
Trwają zdjęcia do drugiego sezonu serialu Amazona "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy". Na planie doszło w ostatnim czasie do tragedii, w wyniku której zginął koń. PETA już zabrała głos.
Na planie serialu "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" zginął koń
Zgodnie z informacjami "The Hollywood Reporter" konie na plan dostarcza firma The Devil’s Horsemen, z którą współpracowali również twórcy "Gry o Tron". Zmarły koń był wcześniej badany pod kątem różnych dolegliwości. Niczego nie stwierdzono. O śmierci zwierzęcia w oficjalnym oświadczeniu poinformowało studio Amazon Studios.
"Z głębokim smutkiem potwierdzamy informację o śmierci konia. Incydent miał miejsce w trakcie porannych ćwiczeń przed próbami. Trener nie miał na sobie kostiumu, a zdjęcia jeszcze się nie rozpoczęły. Na miejscu znajdowali się weterynarz i przedstawiciel American Humane Association (amerykańska organizacja dbająca o dobro i bezpieczeństwo zwierząt). Niezależna sekcja zwłok potwierdziła, że koń zmarł w wyniku niewydolności serca" – czytamy w nim.
Sprawa doczekała się komentarza od organizacji na rzecz zwierząt PETA. "Mają oni możliwość korzystania z CGI, mechanicznych platform oraz innych humanitarnych metod, które nie spowodowałyby śmierci bezbronnych koni na planie. Jeśli nie są w stanie obyć się bez wykorzystywania zwierząt w swojej sztuce, powinni znaleźć nowe medium. Nikt nie chce oglądać serialu, którego tematem jest udręka" – napisała prezeska stowarzyszenia wiceprezeska Lisa Lange.
PETA zabrała głos w sprawie osiołka na Oscarach
Przypomnijmy, że PETA zainterweniowała również w połowie marca. Organizacja wydała oświadczenie po tym, jak prowadzący oscarową galę showman Jimmy Kimmel wyprowadził na scenę przestraszonego osiołka (było to nawiązanie do filmu "Duchy Inisherin").
Jego widok rozradował Colina Farrella, który w irlandzkim dramacie był właścicielem Jenny. Mimo że osiołek (który, jak czytamy w serwisie Vulture, nie był zwierzęcym aktorem z filmu, ale przypadkowym osiołkiem) był na scenie krótko, to rzucało się w oczy jego zestresowanie.
Zwierzę położyło uszy po sobie, patrzyło w dół i wyraźnie chciało zejść ze sceny z powrotem za kulisy. Nie tylko obecność ponad 2,5 tysięcy ludzi na widowni mogła być dla niego onieśmielająca, ale również światła i hałasy.
"Wstyd, że Jimmy Kimmel i Oscary wykorzystali tego osiołka jako rekwizyt. To osiołek Jenny potrzebuje emocjonalnego wsparcia" – napisała organizacja na Twitterze, nawiązując do wspomnianego napisu na grzbiecie osiołka.
"Ona nie jest aktorką. Wyobraźcie sobie stres, jaki czuła, gdy zmuszono ją do wejścia na scenę przed wielkim, śmiejącym się tłumem i z masą świateł" – czytamy.
Zobacz także
