11 listopada, Powstanie Styczniowe, Edward Gierek – polska polityka potrzebuje potyczek historycznych jak tlenu

"Bitwa pod Grunwaldem"
"Bitwa pod Grunwaldem" Wikimedia Commons/info-poland.buffalo.edu
PiS spiera się z prezydentem Komorowskim o obchody rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego, tymczasem SLD wyciąga na sztandary postać I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka. Czy w Polsce nie da się już uprawiać polityki bez odwoływania się do historii?


Po prawej stronie politycznej sceny powoli dojrzewa spór o rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego. PiS zapowiada konkurencyjne wobec prezydenckich obchody, a obie strony oskarżają się o zawłaszczanie historii.

Dziennik.pl

Mariusz Błaszczak z Prawa i Sprawiedliwości uważa, że prezydent próbuje rywalizować z jego partią, jeśli chodzi o uczczenie rocznicy powstania. Podkreślił, że inicjatywa Bronisława Komorowskiego ma charakter polityczny. Poinformował, że PiS razem z organizacjami pozarządowymi i społecznymi stworzył własny kalendarz obchodów i powołał społeczny komitet, do którego przystąpiło 250 osób. CZYTAJ WIĘCEJ


Jeszcze do niedawna wydawało się, że uprawianie polityki historycznej pozostanie domeną bardziej konserwatywnych ugrupowań, jednak w ostatnim czasie do walki o polską pamięć włączył się także SLD. Sojusz wyszedł z inicjatywą uczczenia w 2013 roku setnych urodzin Edwarda Gierka. W rozmowie z Cezarym Michalskim Leszek Miller tak mówił o motywach przypominania postaci I sekretarza KC PZPR:


krytykapolityczna.pl

My przez całą pierwszą dekadę transformacji naprawdę uważaliśmy, że jakiekolwiek odwołania do historii nie są nikomu potrzebne, że trzeba „wybrać przyszłość”. Bracia Kaczyńscy udowodnili jednak, że tzw. polityka historyczna jest skutecznym orężem w walce politycznej. Na dobrą sprawę od czasu tryumfu Kaczyńskich z walką polityczną na gruncie historii mamy do czynienia bez przerwy. SLD wyciąga z tego wniosek, że musimy w tej walce uczestniczyć i posługiwać się takimi symbolami, do których mamy prawo. CZYTAJ WIĘCEJ


Nie ma polityki bez historii?
Czy taka deklaracja lidera SLD oznacza, że w Polsce nie da się już uprawiać polityki bez historii? Andrzej Rozenek z Ruchu Palikota twierdzi, że lewica nie musi iść tą drogą: – Nie mamy zamiaru się z nikim ścigać na politykę historyczną. Przeszłością powinni zajmować się historycy – ucina. Wytyka też politykom SLD wybór na patrona akurat Edwarda Gierka, podkreślając, że wielu prominentnych działaczy tego ugrupowania pierwsze polityczne kroki stawiało we władzach PRL. – Poza tym uważam, że Polacy są na co dzień zajęci czym innym, niż rozpamiętywaniem historii. Rozmawiajmy o ważnych dla Polski sprawach, a historię zostawmy PiS i SLD – mówi.

Czytaj też: Jakich bohaterów narodowych potrzebujemy. Sobieski, Konopnicka, Piłsudski, Dmowski

Słowom Andrzeja Rozenka zdają się jednak przeczyć ostatnie inicjatywy Ruchu Palikota, jak choćby organizacja wiecu w rocznicę zabójstwa prezydenta Narutowicza lub odwiedziny lidera partii u Wojciecha Jaruzelskiego. Widać wyraźnie, że także to ugrupowanie chce wziąć udział w politycznej walce o historyczną pamięć Polaków. Chce? A może musi? Może w polskiej polityce gra na historycznych strunach jest po prostu koniecznością?


