego więc on miałby być taki? - pyta Łesyk-Moczulska.
Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Telewizja jest medium, które trafia do masowego odbiorcy i jest za niego w jakimś sensie odpowiedzialna. Choć w jej misję mało już kto wierzy, to jednak nie można zapominać, że nawet światem serialu rządzi pewna etyka. A to oznacza, że scenariusz nie powinien łamać wszelkich reguł.
Inna rzecz, to wytyczne stacji. Każdy tekst przechodzi przez szereg konsultacji, dlatego niektóre błędy wydają się niewybaczalne. Scenarzyści argumentują, że chcąc pokazać prawdziwego bohatera, nie mogą przesadzać z moralizowaniem. Z drugiej strony, czy fakt, że bohater ma zapięte pasy, albo korzysta z zestawu głośno mówiącego tak bardzo wypacza jego obraz? W końcu to są tylko szczegóły, które nie wpływają ani na jego motywacje, ani intencje. Mogą za to podświadomie wpoić nam warte uwagi zachowanie. Obawiam się więc, że problem nie leży w złych intencjach autorów, tylko po prostu w ich niedbałości. Są ostrożni w przypadku szerzenia stereotypów, ale brakuje im cierpliwości do szczegółów. Szkoda, bo telewizor to nadal w wielu domach główne źródło informacji o świecie.