Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz musiał samemu bronić się przed zarzutami opozycji, która domaga się dla niego wotum nieufności.
Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz musiał samemu bronić się przed zarzutami opozycji, która domaga się dla niego wotum nieufności. Fot. Wojciech Olkusnik / Agencja Gazeta

Pranie brudów służby zdrowia z ostatniej dekady, to najlepsze streszczenie tego, jak za sprawą opozycji i ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza wyglądała czwartkowa debata nad wnioskiem wotum nieufności dla szefa polskiej służby zdrowia.

REKLAMA
Dla wnioskujących o odwołanie ministra zdrowia posłów opozycji wszystkie problemy lekarzy i pacjentów dotyczą przede wszystkim ostatniego roku. - Od roku obserwujemy narastanie zjawisk kryzysowych - przekonywał Bolesław Piecha z PiS, były wiceminister zdrowia. W jego opinii, kryzys w służbie zdrowia wynika z faktu, iż minister nie wie, co się dzieje w jego resorcie. - To jest rekord świata, żeby to, co się udało przez tyle lat zmniejszać, pan to w ciągu roku był łaskawy zepsuć - przekonywał Piecha. I wśród największych grzechów Arłukowicza wymieniał czas oczekiwania w kolejkach do specjalistów, czy oszczędności w NFZ, za które zdaniem posła zapłacili pacjenci.
- 27 proc. pacjentów odchodzi od okienka z niezrealizowaną receptą - twierdził Bolesław Piecha, jednocześnie ostro krytykując także działający do Nowego Roku system eWUŚ. Te zarzuty natychmiast z mównicy sejmowej odrzuciła Elżbieta Radziszewska z PO. - Badania sprzed trzech dni TNS Polska: zdarzyło się, że 30 proc. odeszło od okienka. Zdarzyło się - zaznaczała różnicę posłanka.
Zbyt merytorycznej dyskusji nie było też w kolejnych wystąpieniach. - Konferencje prasowe - to główne przejawy pańskiej aktywności - brzmiał główny zarzut Mariusza Błaszczaka z PiS pod adresem ministra zdrowia. - Pan się zamknął w gustownym ministerstwie ze specjalistami od PR - oskarżał szef klubu PiS. - Bartosz Arłukowicz jest złym ministrem - nie chcą go pacjenci, lekarze. A my słuchamy głosu Polaków - uzasadniał konieczność odwołania szefa resortu zdrowia.

Niewiele twardych argumentów na swą obronę miał też sam minister Arłukowicz. Długie wystąpienie w całości poświęcił zarzucaniu opozycji, że straszy ona pacjentów. - Nie pozwolę, by w politycznej debacie używać pacjentów i dzieci. Wzywać pacjentów, żeby zaczęli się bać - grzmiał Bartosz Arłukowicz. Dalej wymieniając głównie szereg zaniechań i błędów, których dopuścili się jego poprzednicy.
Minister szczególnie skupił się na okresie, gdy w Ministerstwie Zdrowia zasiadali Bolesław Piecha z PiS i Marek Balicki z SLD. Arłukowicz przypominał, że rząd Jarosława Kaczyńskiego przeznaczał znacznie mniejsze środki, niż obecnie na tak ważne obszary medycyny, jak pediatria, geriatria, czy opieka onkologiczna. - Ministrowie Piecha i Balicki - dwaj wizjonerzy - chodzą po telewizorach i przedstawiają swoje wizje - oburzał się minister.
Głosowanie nad wotum nieufności dla Bartosza Arłukowicza odbędzie się jednak dopiero jutro. Być może dlatego uczestnikami oczekiwanej od wielu tygodni debaty była dziś zaledwie garstka posłów. Część komentatorów wskazuje, iż wielu parlamentarzystom odechciało się przyjść na salę, gdy dowiedzieli się, że na debacie zabraknie premiera Donalda Tuska, który rano trafił do szpitala w związku z ostrą infekcją górnych dróg oddechowych.