
Dariusz Michalczewski wypuścił własną linię kosmetyków. To kolejny celebryta, którzy swoim nazwiskiem firmuje produkt ze sklepowej półki. Znane osoby sprzedają perfumy, ubrania, a nawet garnki. Czy głośne nazwisko to dobry wabik na klientów?
REKLAMA
Dariusz Michalczewski sprzedaje własne perfumy i dezodoranty. W sklepach dostępne są damskie i męskie linie wód toaletowych i dezodorantów. "Zależało nam na tym, żeby zapachy były świeże i energetyzujące, a zarazem seksowne" - tak swoje kosmetyki opisuje Dariusz Michalczewski.
O nowym biznesie znanego boksera poinformowały wirtualnemedia.pl. Michalczewski wcześniej firmował już napoje energetyczne.
"Czasy tandety się skończyły"
"Czasy tandety się skończyły"
Wielu celebrytów wierzy, że swoim nazwiskiem może sprzedać wszystko. Znani ludzie firmują kosmetyki, odzież, nawet garnki. Własne perfumy ma bramkarz Radosław Majdan. Swoje ubrania sprzedają Doda i Michał Piróg. Kolekcję garnków chce wypuścić znana restauratorka Magda Gessler. Czy popularne nazwisko to dobry wabik na klienta?
Zobacz także: Przemysław Stoppa, najsłynniejszy z polskich paparazzi kończy z polowaniem na celebrytów
- Kupiłam kiedyś kosmetyk firmowany znanym nazwiskiem. Ale wybrałam go, ponieważ słyszałam o nim dobre opinie. Nie miało dla mnie znaczenia, kto go poleca. Ważniejsza była dla mnie jakość - tłumaczy w rozmowie z naTemat.pl Marzena.
Podobne zdanie o biznesowej aktywności celebrytów ma Dorota Wróblewska, producentka pokazów i promotorka mody. Przyznaje, że stara się śledzić, co celebryci firmują swoimi nazwiskami. Często bardzo krytycznie ocenia taką ofertę. - Dzisiaj na swoim blogu skrytykowałam Annę Wendzikowską. To bardzo atrakcyjna kobieta i zdolna dziennikarka. Niestety, biżuteria, którą usiłuje sprzedawać pod własnym nazwiskiem jest na poziomie pomysłów czterolatki - mówi naTemat.pl.
Ludzie nie są ślepi
Wróblewska zauważa, że wielu celebrytów "chwyta wiatr w żagle" i za pomocą swojego, wypromowanego już nazwiska szuka dodatkowego dochodu. Większość z nich popełnia jednak błąd i usiłuje sprzedać produkt, za którym nie stoi żadna jakość. To zdaniem Wróblewskiej "skok na główkę do pustego basenu". Kiepski produkt zwykle bardzo szybko znika bowiem z rynku.
Swoją własną markę odzieżową miał kiedyś Michał Wiśniewski. Projekty celebryty nie trafiły w gusta Polaków, ubrania piosenkarza w ogóle się nie sprzedawały. W firmowanym przez celebrytów biznesie modowym są też pozytywne przykłady sukcesu, niestety poza granicami Polski. Amerykańska piosenkarka Gwen Stefani z projektuje buty, które okazały się wielkim sukcesem sprzedają się w najbardziej prestiżowych miejscach na świecie. Wszystko zależy więc od jakości oferowanego produktu. - Czasy tandeciarstwa już się skończyły - ocenia modowa ekspertka.
Zobacz także: Karolina Korwin Piotrowska: Donos towarzyski
- Ludzie nie są ślepi. Jako konsumenci jesteśmy wymagający i mamy duży wybór. Perfumy muszą pachnieć. Jeżeli nie pachną, to się nie sprzedadzą i nawet sam Brad Pitt nie pomoże - tłumaczy Wróblewska. Jej zdaniem wizerunek trzeba wykorzystywać z głową i wtedy odniesie się sukces. Samo nazwisko nie wystarczy.
Sukces albo wtopa
Sukces albo wtopa
Od czego jeszcze zależy sukces celebryckich produktów? - Marketing to tak naprawdę "czarna magia" i nigdy nie wiadomo, jak produkt się sprzeda. Zwłaszcza ten firmowany przez znane nazwisko - mówi Marcin Kalkhoff, specjalista w dziedzinie strategii marketingowych. Przyznaje, że jest wiele takich produktów, które się fajnie sprzedają, ale są i takie, które odniosły spektakularne porażki.
Sztandarowym przykładem wymienianym przez większość marketingowców jest historia linii kosmetyków Grażyny Szapołowskiej. - To była gigantyczna wtopa - przypomina. Kremy sygnowane przez aktorkę teoretycznie miały wszystko, by odnieść sukces. Przygotowano dobrą kampanię, reklamowano je jako produkt luksusowy. Sam wizerunek Szapołowskiej dobrze się kojarzył, jako utalentowanej aktorki i pięknej kobiety, pomimo wieku nadal atrakcyjnej. Tymczasem produkty w ogóle się nie sprzedawały, a marka szybko zniknęła ze sklepowych półek.
Zobacz także: Starość w stylu Vogue. Grace Coddington – kiedyś spotykała się z Jaggerem, dziś jest jedna z czołowych redaktorek Vogue
Zobacz także: Starość w stylu Vogue. Grace Coddington – kiedyś spotykała się z Jaggerem, dziś jest jedna z czołowych redaktorek Vogue
Kalkhoff uważa, że w marketingu produktów firmowanych przez celebrytów liczą się dwie zasady. - To odwaga i konsekwencja - mówi. Wejście na rynek z produktem, za który ręczy się własnym wizerunkiem wymaga takiej odwagi. Należy też konsekwentnie budować markę i odpowiadać za produkt. - W wypadku firmy pani Szapołowskiej domyślam się, że było wiele odwagi. Być może gdzieś zabrakło konsekwencji. Stąd ta porażka - tłumaczy.
Jednych lubimy, innych nie
Celebryci chcą, żeby było no nich głośno. Dlatego starają się pokazać z nowej, nieznanej do tej pory strony. To także element budowania własnej marki. Pytanie tylko, czy to jest spójne z dotychczasowym wizerunkiem celebryty. - Klienci posługują się schematami myślowymi. W swoje pojmowanie świata mamy wpisaną kategorie oceny. Dlatego jednych lubimy, drugich nie - mówi specjalista.
Przyznaje, że są osoby których marka dobrze działa, bo maja konsekwentny i jasno określony wizerunek. Jako przykład Kalkhoff podaje Marka Kondrata, który prowadzi sieć sklepów z winami. - W jego wizerunku wszystko się zgadza - mówi. Zaznacza, że sukces zależy od dopasowania produktu do celebryty. - Michalczewski na pewno fajnie pasuje do napojów energetycznych. Nie wiem, czy pasuje do kosmetyków. Kojarzy mi się z potem, więc może ten dezodorant jest uzasadniony - dodaje.