
Maciej Lasek, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych kompletuje zespół, który jeszcze raz zabierze się za wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Ma zweryfikować alternatywne hipotezy i w przeciwieństwie do komisji Antoniego Macierewicza działać bez kamer. "Big Brothera nie będzie" – mówi.
- Do tej pory stali z boku, nie chcieli zabierać głosu, bo wiedzieli, że skończy się to publicznym podważaniem ich kompetencji. Ale teraz widzą, że trzeba głośno mówić, co doprowadziło do tej katastrofy - tłumaczy Lasek. Jego zespół chce rozprawić się z hipotezami o zamachu (a nie z absurdalnymi wersjami o sztucznej mgle czy helu). - Ale nie będziemy debatować z politykami. Ja się na polityce nie znam, a oni nie są dla nas partnerami do debaty o przyczynach katastrofy - zastrzega Lasek. CZYTAJ WIĘCEJ
Maciej Lasek zastanawia się nie tylko nad składem, ale też formą prawną działania zespołu. Nie wiadomo, czy będzie działał przy MON, kancelarii premiera, czy też zupełnie niezależnie. Wiadomo jedynie, że premier popiera inicjatywę.
Macierewicz sprytnie omija takie kwestie jak to, dlaczego maszyna znalazła się zdecydowanie poniżej dopuszczalnej w bardzo gęstej mgle wysokości 100 m. Podaje, że wybuchy nastąpiły na wysokości 36 m, choć świadkowie, zapisy czarnych skrzynek i dowody, takie jak elementy skrzydła wbite w brzozę, jasno wskazują, iż maszyna była znacznie niżej, tuż nad ziemią. CZYTAJ WIĘCEJ
Więcej w "Gazecie Wyborczej"