Prawda czy mit?
– Nie przeceniałbym wagi historycznych wątków – mówi politolog, dr Rafał Matyja. – Z całą pewnością to nie one decydują o sukcesie lub porażce polityków. W przeciwnym wypadku powinien dziś rządzić PiS, który najwcześniej i najsprawniej zaczął tworzyć swój historyczny projekt – mówi Matyja. Jego zdaniem osią tej inicjatywy była budowa Muzeum Powstania Warszawskiego, które okazało się ogromnym sukcesem. Pozwoliło ono Prawu i Sprawiedliwości skonstruować narrację “pamięci o bohaterach” i stać się partii powiernikiem mitu tego patriotycznego zrywu. Dlaczego mitu? Bo, jak twierdzi Jacek Żakowski, w polityce historycznej rzadko chodzi o prawdę, częściej o wyrazisty przekaz.

– Polityka historyczna zawsze jest zakłamywaniem przeszłości i często bywa gorsza od milczenia – twierdzi Żakowski. – Jestem przeciwny używaniu historii w polityce, bo to musi prowadzić do fałszu, a oddala nas od realnych problemów – dodaje. Swoją tezę ilustruje przykładem Józefa Piłsudskiego, podkreślając, że jego polityczny kult, któremu dał wyraz choćby Bronisław Komorowski 11 listopada, ufundowany jest na wątłych podstawach. – Czcząc Piłsudskiego jako bohatera, mówimy tylko część prawdy o tej postaci. Umyka nam fakt, że ten człowiek dokonał w 1926 roku zamachu na demokrację – mówi Żakowski.

Zatrute strzały
Zdaniem publicysty “Polityki” przeszłość powinna być przedmiotem rzetelnej, uczciwej, apolitycznej debaty, a nie partyjnej walki. – Dlatego właśnie mam do Millera żal, że sięga po te zatrute strzały historii. Wolałbym usłyszeć, co były premier planuje zrobić, gdy dojdzie do władzy – mówi publicysta.

Rafał Matyja wskazuje z kolei na fakt, że SLD wybierając na swojego patrona Edwarda Gierka, stawia na złego konia. – W historii polskiej lewicy, także tej z czasów PRL, było o wiele więcej naprawdę zacnych osób, które mogłyby trafić na sztandary SLD. Gierek jest wyborem niefortunnym. Cena za rozwój Polski za jego rządów była zbyt wysoka – ocenia politolog. Dodaje, że jego zdaniem zagrywka SLD jest próbą przetestowania postkomunistycznej tożsamości wśród części elektoratu.

Zobacz: Bohaterowie stanu wojennego to wyłącznie mężczyźni? Ludwika Wujec: Gdy oni byli w pudle, my toczyłyśmy wojnę

– Na pewno z taktycznego punktu widzenia inicjatywa SLD to pomysł lepszy, niż odwoływanie się do Narutowicza, który okazał się martwym symbolem. Dobitnie pokazał to wiec pod Zachętą, na który przyszła garstka ludzi – mówi politolog.

Ucieczka w historię
Jacek Żakowski twierdzi, że odwoływanie się przez polityków do historii jest odwracaniem uwagi od istotniejszych, bardziej aktualnych i złożonych kwestii. – Mam wrażenie, że ludzie na ulicy nie rozmawiają wcale o Gierku, ani Powstaniu Styczniowym. Mają inne problemy. Niestety, zmierzenie się z nimi wymagałoby od polityków konkretnych kompetencji, których często im brakuje – mówi.

Jacek Żakowski

Polityka historyczna zawsze jest zakłamywaniem przeszłości i często bywa gorsza od milczenia.


Czy to oznacza, że nie potrzeba nam dziś w sferze publicznej rozmowy o historii? Oczywiście nie. Rafał Matyja podkreśla, że w większości demokratycznych krajów świata spory o historię są ważnym elementem debaty. Chodzi jednak o to, aby nie dać się nabrać politykom na ich uproszczone, skrojone na miarę walki politycznej historyczne opowieści. – Zauważmy, że łatwiej jest kłócić się o obchody Powstania Styczniowego, niż zapytać o jego dzisiejsze znaczenie, o aktualność tej tradycji – kończy Żakowski.