
Platforma Obywatelska rezygnuje z forsowania swoich starych postulatów m.in. o dwudniowym głosowaniu i zakazie reklamowania polityków na billboardach. Możliwe jednak, że już przed najbliższymi wyborami każdy z nas dostanie list z zaproszeniem do głosowania i adresem, gdzie może to zrobić. Ułatwiony ma być też dostęp do głosowania korespondencyjnego.
REKLAMA
Posłowie PO wycofują się z pomysłu dwudniowych wyborów – informuje "Rzeczpospolita". Jeszcze do niedawna chcieli go forsować, pomimo, że podobny przepis został obalony przez Trybunał Konstytucyjny w 2011 roku. Teraz planowali tak go zapisać, by Trybunał nie miał się do czego przyczepić, ale w końcu zupełnie zarzucili ten pomysł. Frekwencję chcą podnosić wysyłając do każdego wyborcy listowne zaproszenie z informacjami o głosowaniu i adresem lokalu wyborczego. Gminy będą musiały za to zapłacić 25-30 mln zł.
Co do wielkoformatowych plakatów, sprawa nie jest przesądzona, być może wprowadzimy ten przepis do ustawy o partiach politycznych, bo jednak polityk to nie proszek do prania, żeby się reklamował na billboardzie. Ale w kodeksie wyborczym tego zakazu nie będzie CZYTAJ WIĘCEJ
Źródło: "Rzeczpospolita"
Jednak taki zapis mógłby rozzłościć politycznych konkurentów i zniechęcić ich do głosowania i postawić pod znakiem zapytania całą ustawę. Choć koalicja ma większość, to zdaniem Jarosława Flisa z UJ, takie zmiany powinny mieć silne poparcie w Sejmie, bo jeśli przejdą niewielką przewagą głosów, będą postrzegane jako próba manipulowania wynikami.
Czytaj też: Platforma chciałaby istnieć co najmniej 80 lat. PO jak brytyjscy Torysi? "To pycha polityczna"
W naTemat Zbigniew Hołdys oceniał, że największym problemem polskiej demokracji jest jednak mechanizm układania list wyborczych. "W obowiązującej w Polsce ordynacji każdy chętny musi przekonać do siebie tylko jednego tylko człowieka - szefa partii. To boss wpisuje kandydata na listę, przyznaje mu na niej numer i określa kwotę, jaką mu kopsnie na kampanię. Dodajmy od razu: kwotę z naszych podatków, bo przy opłacaniu partii z budżetu to my, często wbrew naszej woli, finansujemy najbardziej nawet dziwaczne kampanie wielkich partii" – pisał muzyk.
Źródło: "Rzeczpospolita"

