Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Szefowi ruchu własnego imienia chyba zaczyna brakować wrogów i pomysłów na wydarzenia medialne, które rozpalą publikę. Wczorajszy happening Janusza Palikota przed ambasadą USA polegał na założeniu maski Guya Fawkesa na pomnik Ronalda Reagana. Palikot chciał zaprotestować przeciw "mieszaniu się USA w sprawy naszego kraju". Taką reakcję rozbudziła ambasada Stanów Zjednoczonych swoimi telefonami do posłów w sprawie ACTA.

REKLAMA
Ruch Palikota porównuje Stany Zjednoczone do Związku Radzieckiego za rozmowę, w której ambasada pytała, o to, dlaczego komisja sejmowa wyraziła swoje negatywne zdanie o ACTA.
Attache prasowy warszawskiego przedstawicielstwa USA Brian George powiedział nam w rozmowie telefonicznej, że były to tylko informacyjne telefony, i jest to część normalnej, codziennej pracy, każdej ambasady, każdego państwa na świecie, do których obowiązków należy bycie zorientowanym na temat wydarzeń politycznych i gospodarczych kraju w którym ambasada się znajduje. Dodał też, że oczywiście nie mieli zamiaru w żaden sposób wpływać na decyzję posłów.
Janusz Palikot zapowiada w nadchodzącym czasie, więcej podobnych akcji przybierania pomników. Nie sposób nie zastanowić się, czy historia "tajemniczego telefonu" i "wtrącania się Stanów Zjednoczonych w nasze sprawy", nie była mocno naciągana, by dopasować ją jakoś do Ronalda Reagana. Następnymi mają być pomniki Adama Mickiewicza w Krakowie, Mikołaja Kopernika w Toruniu, Jana Pawła II i Jezusa w Świebodzinie. Zobaczymy jak wytłumaczy je Palikot.
To nie pierwsza próba pozyskania przez Ruch Palikota energii społecznej protestujących przeciw ACTA. Ostatnio na manifestacji prezes tej partii został nazwany przez część tłumu hipokrytą. Może dlatego teraz organizuje własne pikiety.