
„Room for rent – foreigners only!” – ogłoszenia o takiej treści coraz częściej pojawiają się w polskim internecie. Mieszkanie z obcokrajowcem jest w modzie – można podszkolić język i zakosztować obcej kultury bez ruszania się z domu. Jednak to też wyzwanie, bo jak uniknąć międzykulturowego konfliktu na kilkunastu metrach kwadratowych?
REKLAMA
Spotkania z cudzoziemcami na ich własnym terenie mogą być inspirujące, ale gdy bezpieczny dystans szerokości geograficznych zmniejsza się do czterech wspólnych ścian, radość odkrywania nowych kultur napotyka trudności.
– Choćby wczoraj, gdy mieliśmy spór o wspólną choinkę. Karolina świętuje w grudniu, więc chciałaby kupić ją od razu. Nina, Ukrainka, obchodzi Boże Narodzenie w styczniu, więc chce kupić drzewko później, by dłużej się utrzymało. Ja nie świętuję w ogóle, a choinka mi przeszkadza, bo nie lubię, gdy igły sypią się z drzewka. I problem gotowy – śmieje się Piotrek, mieszkaniec międzynarodowego i międzywyznaniowego M-3 na warszawskim Muranowie.
Poszerzanie horyzontów
Czy zakup sztucznego drzewka jest tu jedynym dobrym wyjściem z sytuacji?
– Bardzo wiele zależy od otwartości człowieka na innych ludzi. Od jego ciekawości świata, gotowości do rozmowy – mówi psycholog Izabela Kielczyk. Jak zauważa, mieszkanie w międzynarodowym środowisku jest rozwijające, bo wzbogaca nas o nowe doświadczenia i uczy radzić sobie z niecodziennymi sytuacjami.
Czy zakup sztucznego drzewka jest tu jedynym dobrym wyjściem z sytuacji?
– Bardzo wiele zależy od otwartości człowieka na innych ludzi. Od jego ciekawości świata, gotowości do rozmowy – mówi psycholog Izabela Kielczyk. Jak zauważa, mieszkanie w międzynarodowym środowisku jest rozwijające, bo wzbogaca nas o nowe doświadczenia i uczy radzić sobie z niecodziennymi sytuacjami.
Wie o tym Paweł z Krakowa, który nie ukrywa, że za każdym razem, gdy zmienia mieszkanie, szuka takiego z obcokrajowcami. Po prostu – lepiej mu się z nimi mieszka. – Oczywiście wszystko zależy od osobowości człowieka, ale z obcokrajowcami jest zwykle ciekawiej. Mniej przewidywalnie – mówi Paweł.
Do niedawna mieszkał z Amerykanką. Ich dom był otwarty. – Wciąż pełno było u nas ludzi, również obcokrajowców. Dogadywaliśmy się bez większych problemów, choć różnice kulturowe były czasami widoczne. Bardziej jednak niż różnice moją uwagę przykuwały podobieństwa – mówi Paweł.
Globalna wioska na paru metrach kwadratowych
Wcześniej Paweł mieszkał też z Izraelczykami, Japończykami i Chińczykami. Izraelczycy, jak mówi, nie stanowili problemu – większość z nich miała europejskie korzenie, byli mało bliskowschodni, więc Paweł nie dostrzegał wielu kulturowych różnic. Przyznaje, że największym wyzwaniem byli Japończycy i Chińczycy. – Na każdym kroku zdarzały się sytuacje, w których nie do końca się rozumieliśmy. Do tego dochodziła mała bariera językowa, bywało zabawnie. Z czasem nauczyłem się z tym sobie radzić, i przyzwyczaiłem się do dziwnych zwyczajów – np. do tego, że jedząc, głośno mlaskają – śmieje się Paweł.
Wcześniej Paweł mieszkał też z Izraelczykami, Japończykami i Chińczykami. Izraelczycy, jak mówi, nie stanowili problemu – większość z nich miała europejskie korzenie, byli mało bliskowschodni, więc Paweł nie dostrzegał wielu kulturowych różnic. Przyznaje, że największym wyzwaniem byli Japończycy i Chińczycy. – Na każdym kroku zdarzały się sytuacje, w których nie do końca się rozumieliśmy. Do tego dochodziła mała bariera językowa, bywało zabawnie. Z czasem nauczyłem się z tym sobie radzić, i przyzwyczaiłem się do dziwnych zwyczajów – np. do tego, że jedząc, głośno mlaskają – śmieje się Paweł.
