
Siatkarze reprezentacji USA rozpoczęli zmagania w mistrzostwach świata siatkarzy od gładkiego zwycięstwa 3:0 (25:18, 25:20, 25:12) z Meksykanami. Kibice w katowickim Spodku wspierali kopciuszka jak mogli, ale to nie pomogło w walce z jednym z żelaznych faworytów MŚ. Amerykanie są pierwszym liderem polskiej grupy, a Biało-Czerwoni swój mecz z Bułgarami rozegrają o godzinie 20:30.
Siatkarze reprezentacji USA to jeden z żelaznych faworytów do występu w półfinale i medalu tegorocznych MŚ, a także główny rywal reprezentacji Polski w pierwszej fazie turnieju. Jankesi w tym roku podnieśli się po nieudanych igrzyskach w Tokio, dotarli do finału Ligi Narodów (porażka z Francją 2:3) i pokazali, że znów są w ścisłej czołówce. I że mają apetyt na sukces, na który czekają od kilku ładnych lat.
Zespół Johna Sperawa kończył na trzecim miejscu ostatnie MŚ (2018), potem wywalczył brąz Pucharu Świata (2019), by zagrać w finale tegorocznej Ligi Narodów. To trochę mało jak na giganta, który ma ambicje, by wygrywać największe imprezy. Ostatni taki duży sukces Jankesi wypracowali w 2015 roku, gdy w Japonii wygrali Puchar Świata. Teraz chcieli odzyskać złoty medal MŚ, po 36 latach.
To dlatego do drużyny wrócił Matthew Anderson, a trener John Speraw dobrał doświadczonych siatkarzy, mieszając rutynę z młodością. Od początku meczu z Meksykiem widać było, że jego ludzie spisują się naprawdę świetnie i że są w formie. Atakowali bardzo pewnie, naciskali na Meksykanów zagrywką, a Micach Christenson dzielił piłki bardzo równo. Partię pierwszą faworyt zamknął wynikiem 25:18, dominując na parkiecie bezdyskusyjnie.
W secie drugim Team USA nieco spuścił z tonu, dając szansę pokazania się Meksykanom. Ci byli stremowani, próbowali jakoś zaskoczyć giganta, ale Torey DeFalco, Matthew Anderson i Aaron Russell na to nie pozwolili. Niby rywale byli blisko (6:8, 12:16), niby niewiele dzieliło ich od remisu (18:21), ale w kluczowych momentach pracował blok Amerykanów, albo Micach Christenson dzielił piłkę w sposób kapitalny. USA wygrało seta 25:20 i miało rywala w garści.
Chwilowo ten mecz przypominał pojedynek chłopców z mężczyznami. Amerykanie mocno weszli w partię trzecią (5:1), zadawali soczyste ciosy w ataku i dominowali nad swoimi sąsiadami (12:6), a ci nie grzeszyli spokojem, pomysłem na grę czy nawet techniką użytkową. Na lidera Team USA wyrastał Aaron Russell, skuteczny w ataku i bloku, do tego pewny punkt w przyjęciu (18:7).
Grali na wielkim luzie siatkarze Johna Sperawa, ale nikt nie spodziewał się innego scenariusza. Meksyk po latach wrócił na MŚ, to nie jest jeszcze zespół gotowy do rywalizacji na najwyższym poziomie. Do tego w derbowych starciach w Ameryce Północnej Jankesi przegrywają ze swoimi sąsiadami raz na kilka lat. Tym razem szans nie mieli, Torey DeFalco mocym uderzeniem z lewej strony rozerwał blok rywali i zamknął nierówną grę (25:12).
W drugim piątkowym meczu grupy C Polacy podejmą w Spodku Bułgarów i rozpoczną zmagania w finałach MŚ. Biało-Czerwoni stawią czoła Lwom punktualnie o godzinie 20:30.
USA - Meksyk 3:0 (25:18, 25:20, 25:12) Sędziowali: Shin Murnaka (Japonia), Fabian Pedro Concia (Argentyna) Widzów: ok. 5000
Zobacz także
