
W programie "Pytanie na śniadanie" prof. Tadeusz Pieńkowski z Europejskiego Centrum Zdrowia w Otwocku opowiadał Hannie Lis, że sytuacja polskiej onkologii jest tragiczna. Pacjenci rzadko mogą liczyć na skuteczne leczenie. Dużą winę jego zdaniem, ponosi NFZ, z którym lekarze mają utrudniony kontakt.
REKLAMA
– W Polsce mamy 400 tysięcy ludzi, którzy żyją, leczą się, u których kiedykolwiek rozpoznano nowotwór. To 1 proc. społeczeństwa. W innych krajach sytuacja wygląda o wiele lepiej. Wydatki na onkologię w przeliczeniu na jednego obywatela są bardzo wysokie – mówił prof. Pieńkowski.
– Instytucja powołana do finansowania leczenia, NFZ, nie ponosi żadnej odpowiedzialności za jakość leczenia. Przejmuje się tylko tym, by zgadzały się niejednokrotnie drastyczne szczegóły prawne dotyczące finansowania leków – mówił prof. Pieńkowski.
To wszystko skutkuje ogromnymi kolejkami w przychodniach onkologicznych. Zdaniem Hanny Lis mowa tu nawet o 6-7 godzinnym czekaniu. Przypomniała też słowa Agnieszki Pachciarz, prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, która przekonywała, że kolejki to w dużej mierze wina pacjentów, bo wystarczy zadzwonić do najbliższego oddziału NFZ. Oni z kolei skierują do takiego lekarza, u którego kolejek nie ma.
– Te słowa są prawdziwe. Lecz zapomina się tu o ważnej kwestii. Pacjenci szukają lekarza, który jest w stanie zapewnić im coś, co ma niewymierną wartość - poczucie bezpieczeństwa. Onkolog powinien prowadzić chorego, by ten nie czuł się zagrożony, nawet, jeśli szanse na wyleczenie nie są duże – mówił prof. Pieńkowski.
Onkolog oszacował też, że w wyniku tych wszystkich trudności oddział onkologii Europejskiego Centrum Zdrowia w Otwocku wykorzystuje tylko trzecią część swojego potencjału. – Z Narodowym Funduszem Zdrowia mamy bardzo słaby kontakt. Intensywnie staramy się o finansowanie, lecz dostajemy odpowiedź negatywną. Wtedy pacjent szuka kogoś innego.