
Wydawałoby się, że ekranizacja kolejnej powieści J. R. R. Tolkiena nie wzbudzi już większych emocji. Bo ile można ekscytować się magnetycznym spojrzeniem hobbitów, zapierającymi dech w piersiach krajobrazami z lotu ptaka, niebezpiecznymi potyczkami, bohaterami pokonującymi olbrzymie górzyste przestrzenie i zaskakującymi zniknięciami Gandalfa?
Zwłaszcza, gdy można odnieść wrażenie, że to wszystko już się gdzieś widziało - na przykład w ekranizacjach "Władcy Pierścieni". Autorstwa tego samego reżysera, Petera Jacksona.
Tym bardziej zaskakują nas dyskusje, jakie "Hobbit. Niezwykła podróż" rodzi w kręgach naszych znajomych od czasu wejścia do polskich kin - czyli od wczoraj. Takie, jaka rozpętała się na przykład na facebookowym profilu dziennikarza muzycznego Pawła Sito. "Hobbit" wywołał prawdziwą burzę w szklance wody - dyskusję o gustach i wartości prozy Tolkiena oraz jej licznych ekranizacji.
"Czy jest tu ktokolwiek poza mną, kogo nie kręcą wszystkie te hobbity?" - zapytał na Facebooku Paweł Sito. Dziesiątki osób napisało, że film zupełnie ich nie emocjonuje.
Mateusz napisał:
Anna Maria dodała:
Anna, mama 14-latka, dziwi się "magicznemu" nagromadzeniu lektur w szkole:
Na ponad 220 postów pod zapytaniem Pawła Sito pojawiło się zaledwie kilka broniących ekranizacji Jacksona i twórczości Tolkiena. Michał napisał:
Jacek dodał:
Arek ma swoją historię związaną z Tolkienem.
Najgoręcej twórczości Tolkiena broniła Beta:
Burzliwą dyskusję podsumowała Anna:
Trzymamy z panią Anną, z niecierpliwością wyczekujemy jednak kontynuacji dyskusji. I tej facebookowej, i tej "w realu". W końcu polska podróż filmu "Hobbit. Niezwykła podróż" dopiero się rozpoczęła.