
Nie było niespodzianki w katowickim Spodku w meczu o pozycję lidera grupy A siatkarskich mistrzostw świata. Ukraina walczyła bardzo dzielnie, wspierało ją kilka tysięcy fanów, ale przegrała z faworyzowaną Serbią 0:3 (26:28, 21:25, 20:25). Na trybunach naszych sąsiadów wspierały trzy tysiące fanów. Pierwsze zwycięstwa w imprezie odniosły w sobotę Turcja, Holandia, Iran, Tunezja oraz Włochy.
Siatkarze reprezentacji Ukrainy wrócili do rywalizacji na mistrzostwach świata, a ich pierwszym rywalem był jeden z szerokiego grona faworytów, czyli Serbowie. Zespół Igora Kolakovicia miał w planach triumf w grupie A, który kierował zespół na uprzywilejowaną ścieżkę awansu do najlepszej czwórki turnieju. Wspierani przez trzy tysiące fanów Ukraińcy mieli jednak w planach sensację i ostro zabrali się do roboty w Spodku.
W grupie A nasi sąsiedzi zastąpili Rosjan, których wyrzucono z rywalizacji po wybuchu wojny i jak na ironię, zastąpiono ofiarami agresji. A wszystko dlatego, że po świetnym występie w zeszłorocznych ME Ukraina znalazła się na tyle wysoko w rankingu FIVB, by dostać zaproszenie do gry na mundialu. Turniej przeniesiono do Polski, gdzie mieszkają tysiące Ukraińców i nikt nie musiał obawiać się o doping dla niebiesko-żółtych.
- Czujemy się tutaj jak w domu, Polska to nasz drugi dom - mówili dziennikarzom siatkarze i członkowie sztabu ukraińskiej kadry. Tutaj każdy ma kogoś, kto jest na froncie i walczy za ojczyznę. A siatkarze dobrą grą w MŚ chcą rodakom trochę osłodzić koszmar wojny. Wzruszający był hymn Ukrainy w Spodku, "Szcze ne wmerła Ukrajiny". Śpiewali go razem siatkarze, kibice z Ukrainy i Polski, którzy przyszli dopingować sąsiadów.
Znakomicie od początku meczu grał Oleg Płotnyckij, lider i kapitan ukraińskiej kadry. Jego ataki na lewej flance i świetna gra w defensywie równoważyły serbską potęgę. A przecież ekipa z Bałkanów to byli mistrzowie Europy, zespół gwiazd, który w każdej chwili może odpalić i zacząć wygrywać mecz za meczem. Walka od początku meczu była zacięta, Ukraina miała prowadzenie w końcówce (23:21), ale więcej zimnej krwi zachowali rywale.
Jeszcze przed ostatnią piłką zagotowało się pod siatką, jeszcze Oleg Płotnyckij wymienił kilka słów pod siatką z Urosem Kovaceviciem i po dwóch prostych błędach rywali na siatce po triumf sięgnęli Serbowie. Ukraińcy mieli problem, by wspiąć się na ten poziom w secie drugim, świetnie zagrywający i atakujący rywale tym razem szybko ich zdominowali i ograli 25:21. Wydawało się, że koniec meczu jest blisko.
Ale znów do walki zerwali się Ukraińcy, w secie trzecim od stanu 13:16 doprowadzili do remisu (17:17) i zaczęła się wymiana ciosów. Serbowie mieli jednak w składzie Marko Podrascanina, który kapitalnie serwował, a także Srecko Lisinaca, który pod siatką zdominował rywali (23:20). Ostatnią akcję w meczu zamknął błąd Ukraińców w ataku (20:25), faworyt zgarnął pewnie komplet punktów.
Dzięki wygranej Serbia jest na czele grupowej tabeli. W drugim sobotnim meczu grupy A Tunezja bez większej historii ograła Portoryko 3:0 (25:19, 25:17, 25:20), stawiając ważny krok w stronę awansu do 1/8 finału. Zespół z Ameryki Środkowej wydaje się zdecydowanie odbiegać poziomem od rywali i chyba szybko będzie musiał pakować walizki po turnieju.
Ukraina - Serbia 0:3 (26:28, 21:25, 20:25) Sędziowali: Ricardo Borroto (Kuba), Ebrahim Firouzi (Iran) Widzów: ok. 3000
W Lublanie do rywalizacji weszły w sobotę grupy E oraz F. W tej drugiej Turcja odprawiła bez większych przeszkód 3:0 (25:15, 25:19, 25:14) Chińczyków, a Włosi ograli Kanadę 3:0 (25:13, 25:18, 39:37). W grupie F Holandia 3:0 (25:17, 25:22, 25:16) pokonała Egipt, tymczasem w meczu Argentyny z Iranem nielicznie zebrani kibice byli świadkami dreszczowca, który padł tym razem łupem Persów. Azjacji ograli Albicelestes 3:2 (22:25, 30:28, 25:18, 32:24, 21:19) i są o krok od zapewnienia sobie pierwszej lokaty w stawce.
Zobacz także
