
Ponad 600 tysięcy złotych zebrano w zbiórce na leczenie ośmioletniego Kamilka z Częstochowy. Jego matka jest w areszcie, a ojciec nie ma praw rodzicielskich. Z tego też powodu zbiórką zajęli się śledczy.
8-letni Kamil z Częstochowy wciąż przebywa w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach. Chłopiec trafił tam 3 kwietnia po tym, jak skatował go ojczym. Ma rozległe poparzenia i złamane ręce oraz nogi.
Dla chłopca powstała zbiórka. Zebrano na razie ponad 600 tys. zł. Sprawą zajęli się aż śledczy.
– W związku z prowadzonym śledztwem, prokuratura uzyskała informację dotyczącą zbiórki na rzecz pokrzywdzonego dziecka. Została ona zorganizowana na jednym z portali internetowych – powiedział "Dziennikowi Zachodniemu" prokurator Tomasz Ozimek, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.
Co się stanie z pieniędzmi zebranymi w zbiórce?
I dalej tłumaczył: – W trakcie prowadzenia sprawy stwierdzono, że ojciec pokrzywdzonego ośmiolatka został w przeszłości pozbawiony władzy rodzicielskiej, a jego matka jest obecnie aresztowana. Prokurator złożył też wniosek o pozbawienie jej władzy rodzicielskiej. W związku z tym, w realiach tej sprawy, brak jest zatem osoby, która mogłaby reprezentować interesy majątkowe małoletniego chłopca. Biorąc pod uwagę te okoliczności, Prokuratura Okręgowa w Częstochowie złożyła w Sądzie Rejonowym w Częstochowie wniosek o ustanowienie kuratora dla zarządzania majątkiem małoletniego Kamila.
Stan Kamilka jest stabilny
"Ostatnie dni były dla chłopca stabilne. Jeśli ta sytuacja się utrzyma i choroba oparzeniowa nie będzie u Kamilka postępować, to pod koniec tygodnia rozważane będzie stopniowe wybudzanie małego pacjenta ze śpiączki farmakologicznej" – przekazali w poniedziałek lekarze Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka, którzy w mediach społecznościowych na bieżąco informują o stanie zdrowia chłopca. Od tego czasu nie było nowego komunikatu ws. jego zdrowia.
Pod koniec marca 8-letni Kamil został skatowany przez ojczyma, 27-letniego Dawida B. Co jeszcze bardziej wstrząsające, wszystko działo się za przyzwoleniem matki, która później wmawiała biologicznemu ojcu dziecka, że Kamil poparzył się herbatą.
Zobacz także
Z ustaleń śledczych wynika, że Dawid B. miał rzucić Kamilem na rozgrzany piec węglowy, oblewać go wrzątkiem, bić, kopać i przypalać papierosami. Zarówno on, jak i matka dziecka, 35-letnia Magdalena B. decyzją sądu trafili do aresztu na trzy miesiące. Oboje przyznali się do winy.