FC Barcelona nadal nie zapłaciła za Roberta Lewandowskiego. PZPN już jest w akcji
FC Barcelona nadal nie zapłaciła za Roberta Lewandowskiego. PZPN już jest w akcji Fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER

Polskie kluby czekają na pieniądze od FC Barcelona za transfer Roberta Lewandowskiego, ale jeszcze nie dostały środków, które należą im się zgodnie z zasadą "solidarity payment". Katalończycy nie spieszą się z opłatami, a przecież chodzi o kilka milionów złotych. Według informacji "Przeglądu Sportowego" PZPN trzyma rękę na pulsie i monitoruje sprawę wynagrodzenia.

REKLAMA
  • Barcelona nadal nie zapłaciła polskim klubom środków za transfer "Lewego"
  • W kolejce czekają Lech, Legia, Znicz Pruszków, Delta Warszawa i Varsovia
  • Duma Katalonii zwleka, a sprawą zajął się już Polski Związek Piłki Nożnej
  • Polski Związek Piłki Nożnej monitoruje kwestię pieniędzy za transfer Roberta Lewandowskiego z Bayernu Monachium do FC Barcelona, bo aż pięć polskich klubów: Lech Poznań, Legia Warszawa, Znicz Pruszków, Delta Warszawa i Varsovia czekają na przelew z Katalonii. Zgodnie z regułami "solidarity payment" naszym drużynom należy się kilka procent ogólnej kwoty transferu, a wszystko za wyszkolenie napastnika.

    Gdy Robert Lewandowski latem zamieniał Bawarię na Dumę Katalonii, Niemcy zainkasowali za jego transfer 45 mln euro i zagwarantowali sobie dodatkowe 5 mln euro bonusów, które Blaugrana zapłaci im w przyszłym roku. To wydaje się – patrząc na pozycję "Lewego" w klubie i na jego strzeleckie popisy – w zasadzie pewne, więc kwota hitowego transferu zamknie się w okolicach 50 mln euro.

    Pięć procent z tej sumy, czyli ok. 2,5 mln euro, zostanie podzielone między kluby, które wyszkoliły i wychowały zawodnika, co jest ekwiwalentem i nagrodą za ich wkład w jego rozwój. Zgodnie z tą procedurą Znicz, Delta czy Varsovia mogą zarobić po 2 mln złotych, a Legia i Lech nieco więcej. W naszych realiach to gigantyczne środki, po które każdy z klubów powinien i musi się schylić. Sęk w tym, że Barca nadal nie zrobiła przelewu...

    – To dla nas gruby zastrzyk finansowy. Przy sprawie pomaga PZPN, który zgłosił się do nas mailowo. Barcelona poprosiła, aby płatność rozłożyć na pięć lat i tak pewnie się stanie, bo kontrakt "Lewego" jest zawarty na taki czas. Sprawę pilotuje Polski Związek Piłki Nożnej, ale na razie nie otrzymaliśmy jeszcze żadnej raty – powiedział "Przeglądowi Sportowemu" Adam Kucharczyk, trener koordynator Varsovii.

    Środków nie dostały też inne polskie ekipy, które muszą uzbroić się w cierpliwość, bo kwestie finansowe nie są chyba mocną stroną Barcelony. Przynajmniej od jakiegoś czasu, gdy klub zmaga się z kryzysem i łata budżet, jak tylko jest w stanie. Tak czy siak, Katalończycy muszą zapłacić, bo inaczej grozić im może surowa kara od FIFA. Na przykład zakaz transferów albo grzywna, która na pewno zabolałaby Dumę Katalonii.

    Tymczasem władze FC Barcelona pochwaliły się we wtorek budżetem na sezon 2022/2023. Wnioski są proste: klub nadal jest potężnie zadłużony, ale zaczął redukować straty. I nawet zarobił ok. 274 mln euro, co pozwoli mu zacząć spłacać miliardowy dług. Co ciekawe, Barca nie pochwaliła się bilansem wydatków, ale tych będzie sporo. Właśnie ruszyły też prace przy Espai Barca, które ma być perłą w koronie katalońskiego klubu.

    A co ze środkami dla polskich ekip?