Palenie rac jest jednym z największych problemów na stadionach piłkarskich. Kibice używali ich także podczas Marszu Niepodległości.
Palenie rac jest jednym z największych problemów na stadionach piłkarskich. Kibice używali ich także podczas Marszu Niepodległości. Fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta

Spada liczba incydentów na stadionach piłkarskich. Jednak dzieje się to za pieniądze wszystkich podatników, bo tylko przez pierwsze sześć miesięcy 2012 roku policja wydała na zabezpieczenie meczów aż 26 milionów złotych. Kibice skarżą się też, że często jest nadgorliwa, bo nakłada kary za wywieszenie transparentu na 11 listopada lub skandowanie "Tola ma Donalda, Donald ma Tole".

REKLAMA
Kończący się rok był dla kibiców bezpieczniejszy niż 2011 – do tej pory na stadionach było o 230 mniej incydentów niż rok wcześniej. Policjanci tłumaczą, że to efekt wprowadzenia nowych przepisów, które zabraniają m.in. odpalania rac czy wbiegania na murawę. Podczas 1,3 tys. meczów doszło do 580 incydentów. Choć generalnie ich liczba spadła, to sytuacja pogorszyła się w Warszawie, Krakowie i Łodzi – czytamy w dzisiejszej "Rzeczpospolitej".

– Od początku rundy trwa spór kibiców z zarządem klubu Legia. Kibice chcieli wnosić na stadion race i sektorówki (flagi zasłaniające cały sektor – red.), na co nie godzą się władze klubu – tłumaczy nasz rozmówca. Są też zastrzeżenia pod adresem ochrony, która – zdaniem kibiców – źle działa, czym prowokuje zamieszki. CZYTAJ WIĘCEJ

Źródło: "Rzeczpospolita"

Bezpieczniej jest za to w Katowicach czy Kielcach. Najczęstsze przewinienia kibiców to rzucanie przedmiotów na murawę, zakrywanie twarzy czy przepychanki z ochroną. Ta jednak czasami sama jest winna zaostrzeniu sytuacji, jak na przykład na meczu Polonia Warszawa-Śląsk Wrocław. Delegat PZPN zażądał zdjęcia flagi "Precz z komuną", a gdy kibice odmówili, zaatakowano ich gazem pieprzowym.
Dużym problemem jest wojna miedzy dwoma krakowskimi klubami. Bójki pseudokibiców zdarzają się wszędzie. O ile w międzyklubowych zatargach można zostać mocno pobitym, ewentualnie uderzonym sztachetą lub kastetem, to w Krakowie łatwo dostać nożem w plecy. Przed kilkoma dniami doszło do kolejnych porachunków między kibicami Wisły i Cracovii.
Źródło: "Rzeczpospolita"