Pół roku temu stracił z konta 10 tys. złotych. Do tej pory nie dostał od mBanku żadnej odpowiedzi. "Przecież to skandal"

Taki komunikat wyświetlał się niektórym internautom korzystającym z mBanku.
Taki komunikat wyświetlał się niektórym internautom korzystającym z mBanku. Zrzut ekranu z fanpage na Facebooki: Okradzeni klienci mbanku
Dziesięć tysięcy złotych – tyle pieniędzy ze swojego konta w mBanku pół roku temu stracił Maciej Woźniak. Padł ofiarą wyjątkowo przemyślanego oszustwa. Mężczyzna sam przyznaje, że po części winna jest jego własna głupota, ale nie może przeboleć reakcji banku na jego reklamację. A właściwie jej braku. – Przecież to skandal. Od września ubiegłego roku nie dostałem absolutnie żadnej odpowiedzi. A pieniędzy jak nie było, tak nie ma – mówi w rozmowie z naTemat.

O co dokładnie chodzi?

Początek sprawy sięga września ubiegłego roku, ale wszystko ciągnie się do tej pory. Zostałem oszukany i za pośrednictwem strony mBanku wyłudzono ode mnie 10 tysięcy złotych. To była dość głośna afera, bo wiem, że ofiarą podobnego przekrętu padło jeszcze co najmniej kilkadziesiąt innych osób. Podczas logowania się na stronę mBanku wyświetlał się komunikat, w którym było napisane, że jeden z klientów banku pomyłkowo przelał na moje konto taką a taką kwotę. W związku z tym mBank nie tylko prosi, co wręcz nakazuje przelać te pieniądze z powrotem na konto pierwotnego właściciela. Padały nawet jakieś groźby policyjne.

Przeczytaj: "Drogi mBanku, wygląda na to, że nie zależy Ci na dobrych klientach", czyli walcz o swoje na Facebooku

Ciągle się mówi o próbach wyłudzeń. Nie zapaliła Ci się czerwona lampka, że coś może być nie tak?

Wyglądało to autentycznie, bo na rachunku rzeczywiście wyświetlała mi się kwota dokładnie o 10 tysięcy złotych większa. Stan mojego konta był faktycznie powiększony. Jestem zazwyczaj w takich sprawach ostrożny, nie chciało mi się w to wierzyć, więc dwa razy zrestartowałem komputer. Nic nie dało, komunikat ciągle się wyświetlał. Zdecydowałem się wykonać przelew, wszystko przebiegało normalnie, dostałem SMS-a z potwierdzeniem itd. Z mojego konta zniknęło nadprogramowe 10 tysięcy i wszystko wydawało się w porządku. Do czasu.

Na Facebooku powstał nawet fanpage "Okradzeni klienci mBanku", gdzie poszkodowani wymieniają się przykrymi doświadczeniami związanymi z oszustwem. CZYTAJ WIĘCEJ


Kiedy zorientowałeś się, że coś jest nie tak?

Po kilku dniach zalogowałem się na innym komputerze, wtedy okazało się, że wcześniej nie było przypadkowego przelewu na moje konto, a środki zostały pomniejszone o moje 10 tysięcy złotych. To był wirus, który występował na jednym komputerze. Tworzył swojego rodzaju nakładkę na oficjalnej stronie mBanku. Teoretycznie sam bank nie zrobił nic złego, ale moim zdaniem powinni dużo wcześniej poinformować wszystkich klientów chociażby głupim mailem, w którym wyjaśniają, że istnieje wirus, który wyłudza pieniądze. Ja czegoś takiego wtedy nie dostałem. Przeczytałbym to i na pewno nie dałbym się nabrać.



Jesteś pewien, że byłeś na stronie mBanku? Banki uczulają, żeby zwracać uwagę na szyfrowanie połączeń i poprawny adres strony.

Na sto procent. Oprócz tego, że stan konta faktycznie wskazywał na pomyłkę z przelewem to w adresie strony była kłódka symbolizująca szyfrowane połączenie. Wiadomo, że w dużej części wynika to z mojej głupoty, ale cały przekręt wyglądał naprawdę wiarygodnie.

Zobacz też: "Dziś żadna marka nie ma immunitetu", czyli jak walczyć z firmami o swoje w XXI wieku


Wystarczy jednak dokładnie przeczytać komunikat, by nabrać podejrzeń. Brak poprawności ortograficznej, gramatycznej i stylistycznej nie pozostawia wątpliwości, że informacja nie została napisana przez pracownika poważnej firmy. Cyberprzestępcy zupełnie nie wysilili się pod tym względem. Zespół mBanku zapewnia, że nigdy nie prosi o wykonanie przelewów testowych ani zwrotu środków na rachunki innych klientów. Komunikat jest najzwyczajniejszą próbą wyłudzenia pieniędzy. CZYTAJ WIĘCEJ


źródło: onet.pl

Co zrobiłeś, gdy zorientowałeś się, że straciłeś swoje pieniądze?

To jest właśnie największy ból w całej sprawie. O ile pieniądze straciłem przez własną głupotę i jestem w stanie to zrozumieć, to nie mogę zaakceptować tego co mBank w tej sprawie robi. A właściwie, czego nie robi. Od razu we wrześniu złożyłem reklamację i do tej pory nie dostałem absolutnie żadnej, ale to żadnej odpowiedzi. Dzwoniłem na infolinię kilkadziesiąt razy i za każdym razem dowiaduję się, że pani przy słuchawce może co najwyżej zrobić kolejny dopisek i przekazać sprawę dalej. Dostawałem zapewnienie, że w ciągu doby ktoś się ze mną skontaktuje i spróbuje wyjaśnić sprawę. I co? Nikt oczywiście nie zadzwonił, przecież to skandal. A każde połączenie kosztuje.

Straciłem naprawdę sporo pieniędzy, a bank nawet nie ma zamiaru poinformować mnie, na jakim etapie jest moja sprawa. Teoretycznie jedynym wyjściem jest złożenie zawiadomienia do prokuratury lub na policję, ale w takim przypadku muszę wskazać konkretną osobę, która mnie okradła. Ja znam tylko podstawowe dane i numer konta, które zapewne są fałszywe i założone na tzw. "słupy". Niemniej jednak chyba można jakoś prześledzić ich drogę z jednego konta na następne.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...