
Serial "Zorro", nad którym pieczę trzyma Disney, powoli nabiera kształtów. Showrunnerem produkcji został Bryan Cogman, który pracował przy takich widowiskach fantasy, jak "Gra o Tron" czy "Pierścienie władzy".
Disney+ przygotowuje serial "Zorro"
Disney+ zabierając się za serial o kultowym bohaterze, postawił na pewniaka. Bryan Cogman to bowiem jeden z twórców "Gry o Tron", a praca przy tej produkcji przyniosła mu cztery statuetki Emmy, nagrodę Hugo, nagrodę Gildii Producentów i siedem nominacji do nagród Gildii Scenarzystów.
Cogman już wcześniej pracował dla medialnego giganta, gdyż napisał scenariusz do aktorskiej wersji klasycznego filmu animowanego "Miecz w kamieniu". Jako showrunner będzie odpowiedzialny za uwspółcześnienie historii. Disney zapowiada, że będzie to "odważna" wersja znanej fabuły.
Głównym bohaterem serialu będzie Diego De La Vega (w oryginalnych filmach grał go Anthony Hopkins). Historia skupi się na powrocie mężczyzny w rodzinne strony, po tym, jak dotknęła go tragedia.
W El Pueblo de Los Angeles odkryje, że miasto przeżarte jest korupcje i to właśnie to zmotywuje go do włożenia na maskę czarnej maski i stania się obrońcą najbiedniejszych oraz niesprawiedliwie traktowanych.
W Vegę wcieli się Wilmer Valderrama, aktor znany m.in. z takich tytułów, jak "Agenci NCIS", "Różowe lata 70." oraz "Larry Crowne - uśmiech losu". Valderrama będzie także jednym z producentów wykonawczych serialu.
Co słychać u Antonio Banderasa?
Antonio Banderas w ostatnich latach nie może narzekać na brak zleceń. W ostatnich latach wystąpił m.in. w takich "Uncharted", "Bodyguard i żona zawodowca", "Doktor Dolittle", "Ból i blask" oraz "Pralnia". Na łamach naTemat możecie m.in. przeczytać recenzję komediodramatu "Boscy", w którym zagrał razem z Penélope Cruz.
"'Boscy' przywołują skojarzenia ze zwycięzcą festiwalu filmowego w Cannes z 2017 roku, czyli "The Square" Rubena Östlunda, który rozprawiał się z twórcami, mecensami i koneserami sztuki współczesnej. Śmiech, który wywołuje hiszpańska komedia, bywa ewokowany nieco prostszymi zabiegami, a ostrze krytyki wbijane branży filmowej zdaje się wchodzić bardziej gładko niż to wbijane przez Szweda przemysłowi artystycznemu" – przeczytacie w niej.
Zobacz także
