
W środę 15 lutego doszło do eksplozji na jednym z osiedli w Lublinie. 69-letni mężczyzna w wyniku pożaru został objęty płomieniami. Trafił do szpitala z poparzeniami na około 40 proc. powierzchni ciała. Poszkodowanych jest jednak więcej.
Policja ustala, co dokładnie wydarzyło się w garażach. Wiadomo, że do jednego z nich wszedł 69-letni mężczyzna, który trzymał tam swój samochód. Mężczyzna miał często go naprawiać, również w dniu zdarzenia. Na miejsce przyjechało siedem zastępów straży pożarnej. W wyniku wybuchu mężczyzna został ciężko ranny.
– Słyszałem, jak opowiadał ratownikom z pogotowia, że próbował coś zrobić, ale w instalacji pojawił się ogień. Chciał wyjechać autem na zewnątrz, ale nie dał rady, bo doszło do dwukrotnego wybuchu. Wtedy uciekł – powiedział "Faktowi" jeden ze świadków zdarzenia. Ogarnięty płomieniami 69-latek wybiegł przed budynek. Mężczyźnie szybko udzielono pomocy, ale odniósł poważne obrażenia, miał poparzone około 40 proc. ciała. Przewieziono go do szpitala.
Rodziny straciły dom. Zakon apeluje o pomoc dla poszkodowanych w pożarze
Mimo sprawnej reakcji strażaków pożar wywołał spore szkody. Dwa mieszkania wymagają generalnego remontu. Została uszkodzona elewacja budynku, a także spłonął samochód. Zginął także kot, który mieszkał w lokalu nad garażami.
Parafia św. Brata Alberta w Lublinie, prowadzona przez zakon Bernardynów w swoim wpisie na Facebooku, apeluje o pomoc. Kilka rodzin straciło swój dobytek i obecnie te najbardziej potrzebujące, będą mieszkać w klasztorze.
"Pomóc można bezpośrednio lub poprzez parafie i klasztor. Bardzo proszę o wsparcie dla rodzin" – głosi wpis.
Zobacz także