Polska ma tylko jednego "ministra" w Komisji Europejskiej. Przez cięcie wydatków dysproporcje jeszcze się powiększą

Polskim urzędnikom trudno przebić się w unijnej administracji.
Polskim urzędnikom trudno przebić się w unijnej administracji. Fot. Komisja Europejska
Polskim urzędnikom trudno wybić się na wysokie stanowiska w unijnej dyplomacji. Reforma proponowana przez premiera Wielkiej Brytanii Davida Camerona ma jeszcze bardziej wydłużyć ścieżkę awansu, co doprowadzi do zabetonowania obecnego stanu rzeczy. Państwa nowej Unii protestują, ale ich siła przebicia jest mała i ciężko będzie zatrzymać reformę.


Polska ma tylko jednego dyrektora generalnego (rangą odpowiadającego naszemu ministrowi) na 33, którzy pracują w Komisji Europejskiej. Sceptyczna Unii Europejskiej Wielka Brytania ma ich aż pięciu. Teraz chce wprowadzić reformę, która jeszcze utrudni urzędnikom z państw, które dołączyły do UE po 2004 roku, awansowanie na stanowiska kierownicze. Dziś taka ścieżka kariery trwa nawet 30 lat. To utrudni realizowanie naszych interesów we Wspólnocie.

Urzędnicy Komisji formalnie są bezstronni, ale nawet jeśli nie reprezentują wprost interesów swojego kraju, to wnoszą własną wrażliwość i bagaż doświadczeń. Polski rząd przekonał się o tym w czasie naszej prezydencji, gdy Komisja zablokowała wszelkie inicjatywy dotyczące zmian klimatycznych, bo nie chciała współpracować ze sceptyczną w tej sprawie Warszawą.

Źródło: "Rzeczpospolita"

Choć odpowiedzialni za administrację urzędnicy zapewniają, że istnieje równowaga geograficzna między starą a nową Unią, dane pokazują co innego. Na szczeblu, z którego rekrutuje się naczelników wydziałów jest 46 Polaków i 272 Hiszpanów, choć ten kraj ma niewiele większą ludność niż nasz. Gorzej jest na wyższych szczeblach, z których rekrutuje się dyrektorów. Tam Francuzów jest 17 razy więcej niż Polaków.

Czytaj też: 4200 złotych miesięcznie - czy polscy urzędnicy powinni tyle zarabiać?

Niedawno udało się znieść podział na trzy siedziby Parlamentu Europejskiego, co generowało przez lata milionowe koszty dla podatników. Jednak Parlament to nie jedyna z instytucji która budzi wątpliwości jeśli chodzi o wysokość wydatków. Dla przykładu sędzia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zarabia okołu 35 tys. euro miesięcznie. Do tego przysługują mu dwa 120 metrowe mieszkania - jedno w Strasburgu, drugie w stolicy swojego kraju. Monstrualne wręcz koszty generują ambasadorowie państw członkowskich oraz ich zastępcy.


Źródło: "Rzeczpospolita"
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Meghan i Harry szczerzy do bólu. Ten wywiad poruszył Brytyjczyków, ale nie wszystkim się spodobał
0 0"World of Fire" z Wichłacz i Kotem. Serial BBC pokazuje wojenny koszmar nie tylko Polaków
0 0W Polsce tego filmu ludzie boją się jak ognia. Widziałem "Malowanego ptaka" i już wiem dlaczego

POLECAMY

HYDEPARK 0 0Maciej Stuhr kończy 44 lata. I właśnie z tej okazji dał bardzo szczery wywiad
0 0Tak się rozjeżdża konkurencję. Po takiej zapowiedzi serwisu Disney+ Netflix może się bać

TRAGEDIA W WARSZAWIE

FELIETON 0 0Ilu ludzi ma jeszcze zginąć na pasach? Posłowie, przestańcie się bać kierowców!
POLECAMY 0 0Tak Kaczyński traci władzę. Po wyborach dostał dwa potężne ciosy