
Choć twórcy zmian w ustawie refundacyjnej zapewniali, że nikt nie straci pracy w wyniku zmian w prawie, to przez rok na bruk trafiło 15 tysięcy osób. Większość z nich to pracownicy aptek, ale cięcia dotknęły też hurtownie, sieci dystrybucji i producentów.
REKLAMA
Po roku obowiązywania nowej ustawy refundacyjnej, poza kłopotami z dostępem do leków, widać też inny duży problem. W sektorze farmaceutycznym pracę straciło 15 tysięcy osób – wynika z raportu IMS Health, firmy badawczej zajmującej się rynkiem zdrowia.
Raport po trzech kwartałach mówił, że pracę straciło 12 tysięcy osób, ale trzy ostatnie miesiące to kolejne zwolnienia. Ponad dwa i pół tysiąca osób zostało zwolnionych u producentów leków, ponad półtora tysiąca w hurtowniach czyli w dystrybucji, i największa grupa, czyli apteki, zmniejszyły zatrudnienie o około osiem tysięcy CZYTAJ WIĘCEJ
Niepokojące jest, że pomimo upływu czasu liczba zwolnień prawie się nie zmniejsza. Dlatego do aptek masowo spływają zgłoszenia farmaceutów, którzy przez spadek zysków apteki zostali zwolnieni. Ci, którym udało się zatrzymać pracę muszą się liczyć z obniżką pensji. A wszystko to pomimo zapewnień rządowych ekspertów, że zmiana przepisów nie wpłynie na rynek pracy.
Zobacz też: Eksperci oceniający leki chcą przerwać prace. Od lutego minister zdrowia nie przyznał im wynagrodzenia
Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz tłumaczył się z kontrowersji wokół ustawy refundacyjnej w wywiadzie dla naTemat. "Celem ustawy refundacyjnej jest to, aby w każdej grupie leków znalazły się również takie, które są dla pacjenta dostępne w niższej cenie. To, które leki z danej grupy pacjenci wykupują w aptece, jest w ogromnej mierze zależne od tego, co konkretnie mają przepisane na recepcie. Tymczasem w większości grup limitowych są dostępne leki z minimalną odpłatnością. Należy pamiętać, że ustawę refundacyjną wprowadziliśmy dopiero 11 miesięcy temu. Potrzebny jest czas na zmianę mentalności" – mówił dwa miesiące temu.
Źródło: TOK FM