Zauważa jednak, że nawet w przypadku Japończyków nie zobaczył różnic, na które był przygotowany. – Można odczuć wpływ globalnej wioski. Jesteśmy tacy sami – mówi Paweł. I dodaje, że różnice we wspólnym mieszkaniu wynikają bardziej z indywidualnych cech osobowości, charakteru, niż z pochodzenia. – Bo to, że Japończyk otacza się tonami sprzętu elektronicznego, cały czas siedzi na Skype i pracuje przy produkcji gier, jak to było w przypadku mojego byłego wspólokatora, może świadczyć o jego narodowości, ale może równie dobrze wynikać z jego zainteresowań. Przecież wszędzie jest pełno gadżeciarzy i freaków komputerowych – zauważa Paweł.
Polak i Węgier dwa bratanki
Dziennikarka Beata Chomątowska doświadczyła mieszkania z obcokrajowcami podczas studiów w Holandii. – Mieszkałam z Holendrami i Węgrami. Z tymi pierwszymi miałam zdecydowanie najwięcej „stłuczek” kulturowych – wspomina dziennikarka. Pracuje właśnie nad książką, w której opisze swoje doświadczenia z pobytu w Holandii, m.in. właśnie ze wspólnego mieszkania w tzw. studentenhuis - kamienicy wynajmowanej przez właściciela studentom.
Dziennikarka Beata Chomątowska doświadczyła mieszkania z obcokrajowcami podczas studiów w Holandii. – Mieszkałam z Holendrami i Węgrami. Z tymi pierwszymi miałam zdecydowanie najwięcej „stłuczek” kulturowych – wspomina dziennikarka. Pracuje właśnie nad książką, w której opisze swoje doświadczenia z pobytu w Holandii, m.in. właśnie ze wspólnego mieszkania w tzw. studentenhuis - kamienicy wynajmowanej przez właściciela studentom.
Jak zauważa, w wielokulturowych mieszkaniach łatwiej jest znaleźć wspólny język z osobami z tego samego regionu. – Dobrze dogadywałam się z Węgrami. Zbliżyliśmy się do siebie, gdy okazało się, że holenderska wizja wspólnego mieszkania zupełnie nie współgra z naszą, wschodnioeuropejską – śmieje się Chomątowska i wspomina specyficzną estetykę studenckiego mieszkania. – Bądźmy szczerzy: nasi holenderscy współlokatorzy nie lubili sprzątać. Zupełnie jakby chcieli odreagować mieszczańską egzystencję w swoich rodzinnych domach, jak to w Holandii, wypolerowanych na błysk. Dbali o to, by kamienica wyglądała artystycznie – efekt był raczej odpychający. Za to śmiertelnie poważnie traktowali "castingi na współlokatora”: komisja złożona z dotychczasowych mieszkańców przesłuchiwała kandydatów na nowych lokatorów – było to mocno egzotyczne doświadczenie! – opowiada dziennikarka.
Swoich wspomnień nie zamieniłaby jednak na inne. – Mieszkanie z cudzoziemcami jest bardzo wzbogacające. W ten sposób możesz dowiedzieć się najwięcej o innych, a przy okazji zobaczyć własne przyzwyczajenia kulturowe w innym świetle. Gdy wyjeżdżałam do Holandii, przysługiwał mi akademik, ale świadomie zrezygnowałam z niego, by doświadczyć codziennego życia wśród Holendrów, a nie w otoczeniu studentów z Polski – opowiada Chomątowska.
Nie musisz akceptować, ale przynajmniej pogadaj
Co zrobić, by w mieszkaniu z obcokrajowcami nie dochodziło do konfliktów na tle kulturowym? – Konieczna jest otwarta komunikacja. Jeśli coś jest dla nas dziwne, trudne, niejasne, warto o to zapytać. Rozmowa jest najważniejsza. Trzeba uważać, by nie myśleć uprzedzeniami – mówi psycholog Izabela Kielczyk.
Co zrobić, by w mieszkaniu z obcokrajowcami nie dochodziło do konfliktów na tle kulturowym? – Konieczna jest otwarta komunikacja. Jeśli coś jest dla nas dziwne, trudne, niejasne, warto o to zapytać. Rozmowa jest najważniejsza. Trzeba uważać, by nie myśleć uprzedzeniami – mówi psycholog Izabela Kielczyk.
Czytaj również: Jak zaliczyć każdą Polkę - Amerykanin wyjaśnia w książce. Włoch mu odpowiada: Im chodzi o romantyzm
Jej zdaniem każdy konflikt międzykulturowy można w ten sposób załagodzić. Najtrudniej jednak, gdy dochodzi do konfliktu wartości. – Poglądy dotyczące życia, wiary, moralności to najtrudniejsze tematy. W takiej sytuacji najważniejsze jest, by przyjąć do wiadomości, że nasz współlokator po prostu „ma inaczej”. Akceptacja tej sytuacji i próba skupienia się na cechach, które w tej osobie lubimy, jest kolejnym etapem prowadzącym do rozwiązania problemu – radzi nasza rozmówczyni.