Tak 2 lata temu Egipcjanie cieszyli się z obalenia Hosni Mubaraka. Dzisiaj znów protestują
Tak 2 lata temu Egipcjanie cieszyli się z obalenia Hosni Mubaraka. Dzisiaj znów protestują Fot. James A Dawson / shutterstock.com

25 stycznia w Egipcie obchodzono drugą rocznicę wybuchu rewolucji i obalenia dyktatora Hosni Mubaraka. Ale 2 lata po tych wydarzeniach duża część społeczeństwa nie jest zadowolona z nowej władzy i zamiast świętować – ostro protestuje. Doprowadziło to do zamieszek, na skutek których zginęło aż 48 osób w całym kraju.

REKLAMA
"Mówiłem, że jestem przeciwny jakimkolwiek środkom awaryjnym, ale powiedziałem też, że będę działał, jeśli trzeba będzie zatrzymać rozlew krwi i chronić ludzi" – mówił prezydent Egiptu Mohamed Morsi w telewizyjnym oświadczeniu, cytowanym przez Al-Jazeerę. Stan alarmowy wprowadzono w trzech miastach: Port Said, Ismaili i Suezie. Zacznie on obowiązywać dzisiaj, 28 stycznia, o godzinie 19:00, zaś skończy się o 4:00
rano następnego dnia. Prezydent Egiptu w swoim przemówieniu zaznaczył, że jeśli protesty i zamieszki się powtórzą, to nie zawaha się on przed podjęciem kolejnych kroków mających uspokoić sytuację.
Morsi zareagował tym samym na wydarzenia, które zaczęły rozgrywać się 25 stycznia – w drugą rocznicę wybuchu egipskiej rewolucji, w której obalono Hosni Mubaraka. Po tym w demokratycznych wyborach Egipcjanie wybrali Bractwo Muzułmańskie na nową władzę, w czerwcu zaś Mohamed Morsi wygrał wybory prezydenckie. To jednak nie spodobało się wielu obywatelom i co jakiś czas w Egipcie odbywają się protesty. Przeciwnicy nowego prezydenta skandują, między innymi: "W dół, w dół Morsi, w dół, w dół reżim, który nas zabijał i torturował". Tym razem zamieszki, które towarzyszyły demonstracjom, były wyjątkowo krwawe: od piątku na terenie całego kraju zginęło w starciach 48 osób.
Mieszkańców do protestów zachęca też egipska opozycja polityczna. Rzecznik prasowy głównej opozycyjnej koalicji Khaled Dawoud stwierdził w wypowiedzi dla Reutersa: "Oczywiście czujemy, że prezydent pomija główny problem w naszym kraju, czyli swoją własną politykę". Z kolei Hamdeen Sabahy, lewicowiec i jeden z liderów opozycji, zadeklarował, że nie weźmie udziału w żadnych negocjacjach, dopóki nie zatrzymany zostanie rozlew krwi, a żądania protestujących nie zostaną spełnione.