Fot. Agencja Gazeta

Prokuratura zamierza postawić zarzuty funkcjonariuszom BOR odpowiedzialnym za organizację wizyty w Smoleńsku premiera Donalda Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego z 7 i 10 kwietnia 2010 roku. Prokuratura, po długim oczekiwaniu, dostała właśnie ekspertyzę biegłych, w opinii których doszło do nieprawidłowości podczas planowania wyjazdów. Skutkiem było "obniżenie bezpieczeństwa wizyt".

REKLAMA
Michał Krzymowski z Wprost, autor książki "Smoleńsk. Zapis śmierci" mówi, że ustalenia biegłych są "porażające". Jego zdaniem do katastrofy doszłoby "i tak i tak", niezależnie od uchybień, ale skala naruszeń przepisów robi wstrząsające wrażenie. "Przepisy sobie a życie sobie" - mówi Krzymowski. Biegli ustalili naruszenie zasad na wszystkich poziomach. Od zupełnie podstawowego, jakim są właściwe zasady łączności radiowej między funkcjonariuszami, do kwestii bardziej istotnych jakimi jego zdaniem są dwa niedopatrzenia: że na lotnisku nie był przeprowadzony rekonesans, oraz to, że funkcjonariusze BOR nie oczekiwali na płycie Siewiernyj na delegację z Warszawy.
Wątpliwości Krzymowskiego potwierdza Jan Osiecki, autor książki "Przerwany lot" który również zauważa, że na lotnisku w Smoleńsku było "pełno niedociągnięć". Lotnisko nie było odpowiednio zabezpieczone, bo na płycie powinien czekać wysoki rangą oficer BOR. Tego zabrakło. Był tylko ochroniarz polskiego ambasadora w Moskwie. Nie było żadnego funkcjonariusza, który mógłby z ziemi kontrolować poziom bezpieczeństwa, skontaktować się z pilotem, ostrzec go, skierować na inne lotnisko. A taki oficer widziałby przecież, jak przebiegło lądowanie rządowego JAK-a i mógłby ostrzec załogę Tupolewa.
Zdaniem Osieckiego BOR miał w Smoleńsku dwa zadania: przejąć na lotnisku prezydenta Kaczyńskiego oraz zabezpieczyć drogę do Katynia. Drugie zostało zrobione dobrze. Pierwsze nie. Wszystko odbyło się według polskiej zasady "Jakoś to będzie". Dziennikarz zauważa, że funkcjonariusze BOR będą pierwszymi oskarżonymi w sprawie Smoleńska, bo najłatwiej jest udowodnić ich niedociągnięcia. Pytanie jak prokuratura potraktuje dowódcę BOR generała Janickiego. Niedawno prezydent Komorowski go awansował. Teraz Janickiemu mogą być postawione zarzuty.
Przypomnijmy, że biegli działający na zlecenie warszawskiej prokuratury okręgowej na Pradze wystawili opinię w sprawie działań funkcjonariuszy BOR przy wizytach premiera Donalda Tusk i prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku i Katyniu. "Eksperci uznali, że doszło do nieprawidłowości, które miały wpływ na obniżenie bezpieczeństwa premiera i prezydenta" - powiedziała w TVN24 Renata Mazur, rzecznik prokuratury okręgowej na Pradze.
Jak ustalił portal tvn24.pl, prawdopodobnie na początku lutego prokuratura skieruje do sądu akt oskarżenia wobec funkcjonariuszy BOR. Oskarżenie pojawiły się w odpowiedzi na ustalenia biegłych badających pracę funkcjonariuszy przy organizacji wizyty Lecha Kaczyńskiego i Donalda Tuska.
Uchybienia dotyczą między innymi braku odpowiedniego nadzoru, niewystarczającego zabezpieczenia wyjazdu, nieprzeprowadzenia rekonesansu, niewyznaczenia odpowiedniego dowództwa, niezorganizowania odprawy, braku planu sytuacji kryzysowej czy braku zabezpieczenia pirotechniczno-radiologicznego obu wizyt.
Prokuratura informuje, że powołani biegli pracowali bardzo długo, i badali każdy aspekt, każdy element dwóch podróży które wtedy się odbyły. Biegli badali nie tylko sam okres zdarzenia, ale także praktyki jakie obowiązywały tam przez miesiące przed kwietniowymi wydarzeniami, jak i w okresie po 10.04.2010 r. Przeanalizowano ponad dwadzieścia zagranicznych wizyt premierów i prezydentów.