
12-letni chłopiec trafił do szpitala, gdyż włożył sobie termometr do penisa. Ten "seksualny eksperyment" spowodował u niego wielki ból. Trzeba było wykonać zabieg laparoskopii.
12-letni chłopiec z Chin potrzebował pilnej pomocy medycznej po tym, jak dziwaczny "eksperyment seksualny" z termometrem poszedł nie po jego myśli.
12-latek włożył sobie termometr do penisa
Dziecko zostało przewiezione do szpitala po włożeniu termometru do penisa podczas masturbacji. Chłopiec cierpiał tak aż przez dziewięć godzin.
Zdjęcia rentgenowskie wykazały, że termometr został włożony tak głęboko do dróg moczowych, że faktycznie wszedł do pęcherza chłopca. Medycy obawiali się, że wyciągnięcie go tak, jak go włożono, może uszkodzić narządy chłopca, więc usunięto go z pęcherza za pomocą zabiegu laparoskopii.
Operacja zakończyła się sukcesem, chociaż medycy nie określili szczegółowo, czy chłopiec doznał jakichkolwiek długotrwałych komplikacji po tym, co zrobił.
Chłopiec przyznał się, że włożył termometr dla przyjemności seksualnej
Chłopiec z miasta Chengdu w środkowych Chinach przyznał się także lekarzom w Pierwszym Szpitalu Ludowym w dystrykcie Longquanyi, że włożył termometr dla przyjemności seksualnej, co jest ryzykowną praktyką znaną jako sounding penisa (dogłębna stymulacja).
Praktyka ta jednak niesie ze sobą wiele zagrożeń, takich jak utknięcie lub zgubienie przedmiotu czy nawet uszkodzenie tkanek wewnętrznych oraz perforacja pęcherza.
Pod koniec grudnia informowaliśmy z kolei, że we francuskim Tulonie, w szpitalu Sainte Musse doszło również do nietypowej interwencji chirurgicznej. Do szpitala zgłosił się bowiem 88-letni pacjent z niewypałem wetkniętym w intymną część ciała.
– Jabłko, mango, a nawet puszka pianki do golenia... Jesteśmy przyzwyczajeni do znajdowania niezwykłych przedmiotów włożonych tam, gdzie nie powinny. Ale taki pocisk? Nigdy! – powiedział pracownik szpitala w rozmowie z francuskim "Var-matin".
Do zdarzenia doszło w drugiej połowie grudnia. To właśnie wtedy na oddział ratunkowy przywieziono 88-latka, który zaaplikował do swojego miejsca intymnego pocisk z okresu I wojny światowej. To stworzyło nie tylko bezpośrednie zagrożenie dla jego zdrowia i życia, ale także dla bezpieczeństwa wszystkich podopiecznych i pracowników szpitala. Zamiast od operacji, zaczęto od ewakuacji placówki.
Na miejsce wezwano saperów. Dopiero gdy upewniono się, że szanse na eksplozję są bliskie zeru, przystąpiono do udzielenia pomocy mężczyźnie. To wymagało skomplikowanej operacji. Pocisk miał 18 cm długości i prawie 10 cm szerokości. Postanowiono wyciągnąć go przez jamę brzuszną, by uniknąć kolejnych komplikacji i powikłań. Całe szczęście operacja zakończyła się sukcesem.
Zobacz także